Przepraszam, że piszę. Felieton Adama Jaśkowa (248)

Przepraszam, że piszę. Felieton Adama Jaśkowa (248)

Pamięć polityczna to źródło stresów. Wygodniej jest oczywiście nie pamiętać i popełniać stare błędy polityczne z pełnym przekonaniem, że robi się to pierwszy raz. Burza w politycznej literatce – nie wiem, czy była w niej woda czy coś innego – jest burzą kompletnie nieistotną. To kłótnia nie o feminizm, nie o politykę, nie o poglądy, tylko o dobre samopoczucie i niepamięć. Niepamięć jest najlepszą drogą do dobrego samopoczucia.

Przepraszam, że leitmotivem (motywem przewodnim) tego tekstu będą moje przeprosiny. Staram się pisać o sprawach, o których coś wiem lub chociaż zebrałem informacje. Dziś natomiast piszę trochę o polityce, na której – jak sądzę – się znam, a trochę o kobietach, co do których na pewno nie mogę tego powiedzieć. Usprawiedliwia mnie tylko to, że piszę o kobietach w polityce, w dodatku nie o wszystkich, tylko o niektórych.

Proszę więc o uwzględnienie okoliczności łagodzących – a także tego, że mógłbym opublikować ten tekst bliżej Dnia Kobiet, którego znaczenie doceniam, a wtedy byłby zapewne odebrany bardziej krytycznie. Każdy jednak, kto wypowiada się publicznie, powinien się liczyć z tym, że będzie oceniany, narażony na krytykę, również bezlitosną. Bo w polityce takiej, jaką dziś się uprawia, nie ma miejsca na litość.

Uważam nie od dziś, że normy społeczne są ważne, choć normy dziś powszechne zdarza mi się kontestować. Bo z tego, że są ważne, nie wynika wcale, że są niezmienne lub niepodważalne. Są potrzebne, nawet niezbędne, ale są też relatywne i podlegają zmianom.

Zmienia się też hierarchia ważności, a jest ona nie mniej ważna niż normy. W demokracji niezwykle ważna jest swoboda wyrażania swoich opinii. Nie jest to jednak norma naczelna – równie istotny jest sposób wyrażania tych opinii. Poza tym opinie oparte na faktach i wiedzy merytorycznej są (a przynajmniej powinny być) przez normę społeczną chronione bardziej niż inne. Demokracja jest tak silna, jak skutecznie są egzekwowane normy. Niezbędnym elementem funkcjonowania norm są też sankcje społeczne. Zabranie głosu w debacie publicznej jest jednocześnie wyrażeniem zgody na repliki i sankcje społeczne. Te ostanie są skuteczniejsze wtedy, gdy funkcjonuje społeczny ( i polityczny) konsensus w zakresie przestrzegania norm istotnych dla demokracji.

Polityczny mainstream, a szczególnie mainstream medialny, często wyraża polityczny seksizm wobec kobiet. Oczywiście, konkretne elementy mainstreamu niekoniecznie robią to w tym samym czasie, z tych samych powodów i wobec tych samych kobiet. Przepraszam za arbitralnie wybrane przykłady. Moim zdaniem jednak ilustrują tezę.

Pewnie jeszcze niektórzy pamiętają Sannę Marin, byłą premier Finlandii. Wywodziła się z ludu, ale skorzystała z szansy edukacyjnej, skończyła studia prawnicze, a potem zrobiła niezwykle – to fakt – szybką karierę polityczną, która równie szybko została przerwana. Polska opinia publiczna interesowała się w zasadzie tylko wiekiem Marin, rodzicami, imprezami i wreszcie rozwodem. Nie zauważyłem w mainstreamie opinii, że premier miała prawo do swoich decyzji, ani zachwytów nad jej karierą – a przecież była to kariera bardziej spektakularna niż większość męskich. Marin podała się do dymisji po porażce wyborczej swojej partii, co nie jest częste wśród mężczyzn polityków, a już na pewno nie na polskiej scenie politycznej. Mainstream (polski) ani jej nie bronił, ani jej nie żałował, raczej odczuł ulgę, że już zniknęła.

Niejako po drugiej stronie świata politycznego mamy Giorgię Meloni, włoską premier, która też za młodu pracowała fizycznie, ale być może nie miała swojej szansy edukacyjnej i wybrała od razu karierę polityczną. Od początku związała się z ruchami neofaszystowskimi, choć genealodzy znaleźli dalekie powiązania jej rodziny z Antonio Gramscim. Zadeklarowała się jako przeciwniczka nielegalnej imigracji, małżeństw osób tej samej płci oraz adopcji dzieci przez takie pary, podkreślała swoje przywiązanie do chrześcijańskich i rodzinnych wartości, określiła aborcję jako porażkę. Sama żyje w związku z nieformalnym, ma dziecko ze swoim partnerem. Nikt jej nie zarzuca – przynajmniej na forum politycznym – lekkiego niedostosowania własnego życia do wyznawanych politycznie wartości. Politycznie unika potępienia włoskiego faszyzmu, intensywnie współpracowała z Silvio Berlusconim, pełniąc nawet funkcję ministerialną w jego rządzie. Ogółem, jej pozycja polityczna powinna ją sytuować poza mainstreamem, przynajmniej polskim. Włoski już tak się przesunął w prawo, że to neofaszyści są niemal w centrum.

Po tak przydługim, jak się okazuje, wstępie mogę przejść do meritum. Czyli do politycznej roli polskiej pierwszej damy. Rolę tę odgrywało już więcej niż parę bardzo różnych kobiet. Trudno powiedzieć, czy miały jakikolwiek polityczny wpływ na swoich małżonków, nawet jeśli ci czasem o tym wspominali. Na pewno trudno jest mówić o roli politycznej Agaty Dudy, bo nawet rola polityczna jej męża nie była nigdy specjalnie duża. Innym pierwszym damom powierzano często zadanie ocieplania wizerunku prezydenta.

Tak samo należy ocenić wywiad Marty Nawrockiej w TVN24. Niezależnie od ostatecznego efektu miał on służyć umacnianiu roli prezydenta. Trudno ocenić samodzielność roli i poglądów aktualnej pierwszej damy. Jeśli uznamy, że Nawrocka aspiruje do roli politycznej, to można i należy traktować ją jak każdego innego polityka, czyli można i należy polemizować z wyrażanymi przez nią poglądami – tyle że na potwierdzenie tej tezy mamy bardzo mało argumentów, podobnie jak na samodzielność wcześniejszych decyzji Nawrockiej i jej poglądów. Powtarzanie opinii nie jest tożsame z ich internalizacją, a nawet po zinternalizowaniu opinie takie nie stają się wynikiem naszych przemyśleń, są raczej efektem procesu socjalizacji. Nawrocka jest taką samą ofiarą procesów społecznych i socjalizacji konserwatywnej jak wiele Polek i Polaków.

Winni są gdzie indziej. Można i należy zajmować się winnymi, czyli politykami, szczególnie tymi, którzy czerpią realne korzyści z propagowania konserwatywnej ideologii. Książętami kościoła, bo nie ma dwóch kościołów w Polsce, jest jeden, który różnym środowiskom pokazuje różne twarze, a nigdy tej prawdziwej.

Dla równowagi – i jeszcze raz przepraszam, jeśli się narażam – chciałbym docenić przedostatnią premier kobietę, Ewę Kopacz. Została wrzucona na głęboką wodę przez Donalda Tuska, który, nie ma co ukrywać, uciekł do Europy. Jak podaje CBOS, w sierpniu 2014 roku rząd Donalda Tuska miał w badaniu sondażowym 23% zwolenników i aż 44% przeciwników. Notowania Zjednoczonej Prawicy po raz pierwszy od wyborów w 2011 roku były wyższe (32%) od notowań Platformy Obywatelskiej (26%). Ewa Kopacz nie poprawiła wyników PO aż do wyborów, ale wyborczą katastrofę zapoczątkował Donald Tusk, a dokończyła ją kampania wyborcza Bronisława Komorowskiego w roku 2015. Klęska wyborcza koalicji wyborczej pod wodzą Leszka Millera, Janusza Palikota i Barbary Nowackiej to już naprawdę drobiazgi.

Przepraszam też, że pamiętam. Pamięć polityczna to źródło stresów. Wygodniej jest oczywiście nie pamiętać i popełniać stare błędy polityczne z pełnym przekonaniem, że robi się to pierwszy raz. Burza w politycznej literatce – nie wiem, czy była w niej woda czy coś innego – jest burzą kompletnie nieistotną. To kłótnia nie o feminizm, nie o politykę, nie o poglądy, tylko o dobre samopoczucie i niepamięć. Niepamięć jest najlepszą drogą do dobrego samopoczucia.

Również na aristoskr.wordpress.com


Felieton jest wyrazem opinii autora. Nie prezentuje stanowiska ZR Małopolskie.

Tekst wart skomentowania? Napisz do redakcji!