Pancerny mechanizm większości 2/3. Dlaczego polski Trybunał potrzebuje niemieckiego klucza? Felieton Kazimierza Dawidka (5)

Pancerny mechanizm większości 2/3. Dlaczego polski Trybunał potrzebuje niemieckiego klucza? Felieton Kazimierza Dawidka (5)

Niemiecki Trybunał Konstytucyjny to wzór stabilności w UE dzięki jednej zasadzie: sędziów wybiera się tu większością dwóch trzecich głosów. W Polsce decyduje zwykła większość Sejmu, co zamienia sądy w polityczny łup. Czas na radykalną zmianę Konstytucji i wprowadzenie trzystopniowego sita wyborczego.

W świecie zachodnich demokracji fundamentem stabilności jest zasada, że instytucje chroniące konstytucję nie mogą być własnością jednej partii. Niestety, w Polsce od lat przerabiamy ten sam destrukcyjny scenariusz, w którym Trybunał Konstytucyjny staje się politycznym łupem. Jeśli szukamy ratunku i wzoru do naśladowania, musimy spojrzeć na systemy, które przed partyjną żarłocznością zabezpieczyły się w sposób bezkompromisowy.

Niemiecki model wyboru sędziów Federalnego Trybunału Konstytucyjnego uchodzi za najbardziej udany i stabilny w całej Unii Europejskiej. Dlaczego? Ponieważ jego sercem jest bezwzględny wymóg większości dwóch trzecich głosów przy nominacji każdego sędziego. Połowę składu wybiera Bundestag (parlament centralny), a połowę Bundesrat, czyli izba reprezentująca rządy poszczególnych landów (krajów związkowych). W obu tych izbach bez poparcia dwóch trzecich posłów lub delegatów nikt nie założy sędziowskiej togi.

Ten genialny bezpiecznik sprawia, że żadna rządząca koalicja nie jest w stanie samodzielnie obsadzić Trybunału. System zmusza polityków zwalczających się na co dzień obozów, by zasiedli przy jednym stole i wypracowali kompromis. Efekt? Sędziami w Karlsruhe zostają wybitni profesorowie i umiarkowani prawnicy o niepodważalnym autorytecie, a nie osoby politycznie ukierunkowane. Co więcej, nad bezpieczeństwem całego ustroju czuwa w Niemczech Verfassungsschutz – Federalny Urząd Ochrony Konstytucji, cywilna służba specjalna działająca jako kontrwywiad, którego jedynym zadaniem jest monitorowanie i neutralizowanie radykałów próbujących legalnymi metodami zniszczyć demokratyczny ład od środka.

Czy istnieje system jeszcze lepszy? Niektóre państwa, na przykład Włochy, również stosują podwyższoną większość (dwie trzecie lub trzy piąte głosów) i rozpraszają nominacje między parlament, prezydenta i same sądy najwyższe. Jednak to model niemiecki dzięki idealnemu zbalansowaniu głosu regionów (Bundesratu) z parlamentem oraz zabetonowaniu go większością dwóch trzecich pozostaje niedoścignionym wzorem odporności na kryzysy.

Przenieśmy teraz wzrok na polskie podwórko. Kontrast jest porażający, a wady wyboru sędziów do naszego Trybunału Konstytucyjnego są wręcz strukturalną wadą fabryczną.

  • Grzech pierworodny obecnej ustawy zasadniczej to zasada zwykłej większości głosów w Sejmie. Do wyboru sędziego TK w Polsce wymagana jest bezwzględna większość, czyli w praktyce 231 posłów. Wystarczy sprawny układ koalicyjny, by w jedno popołudnie przepchnąć kolanem dowolnego, nawet najbardziej kontrowersyjnego kandydata. Taki układ nie rodzi kompromisu, rodzi dyktat silniejszego.
  • W obecnej procedurze Senat, całkowicie zmarginalizowany, w ogóle nie bierze udziału w wyborze sędziów TK. Druga izba parlamentu, która z założenia miała być miejscem zadumy, refleksji i stabilizacji prawa, przy kluczowych nominacjach ustrojowych zostaje sprowadzona do roli niemego widza.
  • Prezydent RP zyskał niedopuszczalny wpływ na wybór sędziów TK. Choć rola prezydenta teoretycznie ogranicza się tu do odebrania ślubowania, historia pokazała, że poprzez odmowę lub opóźnianie tej procedury głowa państwa może paraliżować działanie organu konstytucyjnego, lub brać udział w jego politycznym przejmowaniu. W suwerennej demokracji rola jednego człowieka w procedurze powoływania sędziów konstytucyjnych powinna być całkowicie wyeliminowana lub sprowadzona do czystego, automatycznego aktu notarialnego.

W nowej architekturze ustrojowej Polski wybór zwykłą większością oraz uznaniowy wpływ prezydenta muszą stać się absolutnie niedopuszczalne. Ratunkiem jest radykalna zmiana Konstytucji i wprowadzenie trzystopniowego mechanizmu wyboru sędziów TK. Nowy system opierałby się na potrójnym sicie nominacyjnym, w które włączone byłyby trzy niezależne od siebie instancje: Sejm, Senat (który musi wreszcie odzyskać należną mu rolę w kreowaniu organów państwa) oraz Rada Samorządów (nowo powołany konstytucyjny organ zrzeszający przedstawicieli polskich regionów i miast, działający na wzór niemieckiego Bundesratu). Kandydat na sędziego musiałby uzyskać większość dwóch trzecich głosów w każdej z tych trzech instancji osobno.

Dopiero takie rozwiązanie trwale odpolityczni wymiar sprawiedliwości. Zamiast plastikowego zatrzasku, który każda kolejna ekipa u władzy może wyłamać według własnego widzimisię, zbudujemy betonowy schron dla praworządności. Bez zgody opozycji, bez zgody drugiej izby i bez akceptacji ze strony regionów nikt nie dostanie prawa do orzekania o kształcie polskich ustaw. Czas przestać pudrować stary system – czas wdrożyć sprawdzony, twardy mechanizm większości dwóch trzecich.


Felieton jest wyrazem opinii autora. Nie prezentuje stanowiska ZR Małopolskie.