Wydrukuj sobie (i za sąsiada) „pakiet wyborczy”. Felieton Fryderyka Zolla (155)

Wydrukuj sobie (i za sąsiada) „pakiet wyborczy”. Felieton Fryderyka Zolla (155)

6.05.2020

„Wybory korespondencyjne”, zanim jeszcze się odbyły, już ze swoimi bohaterami przechodzą do wielkiej historii. Wicepremier Sasin, nagrodzony przez Telewizję Republika na gali ufundowanej przez podporządkowane jego resortowi spółki (w tym operatora usługi wyborczej Pocztę Polską), trafi do wierszyków i czytanek szkolnych. Stworzył system, który musi rozchmurzyć najbardziej ponure lica. Kartę wyborczą nieodróżnialną od oryginału (nie wiadomo zresztą, co jest oryginałem) może wydrukować sobie każdy, pobierając odpowiednie wzory z Internetu. Policzenie głosów zajmie komisjom czas do schyłku lata. Wiatr będzie toczyć po całej Polsce poporzucane po opłotkach worki z pakietami wyborczymi. TVP zamieszcza instrukcję, jak głosować według nieuchwalonej (a nie obowiązującej) ustawy. Państwową Komisję Wyborczą, skompletowaną według PiS‑owskiego pomysłu, odsuwa się od organizacji wyborów na podstawie aktów o walce z zarazą. Komuniści to jednak byli frajerzy – albo nie mieli takich Sasinów. Przecież nawet ich „głosuj bez skreśleń” było bardziej podobne do wyborów niż to koronawirusowe wydarzenie organizowane przez PiS. Można teraz dyskutować nad politycznymi skutkami bojkotu, ale na poważnie w czymś takim udziału wziąć nie można. PiS‑owskiemu przedsięwzięciu brakuje cech wyborów do tego stopnia, że nawet nie da się tu mówić o wyborach przygotowywanych niezgodnie z Konstytucją. Wydarzenie to ma tyle z wyborami wspólnego, co sondaż w gazecie, w którym wyraża się opinię, czy warto kupić opisaną w poprzedzającym artykule zupę kalafiorową. Ale to nie jest śmieszne. Ci ludzie nie są śmieszni. Memiczna twarz osoby sprawującej urząd Prezydenta RP nie wywołuje uśmiechu, raczej zażenowanie. Komisarz, który zastąpił pierwszą prezes Sądu Najwyższego, też ze swoją piżamową eskapadą trybunalską nie bawi. Nie bawi jowialny Sasin ani pełen pogardy dla demokratycznych instytucji Kaczyński, ani premier, który anonsuje udział Polski w europejskim programie prac nad szczepionką z kwotą żenującą na tle państw zachodniej Europy, chociaż rzekomo je dogoniliśmy i przegoniliśmy (czyżby TVP coś znowu pokręciła?). Nie bawi nawet słowo „sprawiedliwość” w nazwie ministerstwa Ziobry, herszta gangu Herszta. To wszystko nie może śmieszyć nikogo, kto z Polski był dumny. Nie dziwią łzy Hołowni (choć jego stosunek do Sasinowego wydarzenia, owszem, już dziwi). Może jednak znowu nastąpi cud nad Wisłą? Polityk, którego do niedawna zwano gdzieniegdzie „von Pappenem” ze względu na jego rolę na dworze Kaczyńskiego, rzucił satrapie rękawicę. I nagle wróciła polityka. Oglądaliśmy Senat, którego obrady starało się przeciągnąć wzywające do pośpiechu PiS (cynizm to umiejętność, którą opanowali do perfekcji; z kłamstwem idzie już gorzej, bo od razu rosną im drewniane nosy). Usłyszeliśmy normalną polityczną debatę, i to debatę, która ma znaczenie, bo w końcu Gowin doszedł do granicy i przestał być von Pappenem. Jeżeli teraz przyczyni się walnie do uratowania Polski, zasłuży na pomnik. To jedyny optymistyczny element tej historii. Nie jest za późno, by jeszcze odegrać dobrą rolę. Błędy i niemoralne kompromisy nie przekreślają definitywnie – ale pod warunkiem że w decydującym momencie się nie zawiedzie. Gowin przed takim historycznym momentem właśnie stoi.


Felieton jest wyrazem opinii autora. Nie prezentuje stanowiska ZR Małopolskie KOD.