Podatkowy bumerang. Felieton Adama Jaśkowa (254)

Podatkowy bumerang. Felieton Adama Jaśkowa (254)

„Barometr prawa” za rok 2025, przygotowany przez Grant Thornton we współpracy z UN Global Compact Network Poland, podaje, że 2025 był rokiem najmniejszych zmian w prawie od 2006 roku. Można zatem powiedzieć, że wbrew zapowiedziom z umowy koalicyjnej Sejm się specjalnie nie wysilał. Po części mogło to wynikać z formalnej zamiany Trzeciej Drogi na dwie osobne ścieżki, jedną polną, a drugą bardziej parkową, po części z obstrukcji prezydentów, a po części z braku porozumienia między partiami tworzącymi koalicję rządzącą.

Z bumerangiem trzeba się obchodzić delikatnie. Jest to rzadka broń miotająca wielokrotnego użytku. Coś, co zostało miotnięte na polowaniu lub bitwie i nie trafiło w cel, zwykle uznawano za stracone. Bumerangi natomiast wracały, choć trzeba było zachować ostrożność, by wracający bumerang nie rąbnął miotającego.

Politycy zdecydowanie nie powinni używać bumerangów, bo częściej chybiają, niż trafiają do celu. Takim bumerangiem – na pewno w Polsce, ale nie tylko – są podatki. Panuje powszechna zgoda, że mamy najgorszy system podatkowy w Europie, choć krytykuje się go z różnych, często zupełnie przeciwnych kierunków. Ostatni atak wyszedł ze strony Polski 2050 (albo 51).

Uderzenie miało trafić w czuły punkt, czyli drugi próg podatkowy. Specyfiką polskiego systemu podatków pobieranych od osób fizycznych jest absurdalne ustalanie progów oraz niechęć do ich waloryzacji – elementy, którą łączą rządzących ponad podziałami. Utrzymywanie niezmienionych progów oznacza ukrytą podwyżkę podatków dla tych podatników, którzy mają to szczęście, że ich przychody kroczą razem z inflacją lub nawet chwilowo ją wyprzedzają. Tych szczęściarzy, a zarazem pechowców postanowiła wziąć w obronę Polska, czy raczej jej resztki z kwoty 2050.

Najłatwiej jest zaproponować punktową korektę i na chwilę uszczęśliwić grono pechowców, bo podniesienie progu działa tylko przez „chwilę”, czyli mniej więcej rok, może dwa. Propozycja podniesienia progu o 20 000 zł rocznie, czyli mniej niż 1700 miesięcznie (podstawy opodatkowania), właśnie na tyle sprawi „ulgę”. A czy wnioskodawcy rozważyli konsekwencje poza ukłonem w kierunku niektórych, dosyć licznych podatników? Nie sądzę.

O wiele ambitniejszy projekt przedstawiła Lewica, która chce zmiany podatku od nieruchomości. Tu – w przeciwieństwie do projektu Polski (plus cyferki) – zadowolonych, przynajmniej bezpośrednio, raczej nie będzie, a poszkodowanych niewielu, za to oburzonych więcej niż w polskich „oburzonych”. Ta zmiana akurat pomogłaby miastom, wpłynęła na rynek najmu, również krótkoterminowego, i sprawiła, że system podatkowy stałby się odrobinę bardziej sprawiedliwy. Być może dlatego nikt w koalicji rządzącej tego pomysłu nie popiera, a lokator pałacu prezydenckiego nie obiecuje, że mógłby taką ustawę podpisać.

Generalnie zdolność koalicji do przeprowadzania poważnych i mniej poważnych zmian jest niewielka. W umowie koalicyjnej, o ile ktoś jeszcze o niej pamięta, zapisano następujący passus: „Koalicja zamierza jak najszybciej doprowadzić do powrotu przewidywalności w systemie podatkowym, poprzez ustabilizowanie prawa i przywrócenie dialogu z organizacjami reprezentującymi pracodawców i związkami zawodowymi. Strony Koalicji zgodnie przyznają, że stabilny, przyjazny i sprawiedliwy system podatkowy to warunek niezbędny dla zwiększenia stopy inwestycji w gospodarce. W tym celu strony Koalicji wprowadzą w szczególności zasadę minimum sześciomiesięcznego vacatio legis dla zmian w prawie podatkowym”. Chętnie bym się dowiedział, co wysokie umawiające się strony rozumieją przez „sprawiedliwy system podatkowy”. Jeśli chodzi o coś podobnego do realizowanego „dialogu ze związkami zawodowymi”, to nie spodziewam się znaczących zmian w systemie.

„Barometr prawa” za rok 2025, przygotowany przez Grant Thornton we współpracy z UN Global Compact Network Poland, podaje, że 2025 był rokiem najmniejszych zmian w prawie od 2006 roku. Można zatem powiedzieć, że wbrew zapowiedziom z umowy koalicyjnej Sejm się specjalnie nie wysilał. Po części mogło to wynikać z formalnej zamiany Trzeciej Drogi na dwie osobne ścieżki, jedną polną, a drugą bardziej parkową, po części z obstrukcji prezydentów, a po części z braku porozumienia między partiami tworzącymi koalicję rządzącą. W dodatku coraz bardziej wygląda na to, że sam premier jest osobnym elementem tej koalicji – trochę jak ojciec Wirgiliusz, trochę jak Kronos – zaś ministrowie udają aborygenów słabo wytrenowanych w używaniu bumerangów.

Również na aristoskr.wordpress.com


Felieton jest wyrazem opinii autora. Nie prezentuje stanowiska ZR Małopolskie.

Tekst wart skomentowania? Napisz do redakcji!