Granica. Felieton Marcina Nowaka (14)

Granica. Felieton Marcina Nowaka (14)

Słownik języka polskiego określa granicę jako „linię zamykającą lub oddzielającą pewien określony obszar” lub też „linię podziału lub czynniki różnicujące coś”.

Granice bywają fascynujące. Na granicy wody i powietrza można obserwować napięcie powierzchniowe, które bierze się stąd, że cząsteczki wody mają mniej sąsiadów i dlatego na powierzchni wody może pływać igła lub spinacz biurowy. Tę właściwość wykorzystują niektóre owady, które wręcz biegają po wodzie. Inne potrafią nurkować otoczone bańką powietrza utrzymywaną właśnie przez napięcie powierzchniowe.

Granice bywają też uciążliwe, bo ograniczają. Ograniczają dosłownie, fizycznie, ale mogą też ograniczać proces myślowy, mimo że refleksja prowadzi do ciekawych odkryć. Można zaryzykować stwierdzenie, że wszystkie odkrycia na świecie są historią przekraczania granic tego, co dobrze znane lub w pewien sposób rozumiane i opisywane. Co by było, gdyby Kopernik nie podważył teorii Ziemi jako centrum wszechświata, przekraczając usystematyzowaną od lat wizję? Kiedy mówił, że Ziemia kręci się wokół Słońca, większość pukała się w głowę, a sprawujący władzę przez długi czas woleli negować oczywiste dowody i trwać w ustalonym porządku rzeczy.

Moja rodzinna miejscowość znajduje się około 70 kilometrów w linii prostej od granicy ze Słowacją. Dorastałem w końcówce komunizmu i początkach wolnej Polski, przekonany, że „za granicą” to gdzieś bardzo daleko, a dostać się tam jest niezwykle trudno. Wstąpienie Polski do Unii Europejskiej w 2004 roku nie od razu zmieniło to dziecięce wyobrażenie: daleko, a poza tym mówią tam innym językiem, w ogóle za granicą żyją inni ludzie, niekoniecznie dobrze nastawieni do nas. Coraz bardziej dostępne podróże lotnicze sprawiały, że świat się kurczył, ale zagranica pozostawało nadal zagranicą.

Nieoczekiwanie z pomocą przyszła moja rowerowa pasja. Na rowerze czułem się coraz pewniej, dystanse robiły się coraz dłuższe i szukałem nowych inspiracji. Zastanawiałem się, gdzie by tu jeszcze pojechać. Przeglądając mapę, zawadziłem wzrokiem o Jezioro Orawskie i Namestów. Przypomniałem sobie, że byłem tam na wycieczce szkolnej. Pomyślałem, że jest to do zrobienia. Tu jednak wypłynęły obawy, że to przecież za granicą, strasznie daleko, trzeba mieć w telefonie roaming, jeszcze się coś stanie… Za pierwszym razem odpuściłem, ale temat szybko powrócił. Znalazłem wygodny tani pakiet roamingowy, załatwiłem Europejską Kartę Ubezpieczenia wydawaną przez NFZ, a wykupienie jednodniowej polisy rozwiało ostatnie wątpliwości. Z duszą na ramieniu ruszyłem przed siebie, no bo wybierałem się za granicę, na Słowację, i to rowerem! Po tej pierwszej zagranicznej wyprawie przyszły kolejne, z nowymi wariantami trasy, i nagle za granicą stało się bardzo bliskie, tuż obok. Im częściej jeździłem, tym bardziej doceniałem pejzaże, krajobrazy, aż któregoś dnia stwierdziłem: krajobraz ma swoją ciągłość, chmury, podobnie jak ptaki, pomykają na niebie, nie wiedząc, że mijają jakieś granice, dzikie zwierzęta są raz tam, raz tutaj, deszcz równo pada po obu stronach, słońce świeci dokładnie tak samo, trawa jest równie zielona…

Granice są w naszych głowach.


Felieton jest wyrazem opinii autora. Nie prezentuje stanowiska ZR Małopolskie KOD.

Tekst wart skomentowania? Napisz do redakcji!