Kłamstwo powtarzane bez końca potrafi zastąpić rzeczywistość. Ten tekst pokazuje, że wzorem dla propagandy PiS jest propaganda nazistowska: wielkie kłamstwo, prosty przekaz, wskazanie wroga i nieustanne podsycanie lęku. To nie jest zwykły spór polityczny, lecz zejście w amoralną otchłań — zagrożenie dla demokracji, prawdy i naszej cywilizacji.
Tezą jest to, że skuteczność propagandy politycznej polega nie tylko na powtarzaniu kłamstwa, lecz także na nadaniu mu skali, prostoty i emocjonalnej siły, dzięki którym może zostać przyjęte przez część społeczeństwa za prawdę.
Podczas czterdziestu lat życia w Niemczech szczególnie interesowało mnie pytanie, jak mogło dojść do jednej z największych zbrodni przeciw ludzkości w państwie, które uchodziło za praworządne i opiekuńcze, a zarazem należało do wielkiej tradycji myślicieli, filozofów, konstruktorów, przemysłowców, poetów i kompozytorów. Pytanie to jest tym ważniejsze, że zgodnie z zarzutem, który coraz częściej pojawia się w dzisiejszej dyskusji politycznej, PIS stosuje metody propagandy przypominające propagandę nazistowską. Jedną z tych metod jest polityczne wykorzystanie kłamstwa.
Postanowiłem sprawdzić, czy zarzut „propagandy goebbelsowskiej” jest adekwatny do działań PiS. Moja odpowiedź jest twierdząca, ale chcę zaznaczyć, że w tym tekście interesuje mnie przede wszystkim podobieństwo metod propagandowych, a nie proste utożsamienie skutków historycznych. Dlatego ograniczam się do zasady „kłamstwa jako prawdy”: mechanizmu, w którym wielkie, proste i stale powtarzane kłamstwo zaczyna pełnić funkcję politycznej rzeczywistości. Punktem wyjścia był dla mnie materiał z portalu https://falschzitate.blogspot.com, poświęcony analizie fałszywych cytatów.
Naziści jako pierwsi w historii wykorzystali media masowe do zmanipulowania całego narodu. Ich środkiem przekazu stało się wprowadzane w masowym wymiarze radio oraz film – wynalazki epoki. Propagandę kłamstwa uprawiały wprawdzie też wcześniejsze reżimy, np. rządy państw, w tym aliantów, które wywołały I wojnę światową, ich metody jednak były ograniczone. Dopiero naziści stworzyli całą gamę metod propagandy, których nie sposób tu wymienić, jest to objętościowo spory katalog. Generalną doktryną i ideą naczelną stało się systematyczne rozprzestrzenianie kłamstwa w celu otumanienia narodu i posłużenia się nim do realizacji własnej zbrodniczej ideologii. Joseph Goebbels, minister propagandy, był głównym „wynalazcą” takich metod, które są do dziś szeroko wykorzystywane na całym świecie przez różne reżimy i nie tylko. Najbardziej znany jest rzekomy cytat Goebbelsa „Kłamstwo powtarzane odpowiednio często staje się prawdą” lub „Kłamstwo po prostu trzeba powtarzać wystarczająco często. Wtedy uwierzą”.
Okazuje się, że ów cytat nie pochodzi od samego Goebbelsa, lecz jest wytworem późniejszym. W artykule (p. link) wymieniono wypowiedzi różnych ważnych osobistości politycznych, które powoływały się na to stwierdzenie, choć nigdzie w pismach nazistów nie znaleziono go w tej formie. Upublicznione zostały za to sentencje Hitlera i Goebbelsa, które służyły za podstawę do stworzenia generalnej zasady kłamstwa publicznego.
Wielkie kłamstwa PiS działają dlatego, że są powtarzane jako proste, emocjonalne opowieści: o zamachu smoleńskim, zdradzie Tuska, rzekomej ruinie gospodarczej, wyprzedaży majątku państwowego, podporządkowaniu Niemcom czy cudzie gospodarczym rządów PiS. Część społeczeństwa przyjmuje te narracje jako wyjaśnienie rzeczywistości, mimo że dowody bywają zastępowane samą intensywnością przekazu. Właśnie tu pojawia się analogia do zasady wielkiego kłamstwa: im większa i bardziej emocjonalna jest opowieść, tym łatwiej może stworzyć własną polityczną rzeczywistość.
Jednym z najbardziej uderzających przykładów tego mechanizmu jest hasło „Polska musi wstać z kolan”. Po 2015 roku Prawo i Sprawiedliwość powtarzało je jako świadectwo walki o godność państwa, lecz jego sens jest bliski propagandowej wypowiedzi Władimira Putina o Rosji, która „wstała z kolan” (Россия встала с колен). W obu przypadkach krótkie hasło przykrywa ten sam proces: konflikt z demokratycznym otoczeniem, osłabianie instytucji i izolację międzynarodową przedstawia się jako dowód odzyskanej wielkości, niezależności i narodowej podmiotowości.
Co ciekawe, Putin nie wymyślił tego sformułowania. W 1991 roku użył go pierwszy prezydent Rosji, Borys Jelcyn, dla którego oznaczało ono coś dobrego – koniec komunizmu i wolność. Jednak pod koniec 1999 roku władzę przejął Putin i całkowicie zmienił znaczenie tych słów. W cieniu wojny w Czeczenii ogłosił groźnie: „Rosja może podnieść się z kolan i przyłożyć, jak należy”. Była to już metafora przemocy i odwetu. W rosyjskiej kulturze politycznej pod rządami Putina demonstracja siły fizycznej i militarnej stała się kluczowym elementem budowania autorytetu. „Przyłożyć” oznaczało w tym kontekście bezkompromisowe uderzenie w przeciwnika — wewnętrznego lub zewnętrznego, na przykład Ukrainę czy NATO — bez oglądania się na prawo międzynarodowe. Od tamtej pory „wstawanie z kolan” przestało oznaczać wolność, a stało się symbolem agresywnej potęgi państwa.
Zwieńczeniem tego wielkiego kłamstwa stał się rok 2007, gdy napędzana pieniędzmi z ropy Moskwa oficjalnie ogłosiła swój „powrót do potęgi”. Za tą propagandową zasłoną Putin zlikwidował wolne media, zniszczył opozycję i zbudował dyktaturę. Ostateczny, krwawy sens tego hasła ujawnił się w 2014 roku podczas ataku na Krym i późniejszej inwazji na Ukrainę.
Zarówno w wersji rosyjskiej, jak i w jej polskiej, pisowskiej kopii owo kłamstwo działa według tego samego mechanizmu. Ma przekonać ludzi, że skłócenie z sąsiadami, niszczenie demokracji od wewnątrz i izolacja międzynarodowa nie są porażką państwa, lecz dowodem jego rzekomej dumy, wielkości i niezależności.
Ten przykład prowadzi do pytania zasadniczego: dlaczego podobne kłamstwa okazują się tak skuteczne i dlaczego potrafią z czasem zastępować ludziom rzeczywistość? Pseudogoebbelsowski cytat, rozpowszechniany setki tysięcy razy po angielsku i niemiecku, nigdy nie pojawił się w tej formie u Josepha Goebbelsa. Co więcej, byłby sprzeczny z jego publicznym wizerunkiem, ponieważ Goebbels chętnie przedstawiał siebie jako obrońcę prawdy przeciwko „kłamliwej prasie” i zagranicznej propagandzie. Właśnie ta sprzeczność odsłania istotę problemu: skuteczna propaganda nie mówi o sobie, że kłamie, lecz buduje pozór prawdy.
W rzeczywistości prawie żaden inny polityk nie kłamał tak bezwstydnie jak Joseph Goebbels, ale ten w swoich przemówieniach, a także w swoim dzienniku podawał się za człowieka oddanego prawdzie. Nie nazywał swojej propagandy kłamstwem, mówił raczej, że „sprowadza problemy do najprostszej formuły” i sugerował: kłamią inni, na przykład „Anglik”, który w przeciwieństwie do nazistów rzekomo kłamał dla zasady.
„Anglicy działają na zasadzie: jeśli kłamiesz, kłam dokładnie, a przede wszystkim trzymaj się tego, w czym skłamałeś! Więc trzymają się swoich oszustw, nawet ryzykując zrobienie z siebie głupka”.
„Anglicy mają sposób na ukrywanie prawdy i ukrywanie pod moralnymi frazesami dobrze znanych, a czasem bardzo wątpliwych faktów, które nie mogą nie budzić podziwu”. (Goebbels, „Czas bez precedensu”, 1941).
Wypowiedź Josepha Goebbelsa to podręcznikowy pokaz tego, jak działa bezwzględna machina manipulacji. Goebbels twierdził, że Anglicy potrafią w mistrzowski sposób ukrywać prawdę i niewygodne fakty pod płaszczykiem moralnych frazesów. Gdybyśmy przetłumaczyli te słowa z języka propagandy na czystą intencję, minister Rzeszy powiedziałby po prostu: Anglicy stworzyli system bezwzględnej dominacji i wyzysku słabszych, czyli darwinizm społeczny, ale opakowali go w tak piękne słowa o misji cywilizacyjnej, że świat uważa ich za obrońców moralności. Goebbels podziwiał ten cynizm, ale jednocześnie zapowiadał, że Niemcy zerwą tę maskę. W ten sposób szef nazistowskiej propagandy uderzył w autentyczną angielską hipokryzję epoki kolonialnej. Jednak prawdziwy, wręcz porażający cynizm tej wypowiedzi polega na czymś innym – na tak zwanej projekcji psychologicznej. Goebbels z pełną premedytacją zarzucił wrogowi metody, które jego własne państwo doprowadziło właśnie do ostatecznej, krwawej skrajności. Niemcy przejęli przecież ten sam brytyjski darwinizm społeczny, ale zrzucili z niego wszelkie cywilizacyjne hamulce i zamienili w jawną, potworną politykę rasową oraz fabryki śmierci. To klasyczna sytuacja, w której sprawca najgłośniej krzyczy, wskazując palcem na winy innych, aby odwrócić uwagę od własnych, znacznie większych grzechów.
Choć tamte totalitarne czasy minęły, sama matryca tej manipulacji ma się świetnie i po latach idealnie odnalazła się na współczesnym, polskim podwórku politycznym, co wyraźnie widać na przykładzie strategii Prawa i Sprawiedliwości. Zachowując wszelkie proporcje, struktura myślenia i działania pozostała tu identyczna. Propaganda PiS przez lata budowała swoją opowieść na haśle „wstawania z kolan” i walce z rzekomą pogardą wobec własnego narodu. Dokładnie tak jak Goebbels tropiący angielskie frazesy, tak i polscy politycy PiS z pasją „zdzierali maski” liberalnym elitom z Warszawy, Berlina czy Brukseli. Codzienny przekaz opierał się na wmawianiu ludziom, że wielkie, unijne słowa o praworządności, europejskiej solidarności czy prawach człowieka to tylko puste, dekoracyjne hasła. Za tą ładną fasadą rzekomo kryła się bezwzględna, ekonomiczna dżungla Zachodu, w której silny pożera słabego, a Polska jest jedynie ofiarą.
W tym politycznym starciu główną bronią stało się lustrzane odbicie, czyli zarzucanie przeciwnikom dokładnie tego, co samemu robiło się na masową skalę. Partyjne media potrafiły bez przerwy oskarżać opozycję o szerzenie nienawiści, potężne dzielenie Polaków czy niszczenie zasad demokracji. To niezwykle obrazowy przykład projekcji, ponieważ w tym samym czasie to właśnie aparat władzy PiS podkręcał społeczny konflikt, agresję w telewizji publicznej i bezwzględne przejmowanie instytucji państwa do poziomu, jakiego Polska po 1989 roku jeszcze nie widziała. Oskarżenie działało tu jak tarcza – pierwsi nazywamy kogoś agresorem, żeby nikt nie zauważył pałki w naszym ręku.
Modelową ilustracją tej strategii stała się sprawa reparacji wojennych od Niemiec. Choć Polska ma niezaprzeczalne, historyczne i moralne prawo do poczucia ogromnej krzywdy, to w sferze marketingu politycznego temat ten nie był delikatnym procesem prawnym, lecz potężnym, emocjonalnym taranem. Żądanie astronomicznych sum miało przede wszystkim uderzyć w wizerunek współczesnego Berlina i pokazać jego rzekome zakłamanie: z jednej strony Niemcy pouczają nas o zasadach, a z drugiej bezczelnie chowają portfel i uciekają od odpowiedzialności za historię. Co ważniejsze, ten sam mechanizm idealnie dyscyplinował ludzi w kraju. Każdy ekspert czy polityk opozycji, który trzeźwo pytał o realne szanse prawne takich wniosków, był natychmiast publicznie biczowany jako zdrajca i niemiecki pachołek. Temat reparacji pozwalał rządzącym sprytnie uciec od odpowiedzialności za ich własne, bieżące wojny z Unią Europejską. Zamiast tłumaczyć się z błędów i demontażu własnego podwórka, partia mogła dumnie prężyć muskuły jako jedyny sprawiedliwy obrońca, który ma odwagę postawić się silniejszemu sąsiadowi. Zarówno dawniej, jak i dziś zasada populizmu jest niezmienna: trzeba najpierw przedstawić moralność przeciwnika jako absolutne oszustwo, żeby móc później przed swoimi widzami usprawiedliwić własne, brutalne i nieliczące się z regułami zagrania.
Kłamstwo stało się ważnym ogniwem w sterowaniu narodem poprzez wprowadzenie poniższej doktryny zdefiniowanej przez psychoanalityka dr. Waltera C. Langera, któremu amerykański wywiad Office of Strategic Services zlecił sporządzenie tajnego profilu psychologicznego Adolfa Hitlera. W oficjalnym raporcie zatytułowanym A Psychological Analysis of Adolph Hitler. His Life and Legend Langer zdefiniował reguły działania niemieckiej propagandy. Analiza zawiera m.in. następujące przypisywane Goebbelsowi stwierdzenie:
„Jeśli powiesz wielkie kłamstwo i będziesz je powtarzać wystarczająco często, ludzie w końcu w nie uwierzą. Można kłamać tak długo, jak długo państwu udaje się chronić ludzi przed politycznymi, ekonomicznymi i militarnymi konsekwencjami kłamstwa. Dlatego ważne jest, aby państwo wykorzystało całą swoją siłę do stłumienia sprzeciwu. Prawda jest śmiertelnym wrogiem kłamstwa, a zatem prawda jest największym wrogiem państwa”.
Analogicznie działa propaganda PiS, gdy własny przekaz przedstawia jako obronę prawdy przed rzekomymi kłamstwami opozycji, niezależnych mediów, Unii Europejskiej czy Niemiec. Mechanizm „wielkiego kłamstwa” polega tu na odwróceniu ról: ten, kto sam buduje uproszczoną i emocjonalną narrację, ogłasza się jedynym obrońcą prawdy, a przeciwników przedstawia jako źródło manipulacji. Dlatego przykłady takie jak narracja smoleńska, hasło „Polska w ruinie” czy opowieść o Tusku jako zdrajcy działają nie tylko jako pojedyncze oskarżenia, lecz jako elementy większego systemu, w którym powtarzane kłamstwo zaczyna zastępować rzeczywistość polityczną.
Czy to jest przyczyną tego, że PiS w sposób tak zaciekły broni swoich kłamstw? Odpowiedzmy sobie na następujące pytania:
1. Czy PiS działa zgodnie z tą zasadą? W wielu punktach tak. Tworzy wielkie kłamstwa, takie jak rzekomy zamach smoleński, „Polska w ruinie”, obraz Niemiec i Unii Europejskiej jako wrogów, oskarżenia Tuska o zdradę czy określanie opozycji jako „zdradzieckich mord”. Powtarza to przez lata w podporządkowanych sobie mediach. Wykorzystuje władzę do ograniczania sprzeciwu, między innymi przez represyjne działania wobec protestujących i zastraszanie przeciwników politycznych. Wreszcie okazuje swój lęk przed prawdą wtedy, gdy atakuje niezależne instytucje, śledzi opozycję, szuka na nią haków, rzuca oszczerstwa i zmienia prawo tak, aby własne nadużycia pozostały bezkarne.
2. Czy PiS powtarza kłamstwo odpowiednio często? Tak — dzień w dzień, miesiąc w miesiąc, od wielu lat i we wszystkich podporządkowanych sobie mediach.
3. Czy PiS wykorzystuje swoją władzę do stłumienia sprzeciwu? Tak, wielokrotnie i wielopłaszczyznowo, np. przez pałowanie i aresztowanie kobiet w czasie Strajku Kobiet, zastraszanie przeciwników, przeprowadzanie aresztowań i rewizji przy pomocy antyterrorystów.
4. Czy PiS boi się prawdy? Tak, więc fałszuje wybory, śledzi nielegalnie opozycję, szuka na nią haków, rzuca oszczerstwa na polityków i dopasowuje prawo tak, aby ich własne przekręty były bezkarne.
Temat „wielkiego kłamstwa” w propagandzie powraca w następującym fragmencie „Mein Kampf” Hitlera:
„[…] w wielkości kłamstwa zawsze jest pewien czynnik, w który się wierzy, ponieważ ogromna większość ludzi, z najbardziej prymitywną prostotą umysłu, łatwiej pada ofiarą wielkiego kłamstwa niż małego”. (A.H.: Mein Kampf, s. 252).
Hitler przypisuje tutaj „Wielkie Kłamstwo” – podobnie jak wiele innych absurdów – Żydom i marksistom. Działa tu klasyczny mechanizm projekcji: sprawca zarzuca ofierze dokładnie to, co sam praktykuje. „Wielkie Kłamstwo”, o które Hitler oskarżał Żydów, stało się jedną z centralnych zasad nazistowskiej propagandy.
Czy ta zasada pasuje do PiS?
1. Czy kłamstwa PiS są wielkie? Zdecydowanie tak: rzekomy zamach w Smoleńsku, „Polska w ruinie”, wyprzedaż majątku państwowego, putinflacja i inne wymienione powyżej.
2. Kto w nie wierzy? Przede wszystkim osoby podatne na przekaz oparty na lęku, resentymentach i poczuciu zagrożenia: ludzie, którzy nie ufają instytucjom liberalnej demokracji, traktują zmiany cywilizacyjne jako atak na własną tożsamość albo szukają prostych wyjaśnień dla skomplikowanych procesów społecznych. Dotyczy to nie tylko osób słabiej wykształconych, lecz także części inteligencji, która próbuje ocalić wartości uznawane przez nią za zagrożone, takie jak nacjonalizm czy selektywnie rozumiane wartości chrześcijańskie. W tym sensie analogia do propagandy nazistowskiej nie polega na ocenie poziomu wykształcenia, lecz na pokazaniu, jak wielkie kłamstwo trafia do odbiorców potrzebujących pewności, prostego podziału świata i niezmiennego fundamentu.
Dzieje się tak dlatego, że ludzki mózg traktuje nowe, niezrozumiałe procesy jako abstrakcję, z którą nie zawsze chce się zmierzyć, natomiast treści dobrze znane, nawet jeżeli są nieprawdą lub półprawdą, łatwiej sobie wyobraża i przyswaja. Osoby lepiej przygotowane do myślenia abstrakcyjnego mogą szybciej dostrzec nowe wartości i zmiany społeczne, natomiast osoby silniej przywiązane do wcześniej wpojonych przekonań częściej opierają się na tym, co znane, zamknięte i uznawane za nienaruszalne. Baza staje się wtedy fundamentem — czymś, czego nie wolno podważyć.
Wielu Polaków pozostaje przekonanych, że w XVII wieku Rzeczpospolita jedynie broniła się przed agresją ze strony Imperium Osmańskiego. Historyczny obraz tych konfliktów jest jednak znacznie bardziej złożony – elity Rzeczypospolitej oraz Kozacy wielokrotnie sami prowokowali starcia z Turkami. Do dziś silnie oddziałuje mit utrwalony przez Henryka Sienkiewicza, w którym muzułmanów przedstawia się jako brutalnych najeźdźców, a islam jako religię z natury wrogą. PiS wykorzystało analogiczny mechanizm w 2015 roku, gdy budowało lęk przed uchodźcami wojennymi, przedstawiając ich jako zagrożenie cywilizacyjne, nosicieli chorób i pierwotniaków.
Analogiczny mechanizm wykorzystano w 2015 roku do budowania lęku przed uchodźcami wojennymi, których kreowano na zagrożenie cywilizacyjne oraz nosicieli chorób. W tę narrację uwierzyło wówczas blisko 67% społeczeństwa, czyli 25 mln Polaków. Dlaczego na tak radykalną manipulację nie zareagowały wtedy organy państwowe, partie polityczne czy intelektualiści? Wygląda na to, że zabrakło odwagi cywilnej – ci, którzy dostrzegali fałsz, obawiali się sprzeciwić głosowi większości. W ten sposób kłamstwo staje się bezkarne i szerzy moralne spustoszenie.
Powtarzanie kłamstwa, ważne w propagandzie, było powszechne już w latach dwudziestych XX wieku. Jest to również stwierdzone w „Mein Kampf”:
„Ale cała pomysłowość prezentacji propagandy nie doprowadzi do sukcesu, jeśli nie będzie zawsze brana pod uwagę podstawowa zasada. [Propaganda] musi być bardzo ograniczona i powtarzana w nieskończoność”. (A.H.: Mein Kampf, s. 202)
Czy kłamstwa PiS są ograniczone i proste? Tak. PiS posługuje się językiem nastawionym na szybkie, emocjonalne oddziaływanie: krótkimi zdaniami, niewielkim zasobem słów, unikaniem pojęć abstrakcyjnych oraz hasłami łatwymi do zapamiętania. Analogicznie do opisywanej wcześniej zasady propagandy przekaz ma być maksymalnie powtarzalny i natychmiast rozpoznawalny. Ważną rolę odgrywa też tworzenie pogardliwych etykiet, takich jak „lewak”, „lewactwo”, „obrońcy pedofilów” czy „alimenciarze”. Ich celem nie jest opis rzeczywistości, lecz moralne zdyskredytowanie przeciwnika.
Czy PiS powtarza te treści w nieskończoność? Tak. PiS podporządkowało sobie media publiczne, zbudowało własne zaplecze prasowe i internetowe, i poprzez nie regularnie rozpowszechnia przekaz wymierzony w opozycję. Niektóre kłamstwa powtarzane są od wielu lat. Partia podejmowała także działania zmierzające do ograniczenia wpływu mediów niezależnych, choć część tych prób została zablokowana. Charakterystycznym elementem tej propagandy jest również odwracanie odpowiedzialności: PiS przedstawia Tuska i PO jako źródło kłamstwa, posługując się metodą projekcji politycznej, czyli przypisywania przeciwnikowi własnych działań, motywów i win.
Na charakter zasad i metod działania PiS wskazuje też następująca sentencja Goebbelsa z 1942 roku:
„Znowu mogę się wiele nauczyć, przede wszystkim tego, że ludzie są w większości znacznie bardziej prymitywni, niż nam się wydaje. Istotą propagandy jest zatem prostota i powtarzalność. Tylko ci, którzy potrafią sprowadzić problemy do najprostszej formuły i którzy mają odwagę powtarzania tego w tak uproszczonej formie, nawet wbrew obiekcjom intelektualistów, osiągną na dłuższą metę zasadnicze sukcesy we wpływaniu na opinię publiczną. Ci, którzy podążają inną drogą, mogą wpływać na tę czy inną niestabilną grupę intelektualistów, ale nie są w stanie zrobić nawet rysy na płaszczyźnie (tępej) percepcji ludu”. (Joseph Goebbels, dziennik, 29 stycznia 1942)
Ta sentencja pomaga zrozumieć, dlaczego opozycja wobec PiS często przegrywa walkę o prosty przekaz. Partie demokratyczne zwykle próbują odpowiadać argumentami, korektami i szczegółowymi wyjaśnieniami, podczas gdy propaganda działa skrótem, emocją i powtórzeniem. Analogią do nazistów jest tu nie lekceważenie wyborców, lecz przewaga komunikatu, który natychmiast wskazuje winnego, obiecuje prostą odpowiedź i nie wymaga mierzenia się ze złożonością faktów.
Istnieją mechanizmy, które sprawiają, że kłamstwo może zacząć funkcjonować jako prawda. Najważniejszy polega na intensywnym powtarzaniu tej samej tezy w wielu odmianach oraz kanałach komunikacji, tak aby odbiorca miał wrażenie, że przekaz nie pochodzi z jednego źródła, lecz jest powszechnie potwierdzany. W ten sposób powstaje iluzja prawdy: fałszywe twierdzenie zaczyna wydawać się oczywiste, ponieważ stale się z nim spotykamy. Propaganda nazistowska wykorzystywała zarówno wyrafinowane uzasadnienia ideologiczne, jak i najbardziej brutalne formy przekazu, oparte na wielkim, odważnym, skandalicznym, głośnym i nieustannie nagłaśnianym kłamstwie. Siła takiej metody polega właśnie na tym, że zdaniem wielu ludzi nie można świadomie konstruować tak ogromnego i bezczelnego fałszerstwa.
Analogiczny mechanizm widać w narracji smoleńskiej. Przez lata powtarzano sugestię zamachu, zdrady i ukrywania prawdy mimo braku dowodów potwierdzających zamach. Siła tej propagandy nie płynęła ze spójności faktów, lecz z nieustannego mnożenia podejrzeń, wskazywania winnych i emocjonalnego przedstawiania przeciwników politycznych jako ludzi, którzy rzekomo ukrywają prawdę. W ten sposób hipoteza polityczna zaczęła dla części odbiorców działać jak fakt, ponieważ była stale obecna w przemówieniach, mediach i rytuałach publicznych.
Podobnie działa metoda używania świadomego kłamstwa jako manewru, który omija intelekt, by sprowadzić dyskurs do poziomu prymitywnych reakcji i za pomocą plastycznych, brutalnych obrazów natychmiast zawładnąć masową wyobraźnią. Najlepszym, świeżym przykładem jest oczernianie Pétera Magyara za pomocą zarzutu spalenia żywcem szczenięcia. Na pytanie dziennikarza o kandydata na premiera Węgier Kaczyński w ciągu kilku sekund sprowadził merytoryczną dyskusję do najniższego poziomu emocjonalnego: do obrazu człowieka, który rzekomo „smaży w piekarniku szczenięta”. Taki obraz nie wymaga żadnego wywodu politycznego, bo natychmiast uruchamia moralne oburzenie, współczucie i nienawiść do wskazanego „złoczyńcy”. Gdyby Kaczyński utrzymał spór na poziomie merytorycznym, przekaz byłby mniej angażujący emocjonalnie. Oskarżenie o skrajnie okrutny czyn działa natychmiast, ponieważ zamienia przeciwnika politycznego w figurę moralnego zła. Istotne jest również to, że moment ten podchwyciły media, także część mediów niezależnych, które w bardzo krótkim czasie zwielokrotniły i utrwaliły ten przekaz. Powstał mem: prosty, brutalny i łatwy do zapamiętania, a przez to dla wielu odbiorców niemal niepodważalny. Właśnie na tym polega siła „kłamstwa jako prawdy”: nie chodzi najpierw o dowód, lecz o emocję, która ma poprzedzić myślenie i utrwalić wrogość.
Nie ulega wątpliwości, że Jarosław Kaczyński stworzył model przywództwa silnie autorytarny, oparty na budowaniu obrazów zagrożenia i na podporządkowywaniu im przekazu partyjnego. Jego siła bierze się ze zdolności wytwarzania apokaliptycznych scenariuszy, które następnie media sprzyjające partii przedstawiają jako realne niebezpieczeństwa: zagrożenie ze strony muzułmanów, LGBT, Tuska, Unii Europejskiej albo Niemiec. Analogicznie do propagandy polegającej na wielkim kłamstwie sama intensywność przekazu zaczyna pełnić funkcję dowodu: skoro stale mówi się o zagrożeniu, wielu odbiorców uznaje je za oczywiste. Lekceważenie takich mechanizmów jest błędem, ponieważ podobny proces w Rosji doprowadził do sytuacji, w której wieloletnie kłamstwa stały się narzędziem mobilizacji wojennej. Historia Hitlera pokazuje zaś, że przywódca gotów za wszelką cenę bronić własnej wizji może ściągnąć katastrofę również na własny naród. Niemcy straciły w II wojnie światowej 7 milionów obywateli, podczas gdy straty brytyjskie wyniosły około 450 000 osób.
Wszystkie opisane wyżej mechanizmy kłamstwa są obecne w propagandzie PiS, dlatego porównanie jej z propagandą nazistowską uważam za uzasadnione na poziomie metody, choć nie oznacza ono prostego utożsamienia skutków historycznych. Im dłużej taka propaganda trwa i im silniej wiąże się z władzą państwową, tym bardziej musi bronić własnych kłamstw, zaostrzać autorytaryzm i przedstawiać prawdę jako zagrożenie. Historia dyktatur pokazuje, że władza oparta na kłamstwie rzadko wycofuje się dobrowolnie, raczej brnie w coraz większy terror, konflikt wewnętrzny albo wojnę z wrogiem zewnętrznym. Rosja po 22 latach systematycznej infiltracji kłamstwem jako prawdą może tu być dla nas ostrzeżeniem. PiS działało przez 8 lat. Pytanie więc, co się stanie z narodem polskim za 10–15 lat, jeśli wielkie kłamstwa PiS nie zostaną zdemaskowane i skutecznie zatrzymane.
Obecny rząd, elity intelektualne oraz partie i zwolennicy demokracji wciąż nie doceniają, jak kolosalnie destruktywne jest KŁAMSTWO JAKO PRAWDA i jak poważne, długofalowe zagrożenie stanowi ono dla narodu. Wprawdzie wiele się o tym mówi, lecz samo mówienie nie wystarcza, ponieważ kłamstwo polityczne rzadko spotyka się z realną odpowiedzialnością prawną. Jest to oczywisty i kardynalny błąd. Media niezależne same nie są w stanie zdemaskować i zrównoważyć systemowego kłamstwa, bo ich działanie bywa krótkotrwałe: temat żyje kilka dni, a potem zostaje przykryty kolejną falą propagandy. Walka z kłamstwem wymaga systemu — silnego, sprawczego, śledczego, prawnego i skutecznego, tak aby publiczny kłamca ponosił realną odpowiedzialność i nie odważał się ponownie używać fałszu jako narzędzia władzy. Być może najprostszym i najskuteczniejszym hasłem opozycji powinno być: „PiS kłamie!”.
Konkludując, można stworzyć katalog zasad propagandy PiS. Nazwałem go
10 PRZYKAZAŃ PiS: „KŁAMSTWO JAKO PRAWDA”
1. KŁAMSTWO MUSI BYĆ OGROMNE – IM WIĘKSZE, TYM WIĘCEJ OSÓB W NIE UWIERZY
2. PROSTE UMYSŁY ŁATWIEJ PADAJĄ OFIARĄ WIELKICH KŁAMSTW
3. KŁAMSTWO MUSI BYĆ SKANDALICZNE – IM WIĘKSZA SENSACJA, TYM BARDZIEJ WIARYGODNA
4. KŁAMSTWO MUSI BYĆ ODWAŻNE – NIE WOLNO BAĆ SIĘ KŁAMAĆ
5. KŁAMSTWO MUSI BYĆ DOKŁADNE – TRZYMAJ SIĘ TEGO, W CZYM SKŁAMAŁEŚ
6. KŁAMSTWO MUSI BYĆ WYRAŻONE NAJBARDZIEJ PROSTYM JĘZYKIEM
7. KŁAMSTWO WYMAGA NIEUSTANNEJ REKLAMY
8. KŁAMSTWO STAJE SIĘ MITEM, A MIT RELIGIĄ DOSKONAŁĄ
9. INTELEKTUALIŚCI NIE UMIEJĄ KŁAMAĆ, WIĘC NIE MOGĄ WPŁYWAĆ NA PROSTY LUD
10. KŁAMSTWO JEST FUNDAMENTEM WŁADZY. PRAWDA TO JEJ WYROK ŚMIERCI.
Felieton jest wyrazem opinii autora. Nie prezentuje stanowiska ZR Małopolskie.