Sieroty po św. Jacku. Felieton Adama Jaśkowa (271)

Sieroty po św. Jacku. Felieton Adama Jaśkowa (271)

W trakcie tej ułomnej kampanii wyborczej unikano takich tematów jak wpływ globalnego ocieplenia na funkcjonowanie miasta. Delektowano się chwilowym wzrostem liczby mieszkańców, choć w dłuższej perspektywie (czyli ponad jedną kadencję samorządu) liczba mieszkańców miasta będzie nieuchronnie spadać, co oczywiście wpłynąć musi na sposób i cenę utrzymania miejskiej infrastruktury. Kampanię przed drugą turą oboje kandydaci rozpoczynają od rozdawania obwarzanków. Zakończą kiełbasą krakowską?

Oficjalnie ogłoszono wyniki głosowania w przedterminowych wyborach Prezydenta Miasta Krakowa. Wygląda na to, że głosowanie w drugiej turze będzie raczej formalnością. Zmienić by to mogła jedynie nadzwyczajna mobilizacja wyborców KO i równie nadzwyczajna demobilizacja jej przeciwników. O ile jednak Łukasz Gibała ma gdzie szukać zmobilizowanych dodatkowych wyborców, o tyle Monika Piątkowska mogłaby liczyć niemal wyłącznie na tych, którzy w niedzielę 27 października nie głosowali. A trzeba przypomnieć, że pomimo dużo niższej frekwencji niż poprzednio Gibała uzyskał aż 13 tysięcy głosów więcej niż w pierwszej turze w 2024 roku.

Krakowianie okazali się sierotami po Jacku Majchrowskim: takimi, którzy wspominają go dobrze, lub takimi, którzy wspominają go źle, albo chcą zmiany – jakiejkolwiek. I taką właśnie bliżej nieokreśloną zmianę zaoferował Łukasz Gibała. On też jest sierotą po Jacku. To tylko z nim Majchrowski nigdy nie współpracował. Nie chciał i nie widział takiej potrzeby. Ze wszystkimi innymi partiami były prezydent nawiązał współpracę (o ironio, najmniej miał do tego okazji z Lewicą/SLD). Dzięki temu właśnie Gibała mógł się prezentować jako alternatywa dla Majchrowskiego, bo cień byłego prezydenta kładł się na tych wyborach, mimo że Majchrowski przeszedł na zasłużoną emeryturę. W pierwszej turze poległa kandydatka, którą wyraźnie popierał, a wszyscy inni kandydaci poza całkiem zmarginalizowanym byłym radnym Pietrzykiem od rządów Jacka się dystansowali. Między innymi dlatego właśnie uważam drugą turę za przesądzoną.

Skoro tak, to można zająć się już analizą lokalnej sceny politycznej, która tak długo pozostawała w cieniu Jacka Majchrowskiego. Przez cały czas jego rządów żadna partia nie wyłoniła polityka, który byłby dla niego partnerem lub wyzwaniem. Jedynie kariera Kosiniaka-Kamysza u ludowców jest zaskoczeniem, bo w Krakowie Kosiniak-Kamysz niczym specjalnym się nie wyróżnił ani nie zasłużył. Jacek Majchrowski miał wyraźnie jakąś słabość do PSL-u, choć znaczenie polityczne tej partii w mieście jest od dawna bliskie zeru. Ta kadencja Sejmu może być dla PSL-u ostatnią, chyba że ktoś zabierze „ludowców” na swoją podwodę (Rozwój Plus) lub platformę (KO). To co najwyżej przedłuży bolesną – bardziej dla kraju niż dla PSL-u – polityczną agonię. Tym bardziej że „L” w nazwie partii od dawna nie oznacza „chłopskiego ludu”, ale raczej „miejskich lobbystów”.

Szukając wśród krakowskich polityków osoby znaczącej na niwie ogólnopolskiej, nie znajdujemy nikogo. W żadnej z działających partii. Tylko w Razem Aleksandra Owca doszła do poziomu współprzewodniczącej, ale w Razem jest to od dawna funkcja ozdobna przy Adrianie Zandbergu.

Przez cały okres rządów Majchrowskiego żadna partia nie przedstawiła alternatywnego programu rozwoju miasta – ani najsilniejsza w Krakowie PO/KO, ani PiS. Ich kandydaci regularnie przegrywali z Majchrowskim w kolejnych wyborach. W tych ostatnich, przedterminowych, panaceum na kłopoty miasta miało być zdaniem KO metro. Jedynym może pożytkiem z przyszłego zwycięstwa Gibały będzie to, że metra nie będzie.

Partie polityczne są programowo i ideologicznie martwe i prawdopodobnie nie tylko w Krakowie. To jest prawdziwym i realnym problemem, a nie upartyjnienie samorządów. Mówienie, że samorząd powinien być apolityczny i apartyjny, to i głupota, i kłamstwo. Nie ma nic bardziej politycznego niż podejmowanie decyzji o zakresie, cenie i dostępności usług publicznych, a to przecież istota zadań samorządów. Owszem byłoby idealnie, gdyby te decyzje zapadały w efekcie konsensusu politycznego i społecznego, ale do tego partie powinny mieć wypracowane programy oparte na hierarchiach wartości – i tu wracamy do punktu wyjścia. Czyli niemal do zera, takiego jak kanał.

W trakcie tej ułomnej kampanii wyborczej unikano takich tematów jak wpływ globalnego ocieplenia na funkcjonowanie miasta. Delektowano się chwilowym wzrostem liczby mieszkańców, choć w dłuższej perspektywie (czyli ponad jedną kadencję samorządu) liczba mieszkańców miasta będzie nieuchronnie spadać, co oczywiście wpłynąć musi na sposób i cenę utrzymania miejskiej infrastruktury. Kampanię przed drugą turą oboje kandydaci rozpoczynają od rozdawania obwarzanków. Zakończą kiełbasą krakowską?

Również na aristoskr.wordpress.com


Felieton jest wyrazem opinii autora. Nie prezentuje stanowiska ZR Małopolskie.

 

Tekst wart skomentowania? Napisz do redakcji!