Gdy stosunki polsko-ukraińskie zaczęły jakoś się poprawiać, gdy uświadamiano sobie powoli, że przyszłość obu państw w warunkach moskiewskiego zagrożenia jest współzależna, prezydent Zełenski postanowił zamącić w polsko-ukraińskiej kadzi.
Nadanie jednemu z ukraińskich oddziałów imienia Bohaterów UPA wywołało falę oburzenia w Polsce i istotnie zakłóciło proces pojednania narodów mających wspólną historię.
Zełenski nie chciał uderzyć w Polskę. W zbiorowej pamięci Ukraińców UPA to symbol walki z Moskwą o niepodległość Ukrainy. Polska jest w tej pamięci mało obecna, a wydarzenia na Wołyniu i Hałyczynie są niemal nieznane (choć sytuacja zaczyna się zmieniać, także dzięki świetnemu kanałowi Realna Istorija Artema Golimowa, który nie boi się drążyć trudnych tematów, zasięgając opinii polskich i ukraińskich historyków). Niemniej prezydent Zełeński jest świadomy polskiej wrażliwości w tej sprawie. Modlił się wspólnie z prezydentem Dudą, czcząc pamięć ofiar tragicznych wydarzeń z lat 1943 i 1944. Musiał wiedzieć, że jego decyzja dotknie wszystkich Polaków walczących z moskiewską propagandą, która zmierza do skłócenia Polski z Ukrainą, i że da żer przeciwnikom wspierania Ukrainy.
Po decyzji prezydenta Zełenskiego pisało do mnie wiele osób wspierających Ukrainę, nie kryjąc oburzenia i zdumienia. Zełenski kierował się wewnętrzną polityką, swoim słabnącym poparciem i oczekiwaniami armii. Zapomniał jednak chyba o tym, że wyraźne zlekceważenie uczuć Polaków może poważnie uderzyć w europejskie aspiracje jego kraju. Jak należało się spodziewać, w Polsce wzmocniło to siły zbijające kapitał polityczny na antyukraińskich gestach.
Prezydent Nawrocki zapowiedział odebranie prezydentowi Zełenskiemu najwyższego polskiego odznaczenia: Orderu Orła Białego, przyznanego przez prezydenta Dudę. Na szczęście taka decyzja wymaga kontrasygnaty (prerogatywa prezydenta obejmuje jedynie przyznanie odznaczenia). Sam jednak pomysł odwrócenia aktu prezydenta Dudy jest dramatycznie szkodliwy, bo pozbawia Polskę pola manewru w przyszłości i godzi w rangę orderu. Prezydenci otrzymują odznaczenia nie tylko za własne zasługi, ale przede wszystkim za zasługi narodu, który reprezentują. Decyzja Zełenskiego nie przekreśla przyczyn, dla których odznaczenie to przyznano: niebywałego męstwa narodu ukraińskiego w walce z moskiewskim najazdem na Ukrainę, a w konsekwencji na Europę. Odebranie orderu podważałoby ocenę tego nadzwyczajnego bohaterstwa. Byłby to klin wbity w relacje polsko-ukraińskie, wypychający Polskę z Ukrainy także w czasie odbudowy.
Ciągłe wykorzystywanie historii do niszczenia przyszłości jest cechą społeczeństw skompleksiałych. Na marginesie trzeba dodać, że my także mało uwagi zwracamy na to, jak traktowaliśmy Ukraińców w II RP. Pacyfikacją Galicji w 1930 roku dowodził osobiście marszałek Piłsudski. Nasi malowani ułani palili wsie, a dziewczęta wieszali za nogi, nazywając je tulipanami. Czcimy marszałka, a o pacyfikacji Galicji podręczniki szkolne milczą. W 1938 roku żołnierze Rzeczypospolitej spalili ponad czterysta cerkwi grekokatolickich na Lubelszczyźnie. Dowodzący tymi akcjami generałowie Bruno Olbrycht i Marian Turkowski mają w Polsce swoje ulice. Zakłócanie wyidealizowanej pamięci historycznej nigdzie nie jest przyjmowane życzliwie.
Mamy teraz czas wojny. Ukraina ogromnym wysiłkiem broni się przed naszym wspólnym wrogiem. Nie dajmy politykom zniszczyć naszej przyjaźni, zaciemnić obrazu współpracy i wsparcia. Powstrzymanie moskiewskiego najazdu to nasza wspólna sprawa. Dobrze, żeby pamiętały o tym władze jednego i drugiego państwa.
| Wesprzyj Ukrainę poprzez Fundację na rzecz Kongresu Katoliczek i Katolików (wpłaty z dopiskiem „Ukraina”) | ![]() |
![]() |
Wspieramy walczących w Ukrainie |
Felieton jest wyrazem opinii autora. Nie prezentuje stanowiska ZR Małopolskie.

