Byle polska wieś spokojna. Felieton Adama Jaśkowa (249)

Byle polska wieś spokojna. Felieton Adama Jaśkowa (249)

Duch Stańczyka sprezentował Dziennikarzowi laskę błazeńską, by ten mącił kadź narodową. Trump kaduceusza od nikogo nie dostał (chyba że w aktach Epsteina są jakieś zapiski na ten temat), jednak z radością mąci w światowych relacjach. Nawet jeśli do niedawna ład i stabilizacja były bardziej iluzjami niż faktem, dziś takich iluzji już nikt nie żywi. Światem trzęsą socjopatyczni watażkowie, przy których chiński Kubuś Puchatek wydaje oazą spokoju. Przynajmniej chwilowo.

Niech na całym świecie wojna, byle polska wieś zaciszna. O ile jest niestety łatwo wyobrazić sobie świat ogarnięty wojnami, o tyle o spokój polskich wsi i miast coraz trudniej. O Polaków na Bliskim Wschodzie troszczy się najbardziej nasz premier, bo wiadomo, co jest ciału (politycznemu) najbliższe.

Nie tak miała wyglądać globalna wioska. Wioskowe osiłki nie miały trząść światem. Obecne wydarzenia to kolejny dowód na to, że domeną człowieka nie jest myślenie w kategoriach wieloletnich procesów.

Przewidywanie ludzkich zachowań, jak twierdzą specjaliści, jest dosyć proste. Kto dziś jednak słucha specjalistów? Coraz trudniej zresztą ich odróżnić od kompletnych laików. Jak się wydaje, spokój na wsi (i w mieście) mogą ułatwić dobre relacje. Oczywiście, każda relacja wymaga zaufania. Dobre relacje nie są możliwe z osobami, które częściej kłamią, niż mówią prawdę. Można powiedzieć, że analogicznie działają relacje między organizacjami społecznymi i państwami: tu również zaufanie jest kluczowe, nawet jeśli w relacjach pomiędzy państwami stosuje się zasadę ograniczonego zaufania.

Musimy lawirować

„Musimy lawirować między unijną nowomową, ewentualnym wspólnym stanowiskiem Unii Europejskiej a zobowiązaniami i dosyć szczególnymi relacjami ze Stanami Zjednoczonymi” – komentował w specjalnym wydaniu programu Wirtualnej Polski Marek Magierowski. Lenny stosunek polskich polityków wobec USA ma długą historię. Jeszcze w czasach bloku wschodniego Polska była traktowana przez USA jako miękkie podbrzusze układu. Kokietowano opozycję, która później stała się władzą z nabytym kompleksem wdzięczności wobec Amerykanów. Kompleks ten jak wirus zaraził polityków wszystkich ugrupowań. Choć interes państwowy powinien przemawiać za ścisłą integracją z UE, to poza SLD/Lewicą (i Razem) każde ugrupowanie polityczne prezentowało mniejszy lub większy eurosceptycyzm, wiara w USA i amerykańskie obietnice łączyła natomiast wszystkich. Nie przeszkodziła temu zmiana władzy w 2023 roku, choć przecież działania UE cały czas wspierały opozycję, a PiS nieustannie flirtowało z USA.

Hispania felix

Premier Hiszpanii Pedro Sanchez ostro zareagował na sobotni atak USA i Izraela na Iran: „Odrzucamy jednostronne działania militarne Stanów Zjednoczonych i Izraela, które oznaczają eskalację i przyczyniają się do powstania bardziej niepewnego i wrogiego porządku międzynarodowego”. Nic dodać, nic ująć. Hiszpania ma to szczęście, że nie musi lawirować, bo nie ma lennego stosunku do USA. Mniej stanowczo skrytykował amerykańsko-izraelskie działania premier Wielkiej Brytanii, któremu polityczny grunt usuwa się spod nóg, a sondaże sugerują spadek Partii Pracy na trzecie miejsce w partyjnych sondażach. Złośliwi sugerują, że jego partia już jest bez pracy, a on będzie bez niej niebawem. Płacz i zgrzytanie zębów roznosi się po Niemczech – nie ze współczucia dla ofiar cywilnych w Iranie, lecz ze względu na poważne ryzyko zaburzeń w dostawach ropy i gazu. Co ciekawe, Amerykanie, jak twierdzą Niemcy, uprzedzili ich o ataku, a Brytyjczyków nie. Wygląda na to, że akcje Mertza stoją wyżej u Trumpa niż akcje Starmera. Ale generalnie rząd niemiecki atak na Iran poparł.

Gott mit uns

À propos związków amerykańsko-niemieckich: przemówienie Trumpa na temat ataku na Iran przetłumaczone na niemiecki zapewne dostarczyło Niemcom nieco frustrujących skojarzeń, i to nie tylko z powodu tradycyjnej pointy „Bóg jest z nami”. W wystąpieniu Trumpa można znaleźć wiele sformułowań, o których Niemcy na pewno nie chcieliby pamiętać. Ważne, że judeochrześcijański Bóg wygrywa z Allachem. I to zapewne on skierował izraelskie rakiety na irańską szkołę dla dziewcząt.

Zaczynając Wyspiańskim, warto Wyspiańskim skończyć. Duch Stańczyka sprezentował Dziennikarzowi laskę błazeńską, by ten mącił kadź narodową. Trump kaduceusza od nikogo nie dostał (chyba że w aktach Epsteina są jakieś zapiski na ten temat), jednak z radością mąci w światowych relacjach. Nawet jeśli do niedawna ład i stabilizacja były bardziej iluzjami niż faktem, dziś takich iluzji już nikt nie żywi. Światem trzęsą socjopatyczni watażkowie, przy których chiński Kubuś Puchatek wydaje oazą spokoju. Przynajmniej chwilowo.

Również na aristoskr.wordpress.com


Felieton jest wyrazem opinii autora. Nie prezentuje stanowiska ZR Małopolskie.

Tekst wart skomentowania? Napisz do redakcji!