Mój sen o Polsce. Felieton Elżbiety Talar (4)

Mój sen o Polsce. Felieton Elżbiety Talar (4)

Miałam sen. Sen był bardzo wyraźny. Czułam się w nim szczęśliwa i całkowicie bezpieczna. Otulona troską innych ludzi. Nie martwiłam się o swoją przyszłość ani o przyszłość mojej rodziny.

Radośnie i z pełnym spokojem patrzyłam na kraj, w którym żyję. Kraj piękny i bogaty, w którym ludzie wiedzą, jak osiągnąć sukces, i podejmują właściwe decyzje.

W moim śnie Polska była krajem mądrym, poważanym przez inne narody wewnątrz europejskiej rodziny i w świecie. Jej obywatele potrafili wykorzystywać szanse wynikające z jej położenia i zasobów.

Polacy wspierali się nawzajem, aby wspólnie osiągać cele, których nie udałoby się osiągnąć w pojedynkę. Dzięki ich przedsiębiorczości i pracowitości kraj był silny i stabilny gospodarczo. Grupa wyspecjalizowanych ekonomistów zarządzająca finansami dbała, by inflacja była pod kontrolą, a przyrost PKB należał do najwyższych w Europie. Innymi słowy, mądre głowy troszczyły się o to, by Polakom żyło się dostatnio.

Na eksponowanych stanowiskach stali ludzie o nieposzlakowanej opinii będący ekspertami w swoich dziedzinach. Ich działania były podyktowane dobrem ogółu, a nie partykularnym interesem. Liderzy wiedli swój lud ku światłej, nowoczesnej przyszłości.

W tej wyśnionej Polsce nigdy nie łamano zasad demokracji. Trójpodział władzy, konstytucja i prawa obywatelskie były święte i nienaruszalne. Wszyscy robili to, co do nich należało, i to, co umieli najlepiej. Politycy nie wchodzili w kompetencje sędziów, lekarzy czy ekonomistów.

Służba zdrowia wreszcie działała prawidłowo. Nie było kolejek do specjalistów i wszyscy czuli się doskonale zaopiekowani.

Energetyka Polski w moim śnie oparta była w 70% na źródłach odnawialnych, a wszelkie inwestycje rozpatrywano pod kątem ekologicznego zrównoważonego rozwoju.

Szacunek dla innych ludzi, zwierząt, a także drzew, wody i powietrza wpajano od najmłodszych lat wszystkim szanującym się nawzajem obywatelom. Edukacja na najwyższym możliwym poziomie była dostępna dla dzieci zarówno w wielkich miastach, jak i w małych wioskach.

35% powierzchni kraju oddano w moim śnie przyrodzie i ograniczono tam ingerencję człowieka. Rzekom pozwolono tworzyć rozlewiska i bagna, a bioróżnorodność jeszcze nigdy nie była tak wielka. Wzięto pod ochronę pszczoły i innych zapylaczy i zrewitalizowano łąki, aby mogły wyżywić owady. Rolnictwo uczłowieczono, hodowla i uprawa były zgodne z zasadą poszanowania przyrody. Nawozy i środki ochrony roślin, które tak fatalnie wpływają na naszą planetę, ograniczono i przeszkolono ich użytkowników.

Piękna, bogata i bezpieczna Polska była na wyciągnięcie ręki.

A potem się obudziłam.

Czy naprawdę mój sen nie mógłby się ziścić? Czyż wszyscy nie chcemy tego samego?


Felieton jest wyrazem opinii autorki. Nie prezentuje stanowiska ZR Małopolskie KOD.

Tekst wart skomentowania? Napisz do redakcji!