Poproszono mnie o napisanie „Manifestu” dla pewnej organizacji. Postanowiłem podzielić się wersją uogólnioną, będącą nieco chaotyczną mapą myśli, za co przepraszam.
W ramach prywatnie uprawianej filozofii wszystkiego albo opisu całościowych sposobów uczestniczenia istoty inteligentnej w rzeczywistości na gruncie… (poniecham wymieniania skomplikowanych nazw) zabrałem się za tworzenie filozofii organizacji i działania. Na razie nie ma spójnego systemu, ale jest pewien konkretny zakres haseł tematów i cząstkowych ustaleń. Moje spojrzenie na organizację jest bliskie poglądom i praktyce takich osób jak Andrzej Blikle, Frederic Laloux czy może nawet Dalai-Lama. Problem jest taki, że ja mam wszystko wywrócone w głowie do góry nogami. Na przykład:
- Ludzie, całkiem naturalnie, poszukują środków i wpływów. Ja uważam, że środki i wpływy przyjdą wraz z właściwym zrozumieniem i postępowaniem.
- Dla mnie działanie i efekt niekoniecznie są najważniejsze. Ważniejsze jest zrozumienie.
No więc trudno, ale zamawiający są dorośli i sami chcieli.
Dosyć znany jest taki cytat z Laloux:
Uznanie, sukces, bogactwo i poczucie przynależności są czymś przyjemnym, ale mogą stać się także pułapkami dla naszego ego. W przeciwieństwie do wcześniejszych etapów rozwoju porządek zostaje odwrócony. Nie dążymy do uznania, sukcesu, bogactwa i przynależności po to, by dobrze żyć. Staramy się dobrze przeżyć własne życie, a uznanie, sukces, bogactwo i miłość mogą być tego naturalnym następstwem.
Czyli:
Nie: Zbudujmy silną organizację.
Ale: Zbudujmy silne społeczeństwo.
A dobra organizacja może być tego skutkiem.
Nie: Wygrajmy wybory.
Ale: Odbudujmy zdolność społeczeństwa do współpracy.
A wyniki polityczne będą jednym z efektów.
Nie: Zdobądźmy wpływy.
Ale: Róbmy rzeczy potrzebne.
A wpływ może pojawić się później.
W ten sposób można by sformułować zasadę antypartyjniactwa:
Nie dążymy do siły organizacji. Dążymy do siły społeczeństwa. Jeżeli będziemy robić to dobrze, organizacja stanie się silna jako skutek, a nie jako cel.
lub:
Nie budujemy organizacji po to, aby była silna. Budujemy społeczeństwo zdolne do współpracy. Jeżeli będziemy to robić dobrze, silna organizacja będzie naturalnym skutkiem.
Uwaga! W powyższych akapitach i poniżej posługuję się zaimkiem „my”. Mam na myśli samego siebie i tych, którzy podzielają moje poglądy. To możesz być Ty, choć niekoniecznie zaraz pobiegniesz, żeby zapisać się do organizacji. Członkostwo to sprawa techniczna.
Postulaty dla organizacji byłyby takie:
- nie walczymy o stanowiska, tylko o zdolność ludzi do działania;
- nie walczymy o liczebność organizacji, tylko o jakość relacji między ludźmi;
- nie chcemy być kolejnym centrum dowodzenia, lecz miejscem, z którego mogą wyrastać nowe inicjatywy.
Można to ująć w tabeli:
| Typowe myślenie | Myślenie tworzonej Organizacji |
|---|---|
|
silna organizacja → silne społeczeństwo |
silne społeczeństwo → silna organizacja |
|
wygrane wybory → lepsze państwo |
lepsze społeczeństwo → lepsze państwo |
|
dobry lider → dobry ruch |
ludzie uczestniczący w wartościowej współpracy → pojawiają się liderzy |
|
sukces organizacji → dobro wspólne |
zrealizowane dobro wspólne → sukces organizacji (jeśli będzie potrzebny) |
To nie jest tylko różnica organizacyjna.
To jest różnica filozoficzna.
Oto kilka zasad pierwszych (first principles), z których później może rozwinąć się głębsza filozofia:
- Celem jest społeczeństwo. Organizacja jest jego małym fragmentem, w którym staramy się urzeczywistniać zasady, które chcielibyśmy widzieć w całym społeczeństwie.
- Silna organizacja nie jest celem, lecz skutkiem dobrze wykonanej pracy.
- Trwała zmiana rodzi się z pracy organicznej, a nie z jednorazowych zrywów.
- Mniejszość trzeba umieć usłyszeć, bo nowe idee często rodzą się poza większością.
- Nie zwracamy się do polityków. Zwracamy się do obywateli.
Myślimy zarówno o społeczeństwie, jak i o państwie.
Stara myśl głosi, że państwo jest polis w skali makro, a wspólnota jest polis w skali mikro.
Zatem:
Nie: Najpierw zdobądźmy władzę, a potem zmienimy społeczeństwo.
Nie: Najpierw zbudujmy wielką organizację, a potem zmienimy społeczeństwo.
Ale: Zacznijmy żyć tak, jak chcielibyśmy, żeby żyło społeczeństwo. Jeśli ten sposób okaże się wartościowy, będzie się rozprzestrzeniał.
Można by powiedzieć, że to brzmi bardzo „organicznie” lub pachnie zakonem. Ogólnie to jest dobra i uniwersalna zasada. Nadaje się na przykład do tworzenia wspólnoty narodowej – jakkolwiek dziko by to nie brzmiało dla powierzchownej lewicy.
Cyprian Kamil Norwid napisał w liście do Konstancji Łubieńskiej (z kwietnia 1862 roku):„Jesteśmy żadnym społeczeństwem. Jesteśmy wielkim sztandarem narodowym.”
I dalej w tym samym liście wyjaśniał gorzko naturę Polaków, pisząc:
„Polak jest olbrzym, a człowiek w Polaku jest karzeł! i jesteśmy pod tym względem horizontalni i verticalni… […] Organizacja marna, albo żadna… My umiemy tylko bić się, kochać i mdleć… Ale myśleć o jutrze, organizować się, tworzyć trwałe instytucje – tego nie potrafimy.”
My nie przeciwstawiamy społeczeństwa państwu. Przeciwstawiamy społeczeństwo i państwo ich wspólnym przeciwieństwom: bierności, dezorganizacji i krótkowzroczności.
To jest bardzo ważna różnica. W wielu środowiskach funkcjonują dwie przeciwstawne narracje:
- państwo jest najważniejsze;
- społeczeństwo jest najważniejsze.
My mówimy coś trzeciego:
Silne państwo nie może istnieć bez silnego społeczeństwa. I odwrotnie.
Jeżeli za naszą wschodnią granicą trwa wojna, to nagle okazuje się, że bezpieczeństwo państwa nie zależy wyłącznie od liczby czołgów.
Zależy również od:
- zaufania,
- zdolności do samoorganizacji,
- odpowiedzialności obywateli,
- odporności na dezinformację,
- gotowości do współpracy.
To wszystko jest… pracą organiczną.
I teraz Norwid.
„Jesteśmy wielkim sztandarem narodowym.”
Sztandar jest potrzebny. Ale sztandar sam niczego nie zbuduje.
Norwid nie kpi z narodu. On mówi:
—Mamy wielkie idee.
—Nie umiemy tworzyć trwałych struktur.
To jest dokładnie ten problem, którym trzeba się zająć.
Czuję, że dochodzimy do pewnych wniosków:
Polacy nie potrzebują kolejnej organizacji. Potrzebują społeczeństwa, które potrafi się organizować.
To jest ogromna różnica. Bo wtedy Organizacja nie jest odpowiedzią. Jest próbą. Próbą pokazania, że można.
Norwid napisał:
„My umiemy tylko bić się, kochać i mdleć…”
Brzmi brutalnie. Ale zobaczmy, jak dobrze to koresponduje z tym, co już słyszeliśmy:
Najgorsza nie jest złość. Najgorsza jest obojętność.
To znaczy, że emocje są potrzebne. Ale emocje nie wystarczą. Muszą prowadzić do organizacji. Do instytucji. Do trwałości.
Na tym polega różnica między zrywem a pracą organiczną.
W tym miejscu trzeba powiedzieć, że w Manifeście nie da się ująć większości rzeczy, o których należałoby powiedzieć. Ale mam nadzieję, że wraz z tymi, którzy dobrnęli ze mną do tego momentu, poruszyliśmy zestaw spraw istotnych, dających pojęcie, czym może stać się Organizacja i jakiego rodzaju odklejeniem pachnie uczestnictwo w niej.
Na koniec poczyńmy jeszcze jedno spostrzeżenie: Nasza organizacja nie chce wychowywać lub edukować społeczeństwa. Wtedy zgrzeszylibyśmy nie tylko paternalizmem, ale czymś jeszcze gorszym – porażką. Chcemy współtworzyć społeczeństwo. Razem z ludźmi, którzy do niej przyjdą.
A skoro celem jest społeczeństwo, to oznacza koniec tej rozmowy – ona nie może być prowadzona do społeczeństwa. Musi być prowadzona ze społeczeństwem. Dlatego zapraszamy do rozmowy i komentowania w dostępnych mediach.
Felieton jest wyrazem opinii autora. Nie prezentuje stanowiska ZR.