Zaczęły się schody. Felieton Adama Jaśkowa (153)

Zaczęły się schody. Felieton Adama Jaśkowa (153)

Wygląda na to, że pani pierwsza prezes Sądu Najwyższego pożyczyła garść przepisów – nie tylko kulinarnych – od pani Przyłębskiej. Obie panie znalazły się w obozie Andrzeja Dudy, który wyrasta na Naczelnego Kucharza Rzeczypospolitej. To w jego Gabinecie Owalnym (lub bardziej jajowatym) znajduje się kłębuszek, do którego wydają się prowadzić wszystkie nici. Tam w wielkim garze warzy się nasz narodowy bigos. Albo piwo. Niezależnie od tego, kto będzie je musiał wypić, kaca i tak będziemy mieli wszyscy. A może i przedterminowe wybory.

Wraz z rozwojem demokracji konflikt polityczny się zaostrza – tak można by strawestować Josifa Wissarionowicza. A ponieważ najbardziej generalnego z sekretarzy cytują wszyscy od prawej ściany do lewej, a nawet i ci zza ścian, to pewnie miał rację. Ci, którzy żywili złudzenia, że jaśnie nam panujący prezydent Andrzej Duda okaże się nagle wierny duchowi Konstytucji, sami chyba wierzą w duchy. Owszem, PAD powiedział ostatnio, że będzie stał na straży Konstytucji, ale konsylium satyryków stwierdziło, że to kiepski żart, a nawet jakby nieco denny.

W prezydenta wydaje się najbardziej wierzyć marszałek Hołownia, co poniekąd zrozumiałe, bo jest człowiekiem głęboko wierzącym. Tak się jednak nieszczęśliwie składa dla chyba już byłych posłów (gdy to piszę, jeszcze przez „chwilę” mających mandaty w garści), że w prezydenta nie wierzy sąd – ale nie najwyższy – ani zapewne minister spraw wewnętrznych. Będziemy mieli więc faktycznie pierwszych więźniów politycznych, choć będą siedzieć nie za poglądy, ale za przestępstwa polityczne, za taki mały zamach stanu. Zamach był nieudany, choć przecież wcale nie pierwszy. Internet pamięta sprawę oskarżeń wobec Józefa Oleksego, a przynajmniej powinni ją pamiętać ludzie, zwłaszcza Andrzej Milczanowski. Oleksy został oczyszczony z pomówień, ale cała sprawa odbiła się na wynikach wyborów w 1997 roku.

Po raz drugi posłużono się taką prowokacją w 2005 roku tuż przed wyborami prezydenckimi. Wykorzystano Annę Jarucką do skompromitowania Włodzimierza Cimoszewicza, ówczesnego marszałka Sejmu i kandydata SLD w wyborach prezydenckich. Jego też oczyszczono z zarzutów, a kozłem/owcą ofiarną została Jarucka. Animatorom afery, panom Brochwiczowi i Konstantemu Miodowiczowi, włos z głów nie spadł. A wybory wygrał Lech Kaczyński, pokonując w drugiej turze Donalda Tuska. W jednym z ostatnich sondaży wykonanych przed wycofaniem się Cimoszewicza z kandydowania marszałek uzyskał wynik 31%, a jego przewaga nad drugim w tym rankingu Lechem Kaczyńskim wynosiła 11%. Kaczyński powinien chyba być wdzięczny panom Brochwiczowi i Miodowiczowi.

Trzeba przyznać, że akcja panów Wąsika i Kamińskiego miała dużo większy rozmach. Wykonać prowokację, która miała obalić Andrzeja Leppera, urzędującego wicepremiera, to jednak coś poważniejszego. I może dlatego dosięgła ich kara wymierzona przez sąd, choć z opóźnieniem i na raty jakby.

Prezydent Duda (taki brejking njus) powiedział marszałkowi Hołowni, że „jedynym rozsądnym rozwiązaniem jest po prostu zamknięcie tej sprawy po to, by niepokoje, które w związku z tym narosły, nie rozprzestrzeniały się dalej” (za „Rzeczpospolitą”). Marszałek Hołownia skomentował: „cała rozmowa toczyła się w poczuciu odpowiedzialności za państwo”. No cóż, w mojej opinii ten zarzut, że Duda ma poczucie odpowiedzialności za państwo, nie obroniłby się nawet przed Sądem Ostatecznym, a co dopiero Sądem Najwyższym.

Sąd (ten karny) w pewnym sensie zrealizował sugestię urzędującego nieustannie prezydenta, wydając nakazy aresztowania skazanych posłów. To faktycznie powinno zamknąć sprawę. Nie zakończy to jednak stanu niewypowiedzianej wojny pomiędzy obozem Zjednoczonej (z prezydentem) Prawicy a koalicją aktualnie próbującą rządzić. Wojna będzie się rozgrywać na wielu obszarach, polaryzując i paraliżując instytucje państwa. Mamy już tego dowód w Sądzie Najwyższym, który działa nieco jak Atrakcyjny Kazimierz: trochę jako mąż, a trochę jako nie-mąż.

Wygląda na to, że pani pierwsza prezes Sądu Najwyższego pożyczyła garść przepisów – nie tylko kulinarnych – od pani Przyłębskiej. Obie panie znalazły się w obozie Andrzeja Dudy, który wyrasta na Naczelnego Kucharza Rzeczypospolitej. To w jego Gabinecie Owalnym (lub bardziej jajowatym) znajduje się kłębuszek, do którego wydają się prowadzić wszystkie nici. Tam w wielkim garze warzy się nasz narodowy bigos. Albo piwo. Niezależnie od tego, kto będzie je musiał wypić, kaca i tak będziemy mieli wszyscy. A może i przedterminowe wybory.

również na aristoskr.wordpress.com


Felieton jest wyrazem opinii autora. Nie prezentuje stanowiska ZR.

Tekst wart skomentowania? Napisz do redakcji!