Profesury. Felieton Fryderyka Zolla (559)

Profesury. Felieton Fryderyka Zolla (559)

Prezydent Nawrocki mianował kolejnych profesorów. Nadal jednak na swoją nominację czeka prof. Bilewicz, bo Nawrockiemu – jak i jego poprzednikowi – nie podobają się badania profesora nad antysemityzmem.

Z wręczeniem nominacji prezydent Nawrocki generalnie się nie spieszył. Oświadczył ponadto, że będzie się aktywnie przyglądał wnioskom profesorskim: wskazane w nich osoby muszą trzymać się metodologii i nie poddawać się modnym nurtom. Zapowiedział zatem naruszenie chronionej przez Konstytucję wolności akademickiej.

Prezydent nie ma żadnego prawa weryfikować wniosków o mianowanie profesora. Samo jego prawo do takiego mianowania jest konstytucyjnie wątpliwe. Konstytucja tej prerogatywy prezydenta nie wymienia. Oznacza to, że co najmniej niezbędna byłaby tu kontrasygnata premiera. To, że głowa państwa w ogóle mianuje profesorów, jest pozostałością praktyk babki Austrii oraz komunistycznych kompetencji Rady Państwa. W rezultacie nikt z nas, tak zwanych profesorów belwederskich, zapewne nie uzyskał tytułu zgodnie z Konstytucją.

Historia prof. Bilewicza pokazuje bardzo wyraźnie, że nadawanie tytułów profesorskich w Polsce nie może w żadnym wypadku być uprawnieniem polityków, lecz powinno należeć wyłącznie do uniwersytetów. Być może dałoby się jeszcze obronić taką kompetencję prezydencką, gdyby uznać ją za historycznie ukształtowany akt ceremonialny. Prezydent Nawrocki jednak nie rozumie, że ów ceremonialny akt mógłby służyć wzmacnianiu autorytetu tytułu profesorskiego i budowaniu wspólnoty. Nie rozumie, bo nie jest w stanie wypełniać swojego urzędu tak, aby łączyć Polaków.

Jeśli tylko będzie to możliwe, należy znieść tę kompetencję prezydenta, aby chronić konstytucyjną wolność nauki. A środowisko naukowe powinno o wiele aktywniej protestować w obronie prof. Bilewicza. W przeciwnym razie będzie współwinne.


Felieton jest wyrazem opinii autora. Nie prezentuje stanowiska ZR Małopolskie.

Tekst wart skomentowania? Napisz do redakcji!