Przywrócenie konstytucyjnego ładu po puczu. Felieton Fryderyka Zolla (489)

Przywrócenie konstytucyjnego ładu po puczu. Felieton Fryderyka Zolla (489)

Ostatnie wydarzenia dotyczące TVP wywołują pytania o legalność podjętych działań. A jest to jedynie preludium, bo w kolejce do rozwiązania czekają problemy o wiele poważniejsze, takie jak Trybunał Konstytucyjny czy Krajowa Rada Sądownictwa i nielegalnie wybrani sędziowie.

Od 2015 roku PiS przeprowadzał w Polsce pucz, zrywając praktycznie prawną ciągłość państwa. Utworzono cały szereg niekonstytucyjnych instytucji, takich jak Rada Mediów Narodowych. W wyniku puczu mamy obecnie w Polsce niekonstytucyjny stan prawny, którego państwo utrzymywać nie może. A ponieważ w niekonstytucyjnym stanie prawnym z istoty rzeczy nie istnieje procedura przywracania konstytucyjności, nowy rząd stoi przed wyzwaniem, jak tę konstytucyjność przywrócić.

Jedną z metod byłby rodzaj okrągłego stołu – rozwiązanie zapewne najlepsze jako budujące zgodę na przyszłość. Złagodzoną wersją byłaby próba porozumienia się z prezydentem, na wzór tej z 1989 roku. Różnica w stosunku do tamtego okresu wydaje się jednak zasadnicza, ponieważ członkowie obozu PiS-u nie godzą się na demokratyzację. Już po wyborach prezydent Andrzej Duda powołał znaczną liczbę neosędziów, pogłębiając niekonstytucyjny stan prawny. Pokazał przez to, że nie jest gotowy do negocjowania sposobu przywrócenia konstytucyjności. Tego samego dowodzą dwa prezydenckie listy do Sejmu.

Gdyby pojawiła się jakaś szansa współpracy z prezydentem, trzeba z niej skorzystać. Przede wszystkim jednak należy przywrócić konstytucyjność instytucji państwa, w tym mediów publicznych. Droga do przywrócenia stanu konstytucyjności nie ma precedensu i jest pełna ryzyka, ale jeszcze większym ryzykiem byłoby zamrożenie stanu niekonstytucyjności. Państwo w takich warunkach nie może legalnie funkcjonować, a wobec braku Trybunału Konstytucyjnego spełniającego standard konstytucyjności nie można zgodnie z procedurą stwierdzać niekonstytucyjności aktów prawnych. Kroki podjęte przez rząd w odniesieniu do TVP przyniosą natomiast pozytywne rezultaty tylko wtedy, gdy stan konstytucyjności zostanie rzeczywiście przywrócony. W wyniku tych działań musi powstać telewizja absolutnie niezależna, patrząca rządzącym na ręce.

W latach dziewięćdziesiątych pracowałem w powołanym przez ministra Emila Wąsacza zespole, który starał się przygotować model w pełni niezależnej telewizji publicznej. Proponowaliśmy, aby niezbywalne akcje TVP zostały przydzielone uniwersytetom państwowym, czyli instytucjom należącym do państwa, ale autonomicznym i zdecentralizowanym. Władza nie miałaby wtedy prostego dostępu do TVP. Można dyskutować, czy dziś te rozwiązania są aktualne. Niewątpliwie jednak konieczne jest stworzenie instytucji odpowiednio zabezpieczonej przed rządowym zamachem.

W przyszłości telewizję publiczną obroni tylko jej wysoka jakość, pełna niezależność od polityków, a także pluralizm. W programie takiej telewizji muszą się odnaleźć również wyborcy PiS-u. Jedynie wówczas obecne działania będzie można usprawiedliwić.


Felieton jest wyrazem opinii autora. Nie prezentuje stanowiska ZR Małopolskie.

Tekst wart skomentowania? Napisz do redakcji!