Zgubione prawa. Felieton Joanny Hańderek (32)

Zgubione prawa. Felieton Joanny Hańderek (32)

Niedawne telewizyjne wypowiedzi ministra Michała Wójcika okraszone żarcikiem: „Proszę mi mówić «Marysia Wójcik»”, to popis nie tylko ignorancji, ale i braku szacunku dla drugiego człowieka – czyli typowa postawa obecnego rządu wobec gorszego sortu i wszystkich tych, którzy nie mieszczą się w konwenansach i założeniach PiS‑u. W moim felietonie zastanawiam się, co oznacza ta nienawiść do środowisk LGBT i do czego prowadzi takie pomijanie praw nie tylko osób transpłciowych, ale tak naprawdę nas wszystkich dążących do normalności.

Minister w kancelarii premiera Michał Wójcik w wywiadzie z Moniką Olejnik długo i stanowczo przekonywał Polki i Polaków, że płci nie można sobie wybrać. Opowiadał, jak to niszczy się dziecko, gdy pozwala mu się decydować, kim jest, jakie ma nosić imię, jakiej jest płci. Według ministra Wójcika nie wolno ustąpić chłopcu, który mówi, że jest dziewczynką, nie wolno nazywać dziewczynki męskim imieniem, gdy tego sobie życzy. Cała Polska mogła usłyszeć, jak na pytania Moniki Olejnik minister w kancelarii premiera ze złośliwym uśmiechem powtarza mocą swojego urzędu i z całym przekonaniem, że dzieci i osoby transpłciowe nie istnieją.

Rozumiem, że dziennikarz czy dziennikarka powinni być obiektywni i niezależni. Rozumiem, że ich zadaniem jest wydobyć jak najwięcej informacji od osób, z którymi przeprowadzają wywiady, w tym od polityków i polityczek. Pojawia się jednak pytanie, czy każdą treść należy upubliczniać – również treść niebezpieczną, zagrażającą ludzkiej psychice i życiu. Czy na tym polega wolność słowa, że przed kamerą swobodnie atakuje się kłamliwie drugą osobę? Redaktor Kolenda-Zalewska przerwała kiedyś wywiad z człowiekiem, który uporczywie twierdził, że LGBT to nie ludzie, a ideologia. Jej gest stał się od razu mocnym etycznym świadectwem: redaktor pokazała, że nie pozwoli, by w jej programie, w prowadzonym przez nią wywiadzie, niszczono ludzi. Redaktor Monika Olejnik, choć zniesmaczona, wywiad poprowadziła do końca, a miliony ludzi przed telewizorami usłyszały kłamstwa i złośliwości pod adresem ludzi i tak już pokrzywdzonych przez los, i tak już napiętnowanych w naszym kraju. Dla mnie była to przerażająca lekcja nietolerancji i nienawiści, niestety nie powstrzymana przez rzetelne działanie dziennikarskie.

Minister Michał Wójcik jest z wykształcenia prawnikiem, studiował na wydziale prawa i administracji Uniwersytetu Śląskiego, ukończył też studia podyplomowe w Wyższej Szkole Bankowości i Finansów w Katowicach. Dwa kierunki, lata nauki, powinien więc umieć zdobywać wiedzę, czytać i słuchać ze zrozumieniem. Widać jednak, że nauka poszła w las. Pan minister albo nic nie czytał i z nikim nie rozmawiał o transpłciowości, albo dane medyczne i psychologiczne przeglądał bez zrozumienia (co też byłoby porażką edukacyjną). Jedno jest pewne: ten pan nie jest ani lekarzem, ani psychologiem, ani pedagogiem, nie ma więc podstaw, by mówić cokolwiek o transpłciowości. Przeraża w tym wszystkim nie tylko zamknięty światopogląd ministra polskiego rządu, ciasnota myśli i brak wiedzy fachowej, ale również fakt, że ten człowiek długo pracował na rzecz dzieci, a w Ministerstwie Sprawiedliwości zajmował się ich ochroną prawną. Wprawdzie interesował się głównie tym, czy polskie dzieci pozostają polskie, ale dobro dziecka przynajmniej deklaratywnie miało być temu panu bliskie.

Obecnie w naszym kraju trwa nagonka na osoby transpłciowe, na wszystkich tych, którzy nie mieszczą się w normach binarnego, męskocentrycznego obrazu. Polak-katolik, heteroseksualny to norma. Wszyscy inni mają udawać, że ich nie ma, wszyscy inni mają się podporządkować. Od dawna prześladuje się u nas osoby LGBT. Osoby transpłciowe nigdy nie otrzymywały systemowej pomocy, a obecnie są tępione i napiętnowane. Dzieci i młodzież transpłciowa w polskich szkołach przechodzą piekło stygmatyzacji, wyszydzania, odrzucenia i nienawiści. Rośnie liczba depresji i samobójstw. Wielu rodziców nie dostaje wsparcia psychologicznego (nie wspominając o finansowym) i nie potrafi pomóc swoim dzieciom w okresie tranzycji. Prawo skonstruowane jest według heteroseksualnej normy, dlatego osoby transpłciowe muszą podawać swoich rodziców do sądu, by tam uznali, że błędnie zidentyfikowali płeć dziecka. Jest to procedura upokarzająca i krzywdząca dla obu stron. Osoby po tranzycji nieraz nie mogą zmienić swoich danych personalnych, kiedy ich rodzice nie godzą się z tranzycją i w sądzie składają oświadczenie, że identyfikując płeć dziecka, nie popełnili pomyłki. W wielu środowiskach osoby, które skorygowały swoją płeć i odzyskały właściwe dla siebie ciało, są nadal wykluczane. Atmosfera nienawiści wobec ludzi klasyfikowanych jako inni gęstnieje. Ataki na osoby homoseksualne czy transpłciowe przybierają na sile.

W tym świetle, w obecnej sytuacji osób transpłciowych w Polsce, słowa ministra Wójcika są jak zatrzaśnięcie drzwi do normalności, jak odebranie ludziom nadziei, że państwo – ich państwo – będzie chronić nas wszystkich, że stanie się bezpiecznym dla każdego domem. Jest to dalszy ciąg siania nienawiści i ksenofobii. Te słowa – ta drwina i pogarda ignoranta, który nie ma pojęcia, o czym mówi, ale czuje, że ma władzę i może powiedzieć wszystko – dobitnie podsumowują styl rządzenia PiS‑u. Przykre, że taka wypowiedź padła w telewizji i to z ust ministra w kancelarii premiera. PiS łamie Konstytucję, łamie prawo, łamie prawa człowieka, a tym samym odbiera nam normalność, przekreśla nasze szanse na równość dla nas wszystkich.


Felieton jest wyrazem opinii autorki. Nie prezentuje stanowiska ZR Małopolskie KOD.

Tekst wart skomentowania? Napisz do redakcji!