Szwejkowy Trybunał. Felieton Andrzeja Kowalczyka (5)

Szwejkowy Trybunał. Felieton Andrzeja Kowalczyka (5)

— A to nam rozbili Trybunał Konstytucyjny – rzekła zatroskana prawniczka do pana Szwejka, który opuściwszy przed laty, gdy uznano go za idiotę, pracę protokolanta sądowego, utrzymywał się teraz z handlu wróżbami przez Internet.

— Który Trybunał, proszę pani? – zapytał Szwejk, nie przestając masować skroni. — Ja znam dwa Trybunały Konstytucyjne: jeden jest opisany w krótkiej książeczce Konstytucja RP, ale w praktyce nie działa, bo nie jest prawidłowo obsadzony sędziami,  drugi jest obsadzony, choć nieprawidłowo, i też właściwie nie działa.

— Ależ proszę pana, w nocy większość sejmowa wybrała na sędziów Trybunału Stanisława Piotrowicza i Krystynę Pawłowicz, funkcjonariuszy partii rządzącej. W poprzedniej kadencji Sejmu oboje wielokrotnie przepychali przez Sejm niekonstytucyjne projekty ustaw.

— Jezus Maria! – zawołał Szwejk. — A to dobre! Piotrowicz i Pawłowicz będą dla tego nowego Trybunału jak Piotr i Paweł dla Kościoła. Natchną go całkiem nową prawdą i wiarą w Prezesa, który jest tylko jeden. Juści, tacy głosiciele nowych prawd mogą sobie na to pozwolić i nawet nie pomyślą, jak to może się skończyć nieszczęśliwie. I jeszcze do tego na al. Szucha, to jest w Warszawie, proszę pani. To mi przypomina taką jedną historię…