Czy bezkrytyczna wiara w potęgę USA to dziś największy błąd polskiej dyplomacji? Amerykański kolos chwieje się pod ciężarem 40-bilionowego długu i traci wpływy na Globalnym Południu. Czas zapytać wprost: czy sojusznik zza oceanu zdoła nas obronić, skoro sam zmaga się ze strukturalnym paraliżem? Przeczytaj analizę geopolitycznego przesunięcia sił.
Polski system bezpieczeństwa od dekad opiera się na gwarancjach Waszyngtonu. Globalny układ sił jednak przechodzi właśnie dramatyczną transformację, a dotychczasowy hegemon słabnie w oczach. Architektura obronna oparta na dominacji USA staje się iluzją, która zmusza Europę do szukania alternatyw.
Stany Zjednoczone to mocarstwo strukturalnie osłabione, którego wewnętrzne problemy ekonomiczne bezpośrednio rzutują na wiarygodność sojuszniczą. Amerykański dług publiczny przekroczył krytyczną barierę 40 bilionów dolarów, a roczne koszty samej obsługi tego zadłużenia przewyższają już budżet obronny kraju. W realiach tak głębokiego drenażu finansowego utrzymywanie rozproszonej sieci ponad ośmiuset baz wojskowych na całym świecie staje się dla Waszyngtonu ciężarem niemożliwym do udźwignięcia. Widać to szczególnie na przykładzie państw Zatoki, których USA nie zdołały obronić.
Wyczerpaniu uległa również dotychczasowa amerykańska strategia geopolityczna, oparta na traktowaniu rynków zagranicznych jako stref wyłącznego wpływu gospodarczego. Kraje Globalnego Południa wyemancypowały się politycznie i militarnie, budując własną tożsamość i potencjał obronny, czego jaskrawym przykładem jest odporność Iranu na agresję USA. Ponieważ frontalne ataki militarne stają się w tych regionach zbyt kosztowne i ryzykowne, tradycyjna potęga USA ulega paraliżowi.
Amerykański przemysł został w dużej mierze przeniesiony do Chin, przez co Waszyngton stracił dawną bazę produkcyjną, stając się importerem zaawansowanej elektroniki z Azji, a w zamian oferując głównie surowce rolnicze, takie jak soja. Na rynku globalnym amerykańskie produkty tracą konkurencyjność na rzecz tańszych i bardziej innowacyjnych rozwiązań azjatyckich. W obliczu nieprzewidywalności USA i ich wewnętrznego kryzysu kluczowi gracze międzynarodowi – w tym Unia Europejska czy Kanada – zmuszeni są do szukania alternatywnych mechanizmów obronnych i gospodarczych w celu zabezpieczenia własnej suwerenności.
Dla państw frontowych, takich jak Polska, oznacza to, że bezkrytyczne opieranie całego systemu obronności na jednym, słabnącym i wewnętrznie skonfliktowanym gwarancie zza oceanu staje się fundamentalnym błędem strategicznym. Prawdziwym zagrożeniem nie jest dziś bowiem klasyczna inwazja, lecz wojna hybrydowa i informacyjna, na którą Waszyngton nie ma skutecznej odpowiedzi.
Felieton jest wyrazem opinii autora. Nie prezentuje stanowiska ZR Małopolskie.