Europa potrzebuje wielu reform i coraz ściślejszej integracji. Unia potrzebuje nie tylko wspólnego długu, ale i wspólnych unijnych podatków – np. wspólnego europejskiego CIT-u. Pytanie, kto miałby te zmiany wprowadzać, skoro krajowe rządy pilnują własnych nosów i własnych podwórek. Są jak Czepiec z Wesela Wyspiańskiego.
Kanada chce do Europy, ale to raczej nie próba powrotu, a inwestycja w przyszłość. Żyjąc w Europejskiej Unii tracimy z oczu jej zalety – przede wszystkim takie, jakie widzą w Unii inne, często dalekie kraje. Zresztą podstawowa różnica pomiędzy USA a Kanadą polega na tym, że kanadyjskie polityki były zawsze o wiele bliżej europejskim rozwiązaniom niż politykom większego sąsiada z Ameryki. Mimo że oba kraje początkowo rozwijały brytyjskie rozwiązania, to szły one w różnych kierunkach. Amerykanie realizowali projekt „małego” państwa i wielkiej własności prywatnej oraz kolejnych ekspansji na kontynencie, a potem już wykraczających poza kontynent. Amerykański rozwój był nakręcany kolejnymi imperialnymi inwazjami oraz napływem taniej siły roboczej głównie z Europy, a potem z Azji. Aż wreszcie z całej Ameryki Łacińskiej.
Tak było aż do wielkiego kryzysu, który przeorał cały zachodni świat, przyspieszył zapewne nadejście wojny światowej, tej drugiej. Jednakże, dzięki działaniom administracji Franklina D. Roosevelta, wielki kryzys stał się dla USA okazją do wielkiej przebudowy – kontynuowanej aż do czasów Johnsona. Budowanie potęgi USA ułatwiła też poniekąd właśnie wojna, choć Amerykanie jej nie chcieli, a do udziału w niej zostali zmuszeni nie tylko przez Japonię.
Od czasu Reagana USA stały się liderem neoliberalizmu i imperialnej polityki niestroniącej od konfliktów zbrojnych. Nie znaczy to, że wcześniej stroniły. Od drugiej wojny pozostawały światowym żandarmem i do czasu wojny w Iraku zawsze przegrywały. W sumie to od Korei. Właśnie Irak tylko nie był porażką, choć w dłuższej perspektywie trudno powiedzieć, jak to się skończy, bo dzisiejszy Irak to bardziej terytorium okupowane niż samodzielne państwo, mimo że liczba żołnierzy amerykańskich jest tam już niewielka.
Polityka amerykańska, zwłaszcza zagraniczna, od dawna mało przewidywalna, a w okresie rządów Trumpa nie daje się przewidywać w ogóle. Można się domyślać, że tak naprawdę jedynym celem Trumpa jest zwiększanie swojego rodzinnego majątku, wszelkimi sposobami. To akurat mu się udaje.
Nic dziwnego, że Kanada, a być może i Australia, spoglądają w kierunku Europy, tęskniąc za stabilizacją. Co więcej, części Zjednoczonego Królestwa – Walia, Szkocja i Irlandia Północna – ogłosiły, że wolałyby znaleźć się w Unii Europejskiej, niż pozostać w Zjednoczonym (coraz słabiej) Królestwie. Zresztą różnice pomiędzy politykami społecznymi i lokalnymi Szkocji i Anglii narastają, pomimo wydawać by się mogło zbliżonych programów Szkockiej Partii Narodowej i angielskiej (brytyjskiej) Partii Pracy.
Ale nowe sojusze nie zbawią Unii Europejskiej, bo gros jej problemów leży w niej samej. Część z nich co prawda spowodowana była bezkrytycznym naśladowaniem reaganomiki, z której korzyści zyskiwali wszyscy poza Europejczykami. Ważniejsze problemy to polityczna bezradność krajowych rządów i pomijanie tego, że tylko większa integracja polityczna i prawna, ale uwzględniająca interesy mniejszych państw, może wzmocnić Europę.
Mamy też wiele lokalnych ruchów, będących lokalnymi naśladowcami Trumpa. Tyle że Trump nawoływał do przywrócenia „Wielkiej Ameryki”, choć tak naprawdę Ameryka nigdy nie była większa niż za czasów Clintona i jego następców. Owszem, może nie była lepsza niż za czasów „new dealu”, ale przecież Trump żadnego „new dealu” nie miał zamiaru wprowadzać. Wykorzystał tęsknotę za minionym czasami, żal za niezrealizowanymi marzeniami, frustrację z powodu pogarszających się warunków życia. Jednakowoż nie miał najmniejszego zamiaru niczego poprawiać.
Podobnie jest z jego europejskimi naśladowcami. Im też chodzi tylko o władzę i pewnie też o pieniądze. Niestety niewiele ich różni od większości rządzących w Europie polityków, bo oni tym właśnie się ostatnio zadowalają. Ale i tak w oczach reszty świata wypadają lepiej niż ekipa Trumpa.
Europa potrzebuje wielu reform i coraz ściślejszej integracji. Unia potrzebuje nie tylko wspólnego długu, ale i wspólnych unijnych podatków – np. wspólnego europejskiego CIT‑u. Pytanie, kto miałby te zmiany wprowadzać, skoro krajowe rządy pilnują własnych nosów i własnych podwórek. Są jak Czepiec z Wesela Wyspiańskiego.
Również na aristoskr.wordpress.com
Felieton jest wyrazem opinii autora. Nie prezentuje stanowiska ZR Małopolskie.