Taka gmina. Felieton Adama Jaśkowa (245)

Taka gmina. Felieton Adama Jaśkowa (245)

Ze strony kolejnych rządów nie było dotychczas widocznych prób przygotowania władz samorządowych na dramatyczne zmiany demograficzne. Mamy tylko do czynienia z reakcjami post factum, jak w sprawie porodówek czy lokalnych szkół. Takie działania w zasadzie tylko przyspieszają procesy migracyjne, skłaniając do ucieczki tych mieszkańców, którzy jeszcze są w stanie uciec.

Krzyż, chałupy i krowina, taka gmina. Od komina do komina wiater hula, deszcz zacina”. Piosenka Jeremiego Przybory (i oczywiście Jerzego Wasowskiego) ułożona dla Kabaretu Starszych Panów była realistycznym opisem wielu gmin z lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Gwoli precyzji, lata siedemdziesiąte to okres od roku 1961 do 1970, teraz więc żyjemy w latach trzydziestych wieku XXI. Niedługo może się okazać, że „takie” gminy to większość, a już dziś o „taką” gminę nietrudno.

Prof. Hausner przypomina swój raport o samorządach, z którego dosyć jasno wynika, że nie da się utrzymać w Polsce 2,5 tysiąca gmin, czyli tylu, ile mamy dziś:

„Do realizacji [ustawowych] zadań [gminy] i ich udźwignięcia niezbędny jest określony potencjał ekonomiczny takiej jednostki. Im więcej mieszkańców, tym więcej środków własnych dla gminy z podatków. Ale z powodu zmian demograficznych i migracji dochody małych gmin są coraz niższe. Jednocześnie z każdym rokiem skala zadań się zwiększa, a potrzebne nakłady na ich realizację są coraz wyższe” (Jerzy Hausner dla Portalu Samorządowego, 27 stycznia 2026).

Tak naprawdę zakres ustawowych zadań – troski o bezpieczeństwo, obronę cywilną, infrastrukturę komunikacyjną i transportową, oświatę, zdrowie – był dla wielu gmin niemożliwy do realizacji już wtedy, gdy powstawała reforma samorządowa. Były to w większości gminy wiejskie na obszarach nisko zurbanizowanych i z przewagą rozdrobnionych gospodarstw rolniczych, co sprawiało, że mało kto się nimi interesował, nawet nie PSL roszczące sobie prawo do reprezentowania wsi i rolników. Strukturalne zmiany nie interesowały później również PiS, które wolało kupować sobie głosy incydentalnymi inwestycjami, a w końcówce rządów nawet tylko tekturowymi czekami bez pokrycia.

Sytuacja finansowa gmin się pogarsza, a wykazy gmin zadłużonych nie odzwierciedlają skali problemu. Biedne gminy mają do wyboru dwie drogi postępowania: ograniczać realizowane zadania do wysokości dochodów, a nie do publicznych potrzeb albo próbować utrzymać zakres realizowanych zadań przez zadłużanie się. Obie drogi prowadzą do katastrofy – pierwsza do ucieczki mieszkańców w poszukiwaniu miejsc, gdzie zdołają urzeczywistnić swoje aspiracje. Już teraz ten odpływ mieszkańców jest problemem niemal ogólnopolskim. Druga droga prowadzi do wprost do bankructwa.

Ograniczanie realizacji zadań powoduje przyspieszenie procesów migracyjnych i dalsze rozwarstwienie sytuacji ekonomicznej między regionami. Prof. Hausner sugeruje, że należałoby opracować minimalne standardy realizowania polityk publicznych przez gminy, a pewnie i przez wszystkie jednostki samorządowe. Gminy, które nie byłyby w stanie spełnić tych standardów, miałyby przed sobą proces likwidacji lub połączenia z inną gminą. Pytanie, czy dwie lub trzy słabe gminy zagrożone bankructwem poradziłyby sobie lepiej niż jedna.

Istnieje jeszcze inna droga, łatwiejsza, choć na pewno podążanie nią wzbudziłoby nie mniej, ale nawet więcej kontrowersji. Skoro gminy w większości nie są w stanie realizować nałożonych na nie zadań, to może większość tych zadań trzeba przenieść na poziom powiatów, oczywiście razem z finansowaniem. Nie pomoże to, rzecz jasna, mieszkańcom części gmin, ale może być drogą do utrzymania, a nierzadko poprawy realizacji zadań publicznych. W dodatku system sprawowania władzy w powiatach jest dużo bardziej demokratyczny, tam radni mają szansę realnie kontrolować władzę wykonawczą. Niejako przy okazji można by przyspieszyć proces łączenia powiatów grodzkich z wiejskimi.

Ze strony kolejnych rządów nie było dotychczas widocznych prób przygotowania władz samorządowych na dramatyczne zmiany demograficzne. Mamy tylko do czynienia z reakcjami post factum, jak w sprawie porodówek czy lokalnych szkół. Takie działania w zasadzie tylko przyspieszają procesy migracyjne, skłaniając do ucieczki tych mieszkańców, którzy jeszcze są w stanie uciec.

W efekcie będziemy mogli się chwalić tym, że wielkie miasta nie tracą mieszkańców, zamkniemy natomiast oczy na to, że niedługo miasta te będą otoczone pustkowiem.

Również na aristoskr.wordpress.com


Felieton jest wyrazem opinii autora. Nie prezentuje stanowiska ZR Małopolskie.

Tekst wart skomentowania? Napisz do redakcji!