Wielu kierowców stać na dobre samochody i jest mało prawdopodobne, że jakakolwiek zachęta skłoni ich do zmiany zachowania. Może jednak wśród kierowców są również tacy, którzy zamiast stać w korkach, daliby się namówić na komunikację publiczną. Dla nich zachętą mogłaby być nie cena, ale dogodne, efektywne przejazdy. Są już w Krakowie trasy, na których komunikacja publiczna zdecydowanie wygrywa.
Przepraszam za angielski tytuł, ale jest on na wielu poziomach adekwatny. Dyskusje o komunikacji w Krakowie skupiają się na cenie biletu za jeden krótki przejazd. Według danych za rok 2024 opublikowanych swego czasu przez LoveKraków.pl właśnie te bilety są kupowane najczęściej. W 2024 roku taki bilet jednoprzejazdowy 20-minutowy kosztował 4 zł, zatem tam i z powrotem 8 zł. Dla porównania, po wykupieniu biletu miesięcznego na wszystkie linie w taryfie dla mieszkańca dzienny koszt przejazdu uwzględniający tylko dni robocze wynosił wtedy stałe 4,50 zł.
Czy nikogo nie ciekawią powody tej popularności biletów dwudziestominutowych, sprzedawanych w liczbie około dwóch milionów miesięcznie (w 2024 roku)? Jeśli dla uproszczenia przyjmiemy, że przejazdy odbywały się głównie w dni robocze, dawałoby to 40 podróży w miesiącu, czyli dotyczyłoby w przybliżeniu 50 tysięcy pasażerów (zakładam, że każdy pasażer wykupił co najmniej dwa bilety na jedną podróż, a nie podróżował tylko w jedną stronę). Bilety miesięczne na całą sieć (normalne i ulgowe) wykupywało średnio około 80 tysięcy mieszkańców Krakowa. Przy takich założeniach wychodzi nam, że kupujących najpopularniejsze bilety jest znacząco mniej niż użytkowników biletów miesięcznych, zwłaszcza jeśli doliczymy tych, którzy wykupują bilety miesięczne tylko na jedną linię (średnio około 5 tysięcy co miesiąc).
Z danych GUS wynika, że miasto ma 493 tysięcy mieszkańców w wieku produkcyjnym. Można więc przyjąć, że ponad 400 tysięcy mieszkańców miasta podróżuje głównie samochodem albo pieszo. Albo wcale. To zresztą odpowiada liczbie zarejestrowanych pojazdów (osobowych), która wynosiła ponad 500 tysięcy. Oczywiście część z tych pojazdów stoi na parkingach, a rusza w drogę jedynie w weekendy lub rzadziej. Dane te są względnie stabilne poza zwiększającą się liczbą zarejestrowanych samochodów. Na tysiąc mieszkańców Krakowa przypadało w 2024 roku ponad 700 pojazdów wszystkich kategorii.
Zestawienie tych informacji powinno poruszyć władze – zarówno obecne, jak i wszystkich kandydatów na kandydatów aspirujących do funkcji prezydenta miasta. Mamy wyraźną mniejszość mieszkańców korzystających z komunikacji publicznej w porównaniu do mieszkańców poruszających się pojazdami.
Wielu kierowców stać na dobre samochody i jest mało prawdopodobne, że jakakolwiek zachęta skłoni ich do zmiany zachowania. Może jednak wśród kierowców są również tacy, którzy zamiast stać w korkach, daliby się namówić na komunikację publiczną. Dla nich zachętą mogłaby być nie cena, ale dogodne, efektywne przejazdy. Są już w Krakowie trasy, na których komunikacja publiczna zdecydowanie wygrywa. Niestety większość z nich prowadzi do ścisłego centrum. Tam na pewno warto wybrać się tramwajem, no i nie trzeba martwić się o parkowanie. Łatwo przejeżdża się drugą obwodnicą przez Aleje, ale luksusy kończą się tam, gdzie kończą się buspasy. I tak zresztą mimo przystanków przejazd autobusem trwa tam prawie tyle samo co samochodem.
W Krakowie nie brakuje metra, bo kierowcy i tak by się do niego nie przesiedli. Brakuje kilku ważnych tras tramwajowych i mostów. Przede wszystkim brakuje tramwaju na trasie Lipska – Saska – Nowohucka – Aleja Pokoju. Nowohucka zatyka się stale, bo przy budowie wiaduktu nad ul. Kuklińskiego popełniono błędy projektowe oraz wykonano zbyt małe rondo. Nieco poprawiono przejazd Nowohuckiej w kierunku Nowej Huty obok Centrum Handlowego. Duży ruch utrzymuje się jednak niemal przez cały dzień. Brakuje trasy tramwajowej z ul. Generała Zielińskiego do planowanej od lat nowej pętli przy Księcia Józefa. I oczywiście linii tramwajowej wzdłuż Alei Słowackiego od Dworca Towarowego do Karmelickiej oraz wzdłuż Alei Krasińskiego od ul. Kościuszki do Al. 3 Maja.
Głównie zaś brakuje krakowskiej Szybkiej Kolei Miejskiej. Są gotowe torowiska, część dworców i przystanków, ale nie ma taboru, linii i przede wszystkim chęci. No i oczywiście porozumienia między samorządami miasta i województwa. Taka kolej przejęłaby część ruchu wewnątrz miasta, a ponadto mogłaby wpłynąć na zmniejszenie liczby samochodów codziennie wjeżdżających do Krakowa.
A na koniec uwaga. W moim samochodzie, którym czasem jeżdżę po Krakowie, jest funkcja ostrzegająca o przekroczeniu dozwolonej prędkości. Daje mi to również możliwość obserwacji jazdy innych kierowców. Generalnie większość mieści się w limicie tylko w korkach. Gdy ruch jest płynny, pojazdy przekraczają prędkość dozwoloną średnio o 10–20 km/g. Stąd może bierze tak wysoka liczba wypadków. W 2025 roku było ich 941, czyli najwięcej ze wszystkich dużych miast w Polsce. Krakowscy kierowcy nie mają litości dla siebie ani tym bardziej dla pieszych czy rowerzystów.
Również na aristoskr.wordpress.com
Felieton jest wyrazem opinii autora. Nie prezentuje stanowiska ZR Małopolskie.