Czy zdrowie mieszkańców jest dla krakowskich samorządowców ważne? Na razie trudno to ocenić. Kwestia ta raczej nie znajduje się na szczycie hierarchii ważności. A najgłośniej w przestrzeni publicznej słychać głosy skrajnie nieodpowiedzialne.
Polską politykę zdominowało myślenie magiczne. To chyba efekt bezradności intelektualnej polityków, a może i większości społeczeństwa. Wiara w magię może nawet przynieść sukces, choć niekoniecznie tym, którzy wierzą najmocniej. Częściej tym, którzy wiedzą, jak się tą wiarą posługiwać.
W Krakowie nastąpiło starcie dwóch sfer magicznych. Do jednej należeli wierzący w metro, czy raczej w jego budowę, a do drugiej – walczący z szatańską Strefą Czystego Transportu. Zwyciężyli, i to podwójnie, czarnoksiężnicy walczący ze strefą. Siła przekazu była odwrotnie proporcjonalna do uciążliwości strefy. To nic nowego, że najłatwiej się walczy ze słabym przeciwnikiem, w dodatku takim, któremu nikt nie przyjdzie z odsieczą. No, prawie nikt, bo przecież w walce czarnoksiężników racjonalne i naukowe narzędzia nie mają racji bytu.
Ale pokonać wrogich magików to jedno, a zniszczyć smoka, czyli strefę, to drugie. Świeżo powołany zastępca prezydenta ma się zająć pokonaniem SCT poprzez referendum. Referendum gminne zarządza Rada Miasta lub odbywa się ono na wniosek 10% uprawnionych do głosowania mieszkańców gminy. Uprawnionych do głosowania w Krakowie jest prawie 580 tysięcy, czyli pod wnioskiem powinno się podpisać niecałe 58 tysięcy. Dla organizatorów referendum to nie pierwszyzna, a przy referendum odwoławczym zebrano podpisy 130 tysięcy mieszkańców.
Sama Rada Miasta Krakowa niechętnie broni swojej decyzji o ustanowieniu SCT, za strefą nie opowiadał się też żaden ze startujących w przedterminowych wyborach na prezydenta miasta. Wszyscy chcieli ją ograniczać, a nawet likwidować. Może więc prezydent znajdzie wspólny język z radnymi, tym bardziej że referendum w sprawie SCT może się okazać prawnie wadliwe. Zgodnie z orzeczeniami NSA bowiem referendum w sprawie decyzji podjętych uchwałą Rady, a poprzedzonych obowiązkowymi konsultacjami społecznymi, jest niedopuszczalne. O czym zastępca prezydenta jako prawnik, a nawet i sam prezydent powinni wiedzieć.
Rada może oczywiście samodzielnie lub na wniosek prezydenta wprowadzić zmiany w organizacji SCT. Może strefę skorygować lub ograniczyć. Swoją drogą, zgłaszany przez niektórych postulat ograniczenia SCT do obszaru wewnątrz I Obwodnicy w zasadzie oznacza jej likwidację.
Przy rozważaniach prawnych – a warto pamiętać, że obowiązek ustanowienia strefy wynika z przepisów prawa UE – nie bierze się pod uwagę celów, jakie SCT ma realizować. Strefa mianowicie ma ograniczyć ruch samochodowy i w efekcie służyć zredukowaniu emisji zanieczyszczeń, głównie dwutlenku azotu, ale również pyłu zawieszonego. Dzięki radnym oraz (eks-)prezydentowi Miszalskiemu mieszkańcy miasta uniknęli wszelkich obowiązków związanych z funkcjonowaniem strefy. Uznano, że uniemożliwienie wjazdu „obcych” samochodów wystarczy. Typowa filozofia: to „obcy” są źli, nawet jeśli my jesteśmy tacy sami jak oni, czyli w tym wypadku jeździmy takimi samymi samochodami.
To, czy strefa spełni zakładane cele, czyli doprowadzi do obniżenia poziomu zanieczyszczeń, okaże się, gdy będziemy dysponowali danymi za ten rok. Wszyscy jednak zapominają, że od 2030 roku będą obowiązać inne normy, dużo niższe niż obecnie. Jednak nawet normy to pewne dopuszczalne granice, a szkodliwość zanieczyszczeń nie znika, nawet gdy utrzymują się w takich granicach. Po prostu szkodzą wtedy odrobinę mniej i odrobinę wolniej.
Czy zdrowie mieszkańców jest dla krakowskich samorządowców ważne? Na razie trudno to ocenić. Kwestia ta raczej nie znajduje się na szczycie hierarchii ważności. A najgłośniej w przestrzeni publicznej słychać głosy skrajnie nieodpowiedzialne.
Również na aristoskr.wordpress.com
Felieton jest wyrazem opinii autora. Nie prezentuje stanowiska ZR Małopolskie.