Styczniowe weto prezydenta Karola Nawrockiego wobec ustawy o usługach cyfrowych (DSA) odebrało służbom narzędzia do walki z internetowym terrorem. Gdy w imię partyjnej ideologii blokuje się prawo uderzające w patostreamy, krew przelana na szkolnych korytarzach obciąża również sumienie urzędników. Oto dlaczego głowa państwa straciła mandat do sprawowania władzy.
Czy polityczne decyzje zza biurka mogą doprowadzić do tragedii w szkole? Czy podpis urzędnika pod dokumentem może się stać narzędziem zbrodni? Wstrząsające wydarzenia w polskich szkołach udowodniły, że tak. Styczniowe weto prezydenta Karola Nawrockiego wobec ustawy wdrażającej Akt o usługach cyfrowych (DSA) nie było niewinną grą proceduralną, lecz aktem politycznego sabotażu, który otworzył drzwi cyfrowym psychopatom. Niedługo później nadeszła tragiczna weryfikacja. Młody napastnik wszedł z nożem do szkoły nie ze ślepej wściekłości – wszedł tam ranić i zabijać tylko dlatego, by transmitować to na żywo w internecie. Chciał zdobyć lajki na krwi swoich rówieśników, bo wiedział, że sieć jest bezkarna.
Pod kątem prawnym decyzja Nawrockiego to podręcznikowe zaniechanie instytucjonalne o znamionach rażącego niedopełnienia obowiązków strażnika Konstytucji. Wetując ustawę, prezydent sparaliżował państwo. Świadomie zablokował wprowadzenie do polskiego porządku prawnego kluczowych mechanizmów prewencji: procedury „zgłaszania i działania” oraz instytucji zaufanych podmiotów sygnalizujących. To te przepisy miały umożliwić polskim służbom i prokuraturze natychmiastowe nakazywanie usunięcia przez platformy społecznościowe transmisji zbrodni, mowy nienawiści i patostreamów. Przez upór prezydenta giganci technologiczni dostali darmowy immunitet na zarabianie na przemocy, a polskie dzieci straciły systemową tarczę ochronną.
Postawa ta obnaża całkowity upadek etyczny głowy państwa. Słynny socjolog Max Weber pisał, że w polityce istnieją dwa rodzaje moralności. Pierwsza to etyka przekonań – ślepa pogoń za własnymi dogmatami bez patrzenia na koszty. Druga to etyka odpowiedzialności – sytuacja, w której polityk przewiduje skutki swoich czynów i bierze za nie pełną odpowiedzialność. Nawrocki wybrał tę pierwszą, niefortunną drogę. Zamknął się w gabinecie z abstrakcyjnymi teoriami o „wolności słowa w sieci”, stając się całkowicie ślepym na fakt, że ta wolność w rękach szaleńców oznacza śmierć na szkolnym korytarzu. To nie jest legalizm. To moralne współsprawstwo przez zaniechanie.
Wnioski strategiczne muszą być bezwzględne. Karol Nawrocki utracił legitymację do sprawowania urzędu i musi zostać usunięty ze stanowiska Prezydenta RP. Głowa państwa, która w imię partyjnych interesów paraliżuje mechanizmy obronne kraju przed cyfrowym terrorem, staje się zagrożeniem dla bezpieczeństwa narodowego. Jeśli prezydent blokuje narzędzia chroniące dzieci przed śmiercią na żywo w internecie, jego dalsza obecność w Pałacu Prezydenckim jest policzkiem dla ofiar. Usunięcie go z urzędu to jedyna droga do przywrócenia elementarnego bezpieczeństwa i sprawiedliwości w Polsce.
Felieton jest wyrazem opinii autora. Nie prezentuje stanowiska ZR Małopolskie.