Mój dobry znajomy z frontu wojny ukraińsko-moskalskiej, napisał do mnie z miejsca, w którym toczą się bardzo intensywne walki, i zapytał zbulwersowany, co dzieje się z polskim Trybunałem Konstytucyjnym.
Ukraińcy martwią się sytuacją w Polsce. Dobrze rozumieją, jakie znaczenie dla stabilności Zachodu, a tym samym dla stabilności całego zaplecza frontu, ma polityczna stabilność w naszym kraju. Polska zajęta tylko sobą, generująca konflikty coraz mniej zrozumiałe dla zewnętrznych obserwatorów, jest na rękę Moskwie.
Dzisiejsza Polska przedstawia przedziwny obraz. Z jednej strony jest to kraj nieprawdopodobnego sukcesu ekonomicznego, kraj, który chyba w największym stopniu z wszystkich obecnie krajów UE korzysta na europejskiej integracji. Z drugiej strony jest to kraj katastrofalnego rozpadu instytucji. Przede wszystkim zdruzgotana jest władza sądownicza, z tym że na przykład o służbie cywilnej już nikt nie pamięta.
Rozpoczęta przez PiS w 2015 roku antypaństwowa rewolucja pokazuje teraz swoje druzgocące dla naszej państwowości oblicze (pojęcia rewolucji używam tutaj w znaczeniu prawniczym). Dokonany w 2015 roku zamach na Trybunał Konstytucyjny, decyzja idiotyczna także z punktu widzenia interesu politycznego PiS, przerwał ciągłość prawną państwa. Trybunał będący w naszym systemie instytucją, od której zależy obowiązywanie Konstytucji, został całkowicie pozbawiony autorytetu i legitymacji do orzekania o czymkolwiek. Podległa Kaczyńskiemu prezes TK, która ładnie śpiewała i gotowała dla prezesa partii, zrobiła z Trybunału pośmiewisko. Wydawanie orzeczeń bez jakiejkolwiek podstawy prawnej, rozstrzyganie nieistniejących sporów kompetencyjnych, wydawanie kuriozalnych zabezpieczeń, manipulowanie składami ośmieszyło ten sąd do reszty. Wadliwie wybrany na prezesa (którym nigdy nie został) poplecznik zbiega Ziobry, PiS-owski prokurator Święczkowski zarządzał już tylko zgliszczami.
Demokratyczny rząd trafnie przyjmował, że tej instytucji nie ma, skoro przestała odpowiadać jakiemukolwiek wzorcowi konstytucyjnemu. Trybunał zanikł, dlatego właściwe było niedrukowanie stanowisk osób wchodzących w skład klubu pana Świeczkowskiego oraz niewypłacanie im wynagrodzeń. Należało w tej sprawie zachować konsekwencję. Tej jednak zabrakło, a obecna władza traktowała Trybunał Konstytucyjny jak coś w rodzaju kota Schrödingera: jak instytucję, która jednocześnie jest i której nie ma.
Do nieistniejącej instytucji wybrano sędziów. Rozważania, czy prezydent powinien przyjąć od nich ślubowanie, są trochę jałowe. Gdyby Trybunał istniał, Karol Nawrocki musiałby ślubowanie przyjąć i byłoby to możliwe także bez jego udziału, bo Prezydent RP nie ma żadnej kompetencji w rozstrzyganiu, kto jest sędzią Trybunału Konstytucyjnego. Jałowy jest też spór o to, czy można zawiesić Świeczkowskiego w wykonywaniu jego funkcji. Po pierwsze, Święczkowski został wadliwie wybrany, po drugie wobec braku Trybunału uzurpował sobie co najwyżej prawo administrowania budynkiem przy Al. Szucha.
Celem wszystkich działań dotyczących Trybunału powinno być odtworzenie instytucji, której autorytet będą szanowali wszyscy. Obecne działania demokratycznej władzy nie zbliżają nas do tego celu. Jedynym rozwiązaniem jest zawarcie narodowego kompromisu i rozpoczęcie od nowa. Sygnały w tej sprawie wysyłał i prezydent Nawrocki, i wicemarszałek Horała, i różne partie opozycji od Razem po Konfederację. Nawet jeżeli propozycję te nie są szczere, należy je wziąć za dobrą monetę, bo polityczna cena braku woli kompromisu może być bardzo wysoka.
Konieczna jest zmiana Konstytucji ograniczona wyłącznie do TK. Powinno się wybrać sędziów apolitycznych, którzy od dawna nie są członkami partii, nie zasiadali w parlamencie ani w rządzie. Powinni mieć co najmniej habilitację. Każdy klub zgłaszałby ich liczbę proporcjonalnie do swojej wielkości, przynajmniej w pierwszym rozdaniu. Na początek należałoby przewidzieć kadencje różnej długości.
Tylko tak możemy ruszyć z miejsca. Ten spór musi być wyjęty spod bieżącej polityki. Jego obraz rujnuje pozycję Polski wśród krajów demokratycznych, pozbawia nas w kluczowym momencie dyplomatycznej siły. Jest czas przedwojenny. Nie możemy się dłużej wzajemnie niszczyć, bo skończy się to katastrofą. Jej ryzyko widzą nawet walczący na pierwszej linii ukraińscy żołnierze.
| Wesprzyj Ukrainę poprzez Fundację na rzecz Kongresu Katoliczek i Katolików (wpłaty z dopiskiem „Ukraina”) | ![]() |
![]() Wspieramy walczących w Ukrainie |
„Akcja Zima”![]() |
![]() |
Felieton jest wyrazem opinii autora. Nie prezentuje stanowiska ZR Małopolskie.



