Referendum i znak drogowy. Felieton Fryderyka Zolla (569)

Referendum i znak drogowy. Felieton Fryderyka Zolla (569)

Prezydent Krakowa został odwołany w niedzielnym referendum. O tym, że tak się stanie, uświadamiał mi od ponad dwóch miesięcy zielony znak drogowy, który Strefą Czystego Transportu objął parking przy dworcu kolejowym w Swoszowicach.

Objęcie strefą parkingu, na którym można by zostawić samochód w granicach miasta i podjechać do centrum koleją, jest urzędniczym absurdem o wysokiej politycznej cenie. Strefę zaprojektowano źle. Część problemów wynika z samej ustawy, część z jej miejskiej implementacji. Koszty zanieczyszczenia miasta przerzucono głównie na uboższą część społeczeństwa, pozwalając właścicielom ogromnych suwów wjeżdżać do Krakowa w nieco mniejszym tłoku. Ceny biletów komunikacji miejskiej powodowały przy tym, że lepiej było płacić za stare auto, niż jechać tramwajem. Tyle tylko, że dziura w budżecie MPK nie bardzo pozostawia wybór, co zapewne szybko ostudzi ambicje przyszłego włodarza miasta.

Wynik referendum nie jest dobrym sygnałem dla demokracji. Wygrywając wybory, prezydent otrzymuje mandat na pięć lat – czas niezbędny do realizacji miejskich projektów. Podejmowanie decyzji na tym stanowisku zawsze wiąże się z ryzykiem. Miasto wielkości Krakowa to kłębek sprzecznych interesów. Bardzo łatwo zebrać cięgi zarówno od tych, którzy uważają te czy inne działania za zbyt daleko idące, jak i od tych, dla których żadna inicjatywa nie jest dostatecznie ambitna. Gdyby przynajmniej wraz z odwołaniem prezydenta wybierano nowego (wskazywał na to chyba Jarosław Flis), to demokracja nie wyłaby z bólu.

Bardzo trudno będzie teraz znaleźć odpowiedzialnych kandydatów, bo odtąd trzeba władać miastem ze świadomością, że każda, nawet mało istotna decyzja może doprowadzić do odwołania prezydenta przez koalicję osób tej decyzji niechętnych. Tak się miastem praktycznie nie da rządzić. Większość zdolna do obalenia prezydenta nie musi być większa od liczby tych, którzy go wybrali. Tak niestabilny system władzy stanowi zaproszenie dla błaznów i demagogów.

Na klęskę prezydenta Miszalskiego złożyły się poważne błędy, zwłaszcza w koncepcji Strefy Czystego Transportu, oraz niedemokratyczne w istocie ukształtowanie referendum (nie twierdzę, że referendum w ogóle jest niedemokratyczne, tylko referendum tak ukształtowane). Przed siłami demokratycznymi stoi teraz poważne zadanie. Nie można dopuścić, aby Krakowem zawładnął jakiś ksenofob, który zniszczy otwarty charakter uniwersyteckiego miasta. Kraków, jak dowodzą różne światowe rankingi, to jedna z najczystszych metropolii świata, wygodna, nieźle zorganizowana i intelektualnie fascynująca.

Referendum było paradoksem. Dobrze, że nie odwołano rady miasta i większość nadal jest demokratyczna. Teraz nie wolno przegrać wyborów. Kraków trzeba obronić i wyciągnąć wnioski. Zielony znak przed parkingiem w Swoszowicach musi zniknąć i już nie ośmieszać idei miasta przyjaznego środowisku. I tylko bardzo żal wiceprezydenta Stanisława Kracika, jednego z najlepszych samorządowców Polski.

PS Jestem mieszkańcem Krakowa w bardzo szerokim znaczeniu. W rzeczywistości moja małą ojczyzną jest gmina Mogilany i nie byłem uprawniony do głosowania w referendum.


Felieton jest wyrazem opinii autora. Nie prezentuje stanowiska ZR Małopolskie.

Tekst wart skomentowania? Napisz do redakcji!