Rozmowy kontrolowane. Felieton Adama Jaśkowa (141)

Rozmowy kontrolowane. Felieton Adama Jaśkowa (141)

Jedynym zwycięzcą debaty była Telewizja P. P jak PiS. Urządziła debatę na swoich warunkach, kontrolowała jej przebieg i dobitnie potwierdziła słuszność rządowej linii. Oby to było zwycięstwo pyrrusowe. Debata natomiast nie przesądziła o niczym. Raczej nie wpłynęła na decyzje wyborców. Większy wpływ mogą mieć awarie dystrybutorów z benzyną.

Debatę, zanim jeszcze się zaczęła, wygrała Telewizja Rachońska. Miała najwięcej czasu do dyspozycji, ustawiała pytania i powtarzała je po dwa razy. Bardzo sprawnie prowadzący czytali z promptera. Tradycyjnie prezenterka była w roli co najwyżej drugoplanowej. Anna Bogusiewicz-Grochowska wyglądała też na nieco wystraszoną. Może dlatego, że kazano jest stać tuż obok Michała Rachonia.

Pytania odpowiadały głównym tematom kampanii z punktu widzenia PiS-u, choć sformułowano je w stylu „jak mały Jasio wyobraża sobie politykę”. Żadne z nich nie stawiało poważnie problemu ani nie sugerowało jego rozwiązania. Dziwnym trafem były zbieżne z pytaniami referendalnymi. Przynajmniej cztery na sześć.

Na początek „wylosowano” emigrację. Pytanie niemal prawidłowo zakreślało opcje, choć oczywiście nie tknęło meritum sprawy. Chcąc wyjaśnić przemilczenia w pytaniu, trzeba by mieć trzy razy po minucie i dodatkową minutę na odpowiedź.

Pierwszy odpowiadał Hołownia, który może nieco za szybko obwinił PiS za nielegalną migrację, bo partia ta odpowiada jedynie za tę nieomal legalną. W tym kontekście pytanie Hołowni (retoryczne?), co zrobić, by Polki rodziły dzieci, było trochę jak kula w zaporę.

Poprawnie, choć bezbarwnie w temacie zabrzmiał głos „Bezpartyjnego Samorządowca”: warto rozmawiać. Owszem, warto.

Scheuring-Wielgus w imieniu Lewicy promowała pomysł kanadyjskiej polityki migracyjnej, limitowanej i legalnej. Tyle że Kanada graniczy z USA i – przynajmniej na razie – demokraci do niej nie uciekają. Co będzie po amerykańskich wyborach w przyszłym roku, to się dopiero okaże.

W tym temacie nie zawiódł Bosak, strasząc najazdem emigrantów, Unią Europejską i PiS-em jednocześnie. No po prostu młody zdolny.

Twardo zareagował Morawiecki, mówiąc o wyssanej z palca aferze i swoim twardym wecie na szczycie Unii – choć chyba było odwrotnie: twarda afera i wyssane z palca weto. W tym kontekście deklaracja obrony Polaków przed gwałtami zabrzmiała trochę groźnie. O Polkach premier nie wspomniał.

W drugiej kolejności pytano o wiek emerytalny.

Zdaniem Konfederacji potrzebujemy debaty, bo mamy kryzys demograficzny. Konfederacja nie jest za podnoszeniem wieku emerytalnego. Nie wiadomo, czy jest też za emeryturą.

Trzecia Droga jest za systemem zachęt do dłuższego zarobkowania. Hołownia zręcznie zmienił temat na opiekę zdrowotną i wrzucił swój pomysł na zmniejszenie kolejek do specjalistów.

Lewicowa kandydatka potwierdziła sprzeciw wobec podnoszeniu wieku emerytalnego. Obiecała dwukrotną waloryzację co roku. I rentę wdowią, której projekt w formie ustawy bezskutecznie wnosiła do Sejmu. I obietnicę kulturalnej jesieni życia dla każdego.

Premier Morawiecki tradycyjnie winił Tuska, przebiegle wprowadzając do opowieści panią z Kraśnika, która chciała oddać Tuskowi dwa złote starej waloryzacji. Chyba jednak wybrała złego pośrednika, bo Morawiecki nie dał Tuskowi ani złotówki i jeszcze wytykał mu wysoką europejską emeryturę.

Donald Tusk z kolei przypominał, że Morawiecki jako jego, Tuska, doradca domagał się podniesienia wieku emerytalnego. Co akurat było takim trochę strzałem w stopę, bo przecież chyba mógł sobie Tusk wybrać lepszych doradców niż Morawiecki.

„Bezpartyjny Samorządowiec” twierdził, że młodzi ludzie martwią się o swoje przyszłe emerytury. Młodzi ludzie martwią się raczej o inne rzeczy, a o emeryturach myślą częściej ludzie w wieku bardziej średnim. I raczej nie Bezpartyjni Samorządowcy.

Potem przyszła kolej na świadczenia socjalne.

Dosyć dobitnie zabrzmiał Hołownia, wyraźnie znacząc Trzecią Drogę. Jasno i wyraźnie powiedział rozdawnictwu NIE. Nie dla podwyżek (świadczeń) na ślepo. Zamiast (?) tego pieniądze na żłobki i 6% PKB na szkoły.

Morawiecki zrewanżował się Tuskowi mafią VAT-owską i sercem (Tuska) z kamienia. Oddaliśmy pieniądze dzieciom, powiedział.

„Bezpartyjny Samorządowiec” przelicytował wszystkich, nawet 100 obietnic Tuska, zapowiedzią zniesienia PIT-u. Ciekawe, z czego otrzyma pensję, gdy samorządy stracą udział w Picie, który jest ich dochodem własnym. Interesującym pomysłem jest bezpłatna komunikacja zamiast telewizji publicznej. Za rządów Bezpartyjnych Samorządowców debat więc nie będzie. Przynajmniej w telewizji.

Donald Tusk zagrał kartą „800 + teraz” i zniesieniem opodatkowania emerytur. Zapomniał, że podnosząc kwotę wolną od podatku, PiS de facto zwolniło z podatku znaczą część emerytów, choć dołożyło im składką zdrowotną.

Przedstawicielka Lewicy zapewniła o utrzymaniu dotychczasowych świadczeń i dodała obietnice mieszkań na wynajem i rozwoju transportu publicznego.

Konfederata wystąpił z jasnym przekazem: zero socjału dla Ukraińców, dla Polaków obniżanie opodatkowania.

Następnym tematem była prywatyzacja.

Lewica jest przeciwko wyprzedaży majątku, co dosyć oczywiste, a przedstawicielka przypominała o sprzedaży Lotosu, a także o przejęciu mediów regionalnych przez Orlen Obajtka i ich upartyjnieniu.

Konfederata bronił polskiego drewna i polskiego przemysłu meblarskiego.

Morawiecki wypomniał Tuskowi wazon od Putina i wyprzedaż majątku narodowego z Czerwonymi Gitarami włącznie (?). Na szczęście PiS obroniło Bayer Full i Marylę Rodowicz, nasze srebra narodowe. Morawiecki wieszczył, że PO wyprzeda wszystko jak w Lidlu. Czyli chyba tanio.

Hołownia też wypomniał sprzedaż Lotosu i to Arabom (?). Nie zabrzmiało to dobrze, choć oczywiście siedzibą Saudi Aramco jest Az-Zahran. Dodał też, tym razem celnie, prywatyzację Lasów Polskich przez Ziobrę & Co.

Krzysztof Maj przytomnie zauważył, że nie ma już czego prywatyzować, a to, co jest w rękach Skarbu Państwa, powinno w nich pozostać. Zgłosił za to postulat odpolitycznienia spółek Skarbu Państwa.

Trzeba też przyznać plus Tuskowi za trafne porównanie, mianowicie że Saudi Aramco zapłaciło za Rafinerię Gdańską dwa razy mniej niż saudyjski klub za Cristiano Ronaldo, a kupiło ją przecież na zawsze, nie na trzy lata. Widać, że z piłką nożną Tusk jest nadal na bieżąco.

Pytanie o polskie bezpieczeństwo nie rozgrzało debatujących. Bosak dosyć przytomnie zaznaczył, że przez sześć lat PiS nie zrealizowało żadnego zakupu uzbrojenia, po czym wpadło w szał zakupowy – niestety, nie z powodu promocji. Na zakończenie rzucił przedwojenną cytatą o nieoddawaniu skrawka polskiej ziemi.

Donald Tusk stwierdził, że to odpowiedzialni przywódcy gwarantują bezpieczeństwo. A mamy teraz tchórzliwych ministrów.

W odpowiedzi Morawiecki zarzucił PO, że w jej planach pół Polski miało nie być bronione i wystawione na ruskiego sołdata.

Inna perspektywę przedstawiła kandydatka Lewicy. Bezpiecznie jest wtedy, gdy wiemy, co mamy robić w sytuacji zagrożenia. Bezpiecznie jest wtedy, gdy policja i wojsko stoją po stronie obywateli. Bezpiecznie jest wtedy, gdy na drogach jest bezpiecznie (czyli gdy nie ma w okolicy kolumn pojazdów rządowych – przyp. aut.).

Hołownia zapewnił, że Putin nie będzie z sojusznikami ucztował w Łazienkach, Polakom zaś należy się pojednanie, a wojsku nowoczesny sprzęt.

„Bezpartyjny Samorządowiec” zaapelował w sprawie bezpieczeństwa o zgodę.

Ostatnie pytanie dotyczyło bezrobocia.

W celu przeciwdziałaniu bezrobociu Hołownia chce sprowadzać inwestycje i uruchamiać fundusze europejskie. Dodatkowo zaproponował wakacje od ZUS-u dla przedsiębiorców i dwie niedziele handlowe w każdym miesiącu.

Tusk przypomniał o Przysusze – najważniejszej chyba miejscowości w Polsce – z 18% bezrobociem, zaszczyconej wizytą prezesa Kaczyńskiego. Wrócił do swojego byłego doradcy Morawieckiego, którzy zarobił miliony na handlu nieruchomościami. Nie dodał, że były to nieruchomości pokościelne.

Scheuring-Wielgus zaznaczyła, że Polacy pracują najwięcej w Europie. Lewica oferuje im oddech i 35-godzinny tydzień pracy, a dla pracowników budżetówki 25% podwyżki pensji.

W kontrze do niej Bosak wystąpił w obronie polskich firm, likwidowanych działalności, przedsiębiorców i przedsiębiorstw.

Nieco bardziej przytomnie zabrzmiał „Bezpartyjny Samorządowiec”, przypominając o nierównomiernym rozwoju Polski.

Tu zagrzmiał Morawiecki, że za PO było bezrobocie i umowy śmieciowe. Że przeciw PiS-owi staje koalicja wojny z prezydentem. Że mamy do wyboru sprawny rząd albo chaos (tu przyznaję mu poniekąd rację).

Bosak ogłosił, że tylko on (i Konfederacja) to realna alternatywa i wolność dla Polaków (prawdziwych).

Scheuring-Wielgus w słowie ostatnim przypomniała historyczne zasługi lewicy (czyli SLD): Konstytucję, NATO, Unię Europejską. Że lewica chce mieszkań dla milionów, a nie dla milionerów. Że kobiety mają prawo decydować o sobie, a Polska jest dla wszystkich. Obywateli. A przynajmniej powinna być.

Tusk poprosił o drugą debatę z Kaczyńskim i Morawieckim do kompletu. By pojednać naród.

A Maj „Bezpartyjny Samorządowiec” powiedział, że bezpartyjnych jest najwięcej. W sumie prawda, na szczęście większość nie jest w BBWR.

To przydługie streszczenie (owszem, subiektywne) jest po to, by można było się odnieść do moich subiektywnych ocen. Głowę daję, a czynię to niezmiernie rzadko, że ci, którzy w poniedziałek oglądali debatę, we wtorek już nic z niej nie pamiętali.

Moja ocena będzie miała dwa kryteria. Spróbuję odgadnąć, jakie cele stawiali sobie występujący, i czy udało im się je osiągnąć. Ocenę za walory artystyczne pozostawiam innym.

Może należałoby zacząć od najważniejszych graczy, ale ja wolę od „Bezpartyjnego Samorządowca”. Konsekwentnie biorę go w cudzysłów, bo ugrupowanie to – jak niektórzy pamiętają – to zbiorowa matka Kukiza kultywująca tradycje obu BBWR-ów: tego przedwojennego i tego Wałęsowego. Oczywiście kreowanie się na alternatywę dla rządu ma odebrać głosy opozycji demokratycznej, ale kto wie, czy nie odbierze nieco rządzącym. Dla części wyborców może to być bezpieczna ucieczka od PiS-u bez wpadania w zasadzkę KO. Niemniej każdy głos na BBWR – pardon, na „Bezpartyjnego Samorządowca” – to głos stracony. Reprezentant wypadł nieco nijako, ale poprawnie. Cel zdaje się zrealizował, bo miał zaistnieć w gronie poważnych graczy. I zaistniał. W sumie 3 z plusem.

W ostatnich sondażach Konfederacja zajmuje ostatnie premiowane miejsce, Bosak jest więc następny do oceny. Jak na jedyną prawdziwa alternatywę wypadł nieco blado, choć atakował obywateli Ukrainy jak rosyjski gwardzista z doborowej jednostki. Poza tym wolność dla prawdziwych Polaków, precz z Unią (Europejską) i podatkami. W sumie przewidywalnie. Nie wiem tylko, czemu Konfederaci nie startują razem z partią Ziobry. Ale kto wie, jak będzie w przyszłości, bo Konfederacja przetrwa wszystko, nawet powolne dojrzewanie swoich wyborców. Biorąc pod uwagę, że Bosak zrobił jednak gorsze wrażenie niż cztery lata temu, jego ocena nie powinna być wyższa niż poprzednika: też 3 z plusem.

Trudno powiedzieć, jak wypadłby Kosiniak-Kamysz, bo cztery lata temu radził sobie nieźle. Trzecia Droga postawiła w debacie na Szymona Hołownię, pewnie słusznie, w końcu ma doświadczenie jako telewizyjny kaznodzieja. Jego celem miało być pewnie podbicie wyników ugrupowania. Nie jest jednak jasne, czy dokładnie wiedział, do kogo się zwraca. Przekaz adresował do „wszystkich”, czyli trochę do nikogo. To już nawet Bosak kierował wzrok na hodowców norek i właścicieli ferm wysoko towarowych. Hołownia bardziej rywalizował z Tuskiem, niż zwracał się do potencjalnych „swoich” wyborców, czyli wyborców PSL. Wypadł poprawnie, ale czy zrealizował cele? W sumie 4, ale z minusem.

Wytypowanie Scheuring-Wielgus do debaty wzbudziło internetową burzę, ale kandydatka wypadła lepiej, niż niektórzy oczekiwali. W porównaniu do innych wyglądała na dobrze przygotowaną, choć nie uniknęła wpadki z trzystoma mieszkaniami. Zagrała zgrabnie swoją płcią i rolą społeczną, przypominając, że dobrze radzi sobie z mężczyznami, bo w domu ma ich czterech. Była jednak mało ofensywna. Czy zdobyła nowych wyborców dla Lewicy? Trudno powiedzieć, ale raczej żadnego nie zniechęciła. Więc również 4 minus.

Teraz pora na zawodników wagi ciężkiej. Donald Tusk przystąpił do debaty chyba już mocno przemęczony kampanią. Nie bardzo też wiadomo, jakie cele chciał zrealizować swoim występem, w dodatku nie wyglądał na dobrze przygotowanego. Przytomna zagrywka „800 + teraz” to trochę za mało, by wygrać rozdanie, a co dopiero robra. Personalne zaczepki w kierunku Morawieckiego raczej nie przysporzą nowych wyborców, co najwyżej utwierdzą symetrystów w przekonaniu, że PiS i PO to jedno zło. Zadziwiające jednak, czemu akurat Morawieckiego Tusk ongiś wybrał sobie na doradcę, jaki talent w nim zobaczył. No i wdając się w wymianę epitetów z Morawieckim, nobilitował go jako godnego rywala. Ostatecznie Tusk nie zasłużył na więcej niż 3. Z plusem za koszulę.

Mateusz Morawiecki wystąpił w swojej stałej roli zbawcy narodu i Tuskobójcy. Oczywiście każdą rolę można zagrać lepiej, ale trzeba mieć jakiś talent. Talentem Morawieckiego wydaje się umiejętność mówienia czegokolwiek bez grymasu emocji. Taki Buster Keaton polskiej polityki, z tym że Buster nigdy nie kłamał, przynajmniej w filmach. Może dlatego, że były nieme. Morawiecki nie potrafił wykorzystać tego, że cała debata była pod niego ustawiona. W wystąpieniach nie wyszedł poza komunały. Nie umiał sprzedać nawet obiektywnie docenianych korzyści dla wyborców. Ocena końcowa to co najwyżej 3. Bez plusa.

Jak wspomniałem na początku, jedynym zwycięzcą debaty była Telewizja P. P jak PiS. Urządziła debatę na swoich warunkach, kontrolowała jej przebieg i dobitnie potwierdziła słuszność rządowej linii. Oby to było zwycięstwo pyrrusowe. Debata natomiast nie przesądziła o niczym. Raczej nie wpłynęła na decyzje wyborców. Większy wpływ mogą mieć awarie dystrybutorów z benzyną.

A wszystko okaże się jasne, gdy otworzymy puszki Pandory. To jest urny.

również na aristoskr.wordpress.com


Felieton jest wyrazem opinii autora. Nie prezentuje stanowiska ZR.

Tekst wart skomentowania? Napisz do redakcji!