Chcę Polski szanowanej. Felieton Grzegorza Wiśniowskiego (13)

Chcę Polski szanowanej. Felieton Grzegorza Wiśniowskiego (13)

Marzyliśmy (i nic się tu nie zmieniło) o Polsce szczęśliwej. Słowo „szczęśliwa” jest bardzo ogólne, pojemne, zawierające w sobie wiele cech, na ogół – mam nadzieję – z sobą niesprzecznych.

Wszyscy, również ci popierający odchodzącą partię, zgodzą się zapewne, że aby Polska była szczęśliwa, powinna być szanowana w świecie i mieć możliwość współdecydowania o jego przyszłości.

Ostatnie lata to czas spektakularnej degradacji Polski na arenie międzynarodowej. W żaden sposób nie da się usprawiedliwić tego, co zaszło, a o czym świadczą praktycznie wszystkie prestiżowe rankingi międzynarodowe, ale też takie namacalne rezultaty jak blokada środków finansowych Unii Europejskiej z powodu łamania przez Polskę zasad praworządności. Są i inne oznaki, z którymi każdy rządzący krajem powinien się liczyć, na przykład wpływ na istotne dla świata i regionu sprawy. Ponosimy klęskę za klęską w takich aspektach jak przyszłość Ukrainy związana z jej odbudową, kształt Unii Europejskiej czy polityka klimatyczna, której zasady ustalane są poza nami, ale realizować je będziemy musieli.

Jako laik, ale też – mam nadzieję – świadomy obywatel odważę się przedstawić kilka postulatów, których realizacja mogłaby nas przybliżyć do opisanej na wstępie wymarzonej sytuacji.

Każdy, kto dzisiaj neguje lub lekceważy wskaźniki dokumentujące największy ekonomiczny i cywilizacyjny sukces Polski związany z członkostwem w strukturach unijnych, jest całkowitym dyletantem albo źle Polsce życzy. W naszym interesie leży więc członkostwo i licząca się rola Polski w Unii Europejskiej, ale też wzrost znaczenia i lepsze funkcjonowanie samej Unii. Wobec kryzysu na południu i w następstwie brexitu Polska ma szanse być tu jednym z trzech głównych rozgrywających, obok Niemiec i Francji. Możliwa wydaje się odbudowa i rozbudowa znaczenia Trójkąta Weimarskiego. Polska powinna przyjąć postulaty federalizacji Unii z zachowaniem zasady pomocniczości. Niech Unia decyduje o wszystkim, co przerasta możliwości poszczególnych państw, na przykład o standardach handlu międzynarodowego, o harmonizowaniu systemów podatkowych, opodatkowaniu biznesów ponadpaństwowych, wsparciu dla poszczególnych sektorów gospodarki i pojedynczych firm czy też o wielu kwestiach polityki zagranicznej (między innymi po to, by jakiś autokratyczny lider, taki jak Orban, nie torpedował nakładania sankcji na kraje napadające zbrojnie na sąsiadów), a nawet o polityce obronnej. Mówienie bowiem o tym, że w dającej się przewidzieć przyszłości będziemy mieć armię zdolną się przeciwstawić wschodniemu sąsiadowi, to niebezpieczne mrzonki. Jesteśmy w stanie obronić się przed Rosją wyłącznie jako członek NATO, a w związku z możliwością dojścia do władzy w USA takich niestabilnych liderów jak Trump musimy dążyć do wzrostu znaczenia sojuszu wojskowego państw europejskich. Nie wątpię, że wspólny interes ekonomiczny i jak najbliższa współpraca w ramach członkostwa mogą być istotnym gwarantem bezpieczeństwa militarnego. Poza umowami kraje Unii powinny widzieć własną korzyść w potencjalnej obronie Polski – ze wzajemnością, rzecz jasna.

Do agendy spraw unijnych dorzuciłbym pomysł, by Polska dotknięta niebezpieczeństwem autorytarnych rządów wystąpiła jednostronnie z deklaracją, że gdy struktury unijne przedstawią jakiemuś krajowi zarzuty w zakresie łamania praworządności i praw człowieka, nie będziemy się sprzeciwiać stosowaniu uchwalonych sankcji, w tym zawieszeniu tego kraju w prawach członka. Niech potencjalni autokraci wiedzą, że Polska nie skorzysta z prawa weta, by ich bronić tak, jak to robiły Węgry Orbana i Polska Kaczyńskiego.

Uważam również, że obecnie właśnie ze względów bezpieczeństwa należy określić perspektywę wejścia do strefy euro. W tej sprawie trzeba przede wszystkim podjąć działania (i jest to zadanie na całą kadencję), by spełnić warunki przystąpienia do strefy. Ich osiągnięcie jasno też udowodni, że mamy zdrową, dobrze rozwijającą się gospodarkę, zaś wejście do strefy to jedynie kwestia sprostania wymogom formalnym (w tym konieczności zmiany Konstytucji) oraz wyboru najlepszego momentu na ten ruch. Od razu można również prowadzić akcję mającą na celu objaśnienie społeczeństwu skutków wejścia do strefy, w tym przeciwdziałanie propagandzie, że wprowadzenie euro oznacza wzrost inflacji. Wejście do strefy euro da Polsce możliwość współdecydowania o sprawach, w których jako kraj nie uczestniczymy, choć efekty podejmowanych decyzji i tak nas dotyczą. Lepiej decydować o jadłospisie, niż być w menu.


Felieton jest wyrazem opinii autora. Nie prezentuje stanowiska ZR Małopolskie KOD.

Tekst wart skomentowania? Napisz do redakcji!