Od redakcji: Rozpoczynamy nowy cykl: teksty polecane przez stałych autorów. Zgody autorów na publikację są zapewniane przez polecających.
Autorem tego tekstu jest Jurij Kmit’, redaktor portalu Zahidnyj Front.
Jak Kreml próbuje zamienić historyczne traumy Europy Środkowej w nowy front wojny.
Wstęp
Władimir Putin podczas spotkania z rosyjskimi wojskowymi wygłosił jedną z najbardziej otwartych deklaracji dotyczących przyszłości Ukrainy. Stwierdził, że Ukraina „prędzej czy później” utraci swoje zachodnie ziemie, które w przeszłości należały do Polski, Węgier i Rumunii.
Jednocześnie rosyjski przywódca ponownie nazwał Ukrainę Lewobrzeżną historyczną częścią Rosji, powtórzył propagandową tezę o rzekomym „podarowaniu” Donbasu Ukrainie przez Lenina i oświadczył, że Rosja musi obecnie „przywracać wszystko do normalnego biegu historii”.
Nie była to przypadkowa improwizacja ani kolejny pseudohistoryczny wykład człowieka, który od lat usiłuje usprawiedliwiać agresję dawnymi mapami.
Była to deklaracja polityczna skierowana jednocześnie do kilku grup odbiorców:
– rosyjskiej armii;
– społeczeństwa Federacji Rosyjskiej;
– zachodnich rządów;
– państw sąsiadujących z Ukrainą;
– radykalnych środowisk nacjonalistycznych w Europie Środkowej.
W istocie Putin ponownie przedstawił koncepcję całkowitego demontażu państwa ukraińskiego:
wschodnia i południowa część Ukrainy ma przypaść Rosji, natomiast zachodnia Ukraina ma zostać podzielona między jej sąsiadów.
Nie chodzi więc wyłącznie o okupowane terytoria Donbasu czy południa Ukrainy. Chodzi o zakwestionowanie samego prawa Ukrainy do istnienia.
—
Putin nie opowiada historii. On wydaje licencję na agresję
W putinowskiej narracji historia nie jest nauką ani próbą zrozumienia przeszłości.
Jest narzędziem politycznym.
Kreml buduje następujący schemat:
1. Ukraina została rzekomo stworzona sztucznie.
2. Jej ziemie miały zostać podarowane przez rosyjskich carów, bolszewików lub Józefa Stalina.
3. Naród ukraiński nie posiada podobno własnej, trwałej tożsamości politycznej.
4. Ukraińcy są przedstawiani jako społeczeństwo skłócone, skorumpowane i niezdolne do jedności.
5. Państwo ukraińskie zostaje opisane jako historyczny przypadek.
6. W konsekwencji sąsiedzi mają rzekomo prawo podzielić jego terytorium.
To klasyczny mechanizm imperialnej delegitymizacji.
Najpierw odmawia się narodowi prawa do odrębnego istnienia. Następnie jego państwo ogłasza się sztucznym tworem. Na końcu agresję wojskową przedstawia się jako „przywracanie historycznej sprawiedliwości”.
Właśnie w taki sposób Rosja uzasadniała aneksję Krymu, stworzenie okupacyjnych administracji w Donbasie i pełnoskalową inwazję rozpoczętą w 2022 roku.
Szczególnie niebezpieczne są słowa Putina o konieczności „przywrócenia normalnego biegu historii”.
W języku Kremla oznaczają one jedno:
współczesne granice można zmieniać siłą, jeżeli Moskwa uzna je za historycznie niewłaściwe.
—
Pseudohistoria zbudowana na wybiórczej pamięci
Putin twierdzi, że zachodnie ziemie Ukrainy powinny kiedyś „wrócić” do Polski, Węgier i Rumunii. Jego celem nie jest jednak historyczna precyzja.
Chodzi o pobudzenie dawnych resentymentów.
Przed 1939 rokiem Galicja Wschodnia i część Wołynia znajdowały się w granicach II Rzeczypospolitej. Północna Bukowina należała do Rumunii. Jednak Ruś Zakarpacka, czyli dzisiejsze Zakarpacie, przez większą część okresu międzywojennego była częścią Czechosłowacji.
Węgry przejęły ten obszar dopiero w wyniku rozpadu Czechosłowacji oraz wydarzeń lat 1938–1939.
Gdyby więc stosować „logikę historyczną” Putina konsekwentnie, należałoby także uwzględnić historię Czechosłowacji oraz stanowisko jej dwóch państw sukcesyjnych — Czech i Słowacji.
Putin o tym milczy, ponieważ ani Czechy, ani Słowacja nie zgłaszają wobec Ukrainy żadnych roszczeń terytorialnych.
Historia w propagandzie Kremla przypomina menu w restauracji: wybiera się z niej tylko to, co odpowiada bieżącemu zamówieniu politycznemu.
Równie fałszywe jest twierdzenie, że Ukraina Lewobrzeżna „zawsze” była częścią Rosji. Znaczne obszary współczesnej Ukrainy przez stulecia nie należały do państwa moskiewskiego. Hetmanat posiadał własne instytucje, wojsko, administrację i tradycję polityczną, które zostały stopniowo zlikwidowane przez imperium rosyjskie.
Nie było to naturalne „zjednoczenie”, lecz długotrwały proces imperialnego podporządkowania.
Podobnie Donbas nie był prywatną własnością Lenina, którą bolszewicki przywódca mógł komuś podarować. Granice Ukrainy kształtowały się w warunkach rozpadu imperiów, rewolucji, walki Ukraińskiej Republiki Ludowej, wojny z bolszewikami oraz późniejszego utworzenia ZSRR.
Sprowadzanie tego procesu do decyzji jednego człowieka jest propagandową manipulacją.
—
Dlaczego Putin wraca do koncepcji rozbioru Ukrainy
Im bardziej wojna oddala się od wizji szybkiego rosyjskiego zwycięstwa, tym częściej Kreml sięga po narrację o historycznej nieuchronności.
Rosja może prowadzić ofensywę, zdobywać kolejne wsie i wywierać presję na ukraińską obronę, ale nadal nie osiągnęła najważniejszego celu politycznego: nie zniszczyła państwa ukraińskiego.
Kijów funkcjonuje.
Ukraińska armia walczy.
Ukraina pozostaje podmiotem polityki europejskiej.
Zachód nadal dostarcza pomoc wojskową i finansową.
Dlatego Putin próbuje zastąpić brak strategicznego zwycięstwa na froncie opowieścią o zwycięstwie rzekomo gwarantowanym przez historię.
Ta narracja spełnia kilka funkcji.
Funkcja mobilizacyjna
Rosyjskie społeczeństwo ma uwierzyć, że wojna nie dotyczy kilku regionów Ukrainy, ale wielkiej historycznej misji odbudowy imperium.
W ten sposób Kreml uzasadnia straty, militaryzację gospodarki, represje i przedłużanie konfliktu.
Funkcja negocjacyjna
Putin formułuje maksymalistyczne żądania, aby stworzyć zawyżony punkt wyjścia do przyszłych rozmów.
Przekaz brzmi następująco:
jeżeli Zachód nie zaakceptuje obecnych żądań Rosji, w przyszłości Ukraina może stracić jeszcze więcej.
Funkcja psychologiczna
Rosja próbuje przekonać Ukraińców, że ich zachodni sąsiedzi nie są sojusznikami, lecz potencjalnymi uczestnikami kolejnego rozbioru.
Funkcja dywersyjna
Kreml chce zasiać podejrzliwość pomiędzy Ukrainą a Polską, Węgrami i Rumunią.
Czy Polska marzy o Lwowie?
Czy Węgry przygotowują się do zajęcia Zakarpacia?
Czy Rumunia chce odzyskać Bukowinę?
Nawet jeżeli pytania te są absurdalne na poziomie oficjalnej polityki państwowej, samo ich ciągłe powtarzanie może niszczyć wzajemne zaufanie.
Funkcja rekrutacyjna
Putin wysyła sygnał do radykalnych środowisk nacjonalistycznych:
Rosja jest gotowa nadać waszym historycznym fantazjom znaczenie geopolityczne.
Może zapewnić im zasięg medialny, wsparcie propagandowe, sieci społecznościowe, pieniądze i — w niektórych przypadkach — operacyjne wsparcie służb specjalnych.
—
Nie sojusz państw, lecz międzynarodowa koalicja resentymentów
Putin zapewne nie oczekuje, że Polska albo Rumunia oficjalnie zaatakują Ukrainę, by przejąć jej ziemie. Taki scenariusz jest nierealny.
Polska i Rumunia są państwami NATO, uznają międzynarodowe granice Ukrainy i traktują rosyjską agresję jako zagrożenie dla własnego bezpieczeństwa.
Cel Kremla jest bardziej subtelny.
Rosja chce zbudować wewnątrz państw Europy Środkowej polityczne środowiska, które będą:
– sprzeciwiać się pomocy dla Ukrainy;
– przedstawiać Ukraińców jako historycznych wrogów;
– podsycać niechęć wobec uchodźców;
– blokować integrację Ukrainy z Unią Europejską;
– zastępować temat rosyjskiej agresji polsko-ukraińskimi, węgiersko-ukraińskimi lub rumuńsko-ukraińskimi sporami;
– przekonywać, że osłabienie Ukrainy leży w interesie sąsiadów.
Nie musi temu towarzyszyć jawne wezwanie do zmiany granic.
Znacznie skuteczniejsze są hasła brzmiące pozornie rozsądnie:
– „najpierw prawda historyczna”;
– „najpierw bezpieczeństwo własnych obywateli”;
– „nie będziemy finansować cudzej wojny”;
– „Ukraina musi szanować nasze mniejszości”;
– „pokój jest ważniejszy od zwycięstwa”;
– „nie pozwólmy Kijowowi wciągnąć nas do wojny”.
Kreml buduje więc nieformalny blok państw, ale międzynarodową koalicję lęków, krzywd i historycznych pretensji.
—
Polska — główny cel rosyjskiej operacji
Spośród wszystkich zachodnich sąsiadów Ukrainy Polska jest dla Rosji najważniejsza.
Przez Polskę przechodzi znaczna część zachodniej pomocy wojskowej, humanitarnej i logistycznej. Polska posiada jedną z najpotężniejszych armii w regionie, zwiększa nakłady na obronę i odgrywa kluczową rolę na wschodniej flance NATO.
Dla Moskwy najkorzystniejsze byłoby niekoniecznie stworzenie prorosyjskiego rządu w Warszawie.
Wystarczyłoby doprowadzić do sytuacji, w której Polska stanie się krajem sparaliżowanym nieustannym konfliktem z Ukrainą.
Rosyjska strategia wobec Polski opiera się na kilku podstawowych tematach:
– zbrodni wołyńskiej;
– działalności UPA;
– pamięci polskich ofiar;
– statusie Lwowa;
– ukraińskich uchodźcach;
– kosztach pomocy wojskowej;
– sporach rolnych i transportowych;
– rzekomym uprzywilejowaniu Ukraińców;
– przekonaniu, że Ukraina jest wobec Polski niewdzięczna.
Każdy z tych tematów ma realne podstawy historyczne lub społeczne. Właśnie dlatego tak dobrze nadaje się do manipulacji.
Rosyjska propaganda nie musi wymyślać wszystkiego od początku. Wystarczy, że przejmie istniejący problem, wyostrzy go, pozbawi kontekstu i nada mu charakter egzystencjalnego konfliktu między narodami.
—
Wołyń jako instrument rosyjskiej wojny informacyjnej
Zbrodnia wołyńska jest prawdziwą tragedią i wymaga rzetelnej pamięci, badań, ekshumacji oraz godnego upamiętnienia ofiar.
Jednak dla Kremla nie chodzi o pamięć.
Chodzi o to, aby Wołyń stał się wiecznym politycznym murem między Polską a Ukrainą.
Rosyjskie operacje informacyjne mogą rozwijać się według następującego schematu:
1. każdy spór historyczny przedstawiany jest jako dowód niezmiennej wrogości Ukraińców wobec Polaków;
2. współczesna Ukraina zostaje utożsamiona z najbardziej radykalnymi formacjami nacjonalistycznymi lat czterdziestych;
3. każda forma ukraińskiego patriotyzmu jest przedstawiana jako „banderyzm”;
4. każdy polski polityk popierający Ukrainę jest oskarżany o zdradę polskich ofiar;
5. pojednanie zostaje przedstawione jako kapitulacja;
6. pomoc wojskowa dla Ukrainy ma być uznana za wspieranie historycznego wroga Polski.
Taka narracja jest szczególnie niebezpieczna, ponieważ wykorzystuje autentyczny ból polskich rodzin i zamienia pamięć ofiar w broń służącą państwu, które samo prowadzi dziś wojnę imperialną.
—
Możliwe kolejne działania rosyjskich struktur w Polsce
1. Prowokacje wokół pomników i cmentarzy
Możliwe są akty wandalizmu wobec polskich miejsc pamięci na Ukrainie lub ukraińskich pomników w Polsce.
Na miejscu mogą zostać pozostawione symbole mające wskazywać na sprawców.
Celem nie będzie samo zniszczenie pomnika, lecz wywołanie gwałtownej reakcji politycznej i medialnej.
2. Fałszywe nagrania i dokumenty
Możemy spodziewać się spreparowanych wypowiedzi ukraińskich polityków, rzekomych map z polskimi roszczeniami wobec Ukrainy albo dokumentów sugerujących tajne rozmowy o przyszłości Lwowa.
Sztuczna inteligencja znacznie ułatwia produkcję takich materiałów.
3. Kampania „Ukraińcy zabierają Polakom pieniądze”
Koszty pomocy uchodźcom, opieki zdrowotnej, edukacji i wsparcia społecznego będą przedstawiane jako główna przyczyna problemów budżetowych Polski.
Pojedyncze przypadki nadużyć będą prezentowane jako zjawisko masowe.
4. Inspirowanie konfliktów podczas protestów
Rosyjskie struktury mogą próbować wykorzystywać protesty rolników, przewoźników, środowisk narodowych lub przeciwników pomocy Ukrainie.
Wystarczy kilku prowokatorów, agresywne transparenty albo starcie z obywatelami Ukrainy, aby uruchomić falę wzajemnych oskarżeń.
5. Sabotaż logistyczny
Ataki na kolej, magazyny, zakłady zbrojeniowe lub transporty mogą zostać przedstawione jako efekt działania „ukraińskiej mafii”, radykałów, przemytników albo skorumpowanych służb.
6. Rozpowszechnianie hasła „Lwów jest polski”
To hasło pozostaje dziś na marginesie polskiego życia publicznego.
Kreml może jednak sztucznie zwiększać jego widoczność przy pomocy botów, fałszywych profili i kontrolowanych kanałów medialnych.
Celem będzie przekonanie Ukraińców, że polskie społeczeństwo rzeczywiście przygotowuje się do rewizji granic.
7. Ataki na polsko-ukraińskich mediatorów
Historycy, duchowni, dziennikarze i politycy opowiadający się za pojednaniem mogą zostać przedstawieni jako zdrajcy, lobbyści Kijowa albo ludzie kupieni przez obce fundacje.
—
Dlaczego Polska nie może przyjąć „prezentu” Putina
Putin pozornie schlebia polskim resentymentom.
Mówi Polakom: zachodnia Ukraina kiedyś należała do was, więc historia może się odwrócić.
W rzeczywistości nie jest to oferta.
To pułapka.
Rosja nie chce silnej Polski z większym terytorium. Rosja chce Polski skłóconej z Ukrainą, odizolowanej od partnerów i postawionej sam na sam z rosyjską potęgą wojskową.
Upadek niezależnej Ukrainy nie zwiększyłby bezpieczeństwa Polski.
Oznaczałby, że rosyjska armia, służby specjalne i infrastruktura wojskowa znalazłyby się bezpośrednio na znacznie dłuższej granicy z NATO.
Państwo polskie musiałoby przeznaczać jeszcze większe środki na obronę, utrzymywać stałą mobilizację i przygotowywać się do rosyjskich prowokacji na całej wschodniej granicy.
Lwów pod kontrolą Rosji nie byłby dla Polski odzyskanym miastem historycznym.
Byłby rosyjskim garnizonem niespełna sto kilometrów od polskiej granicy.
To jest prawdziwy sens putinowskiej „propozycji”.
—
Węgry — prawa mniejszości jako narzędzie presji
W przypadku Węgier głównym instrumentem jest Zakarpacie i sytuacja miejscowej mniejszości węgierskiej.
Ochrona praw mniejszości narodowych jest legalnym i potrzebnym elementem polityki europejskiej. Jednak Kreml stara się zamienić tę kwestię w argument przeciwko integralności terytorialnej Ukrainy.
Możliwe kolejne działania obejmują:
– przedstawianie Ukrainy jako państwa systemowo prześladującego Węgrów;
– domaganie się szczególnego statusu politycznego dla Zakarpacia;
– łączenie kwestii językowych z żądaniem autonomii;
– blokowanie negocjacji akcesyjnych Ukrainy z Unią Europejską;
– wykorzystywanie obywatelstwa węgierskiego jako instrumentu lojalności politycznej;
– organizowanie demonstracji i kampanii medialnych pod hasłem ochrony Węgrów;
– rozpowszechnianie map historycznych Wielkich Węgier;
– sugerowanie, że rozpad Ukrainy jest nieunikniony, więc Budapeszt powinien przygotować się do „ochrony” swoich rodaków.
Kreml nie musi przekonywać Węgrów do wojny.
Wystarczy, że Budapeszt będzie konsekwentnie blokował wspólne decyzje Unii Europejskiej i NATO.
—
Rumunia — Bukowina, Mołdawia i lęk przed wojną
W Rumunii rosyjska propaganda może wykorzystywać trzy podstawowe kwestie:
– historyczną pamięć o północnej Bukowinie;
– prawa społeczności rumuńskiej na Ukrainie;
– strach przed rozszerzeniem wojny na terytorium Rumunii.
Możliwe działania obejmują rozpowszechnianie narracji, że:
– Ukraina okupuje historyczne ziemie rumuńskie;
– Rumuni na Ukrainie są prześladowani;
– Kijów celowo wciąga Bukareszt do wojny;
– pomoc Ukrainie osłabia zdolność Rumunii do wspierania Mołdawii;
– rosyjskie ataki w pobliżu granicy są skutkiem ukraińskich prowokacji;
– neutralność jest jedyną gwarancją bezpieczeństwa.
Kreml może też próbować przeciwstawiać interesy Ukrainy i Mołdawii, sugerując, że Bukareszt powinien skupić się na zjednoczeniu z Kiszyniowem, a nie na obronie Kijowa.
—
Słowacja — strategia zmęczenia wojną
Słowacja nie posiada silnego ruchu rewizjonistycznego wobec Ukrainy, dlatego rosyjska strategia koncentruje się tam na innym celu.
Chodzi o przekonanie społeczeństwa, że wojna:
– nie dotyczy Słowacji;
– została sprowokowana przez NATO;
– trwa z winy Ukrainy;
– szkodzi przede wszystkim zwykłym Europejczykom;
– jest podtrzymywana przez zachodnie koncerny zbrojeniowe;
– mogłaby zakończyć się natychmiast, gdyby Kijów zaakceptował rosyjskie warunki.
Możliwe kolejne działania:
– organizowanie demonstracji „pokojowych”;
– atakowanie pomocy wojskowej;
– obwinianie Ukrainy za wzrost cen energii;
– rozpowszechnianie historii o uprzywilejowanych uchodźcach;
– wzmacnianie nieufności wobec NATO i Unii Europejskiej;
– budowanie wspólnego bloku politycznego Budapeszt–Bratysława przeciwko wsparciu dla Ukrainy.
—
Jak może wyglądać kolejna rosyjska operacja
Putinowskie przemówienie może być traktowane jako strategiczna wskazówka dla rosyjskiego aparatu propagandy i służb specjalnych.
Prawdopodobny model działania wygląda następująco.
Etap pierwszy: normalizacja tematu
Najpierw rosyjskie media, blogerzy i kanały Telegram zaczną masowo powtarzać, że rozpad Ukrainy jest nieunikniony.
Następnie temat trafi do zagranicznych środowisk skrajnych.
Później pojawi się w debacie publicznej jako „jeden z możliwych scenariuszy”.
Celem nie jest natychmiastowe przekonanie większości.
Chodzi o to, aby sama idea rozbioru Ukrainy przestała być uznawana za absurdalną.
Etap drugi: lokalizacja przekazu
Dla każdego kraju zostanie przygotowana odrębna narracja:
– Polska — Wołyń, Lwów, niewdzięczność Ukrainy;
– Węgry — Zakarpacie i prawa Węgrów;
– Rumunia — północna Bukowina i mniejszość rumuńska;
– Słowacja — neutralność i sprzeciw wobec wojny.
Etap trzeci: przejęcie przez lokalnych polityków
Przekazy zaczną powtarzać miejscowi politycy, publicyści, influencerzy, historycy amatorzy i organizacje społeczne.
Nie wszyscy będą agentami Rosji.
Część może działać z powodów ideologicznych, wyborczych, finansowych albo z powodu zwykłej ignorancji.
Z punktu widzenia Kremla nie ma to większego znaczenia.
Liczy się efekt.
Etap czwarty: prowokacja
Może dojść do:
– zniszczenia pomnika;
– podpalenia ośrodka kultury;
– pobicia przedstawiciela mniejszości;
– eksplozji przy infrastrukturze kolejowej;
– publikacji fałszywego dokumentu;
– rozpowszechnienia nagrania wygenerowanego przez sztuczną inteligencję;
– inscenizacji konfliktu między Polakami i Ukraińcami.
Etap piąty: informacyjny chaos
W ciągu pierwszych godzin tysiące kont będą publikować emocjonalne i wzajemnie sprzeczne wersje wydarzeń.
Nie chodzi o udowodnienie jednej prawdy.
Chodzi o zniszczenie możliwości ustalenia prawdy.
Etap szósty: presja polityczna
Po prowokacji pojawią się żądania:
– zamknięcia granicy;
– ograniczenia pomocy Ukrainie;
– wstrzymania integracji z UE;
– usunięcia ukraińskich symboli;
– ograniczenia praw uchodźców;
– rozpoczęcia rozmów o „historycznych roszczeniach”;
– normalizacji stosunków z Rosją.
Czy każda radykalna partia jest rosyjską agenturą?
Nie.
To rozróżnienie jest niezwykle ważne.
Nie każdy przeciwnik pomocy Ukrainie jest rosyjskim agentem. Nie każdy polski narodowiec, rumuński unionista czy węgierski obrońca praw mniejszości działa na polecenie Moskwy.
Trzeba odróżnić:
– legalną debatę polityczną;
– pamięć historyczną;
– populizm wyborczy;
– ideologiczną sympatię wobec Rosji;
– nieświadome powtarzanie rosyjskich narracji;
– finansowanie przez rosyjskich pośredników;
– bezpośrednie kierowanie przez służby specjalne.
Dopiero w dwóch ostatnich przypadkach można mówić o agenturze w ścisłym znaczeniu.
Jednak także polityk, który bez żadnego kontaktu z Rosją powtarza przekaz Kremla, może obiektywnie służyć rosyjskim interesom.
Dla operacji wpływu najważniejszy jest skutek, nie zawsze motywacja konkretnego człowieka.
Największe zagrożenie dla Polski
Największym sukcesem Putina nie byłoby przekonanie Polski do aneksji Lwowa.
Byłoby nim zniszczenie strategicznego partnerstwa polsko-ukraińskiego.
Rosja chce, aby Polacy widzieli w Ukraińcach przede wszystkim spadkobierców UPA.
Chce, aby Ukraińcy widzieli w Polakach potencjalnych okupantów Lwowa.
Chce, aby każda rozmowa o wspólnym bezpieczeństwie kończyła się sporem o historię.
Chce, aby Wołyń przesłonił Buczę, Mariupol, Izium i rosyjskie zagrożenie dla całego regionu.
Chce, aby Polska zapomniała, że niezależna Ukraina oddziela ją od rosyjskiego imperium.
Co powinny zrobić Polska i Ukraina
Po pierwsze: wspólnie odrzucić putinowską koncepcję rozbioru
Warszawa i Kijów powinny jednoznacznie potwierdzić nienaruszalność granic i brak wzajemnych roszczeń terytorialnych.
Po drugie: nie oddawać historii rosyjskiej propagandzie
Rozmowa o Wołyniu musi być prowadzona uczciwie, bez cenzury i bez relatywizowania zbrodni.
Jednocześnie nie może być pozostawiona anonimowym kanałom Telegram, rosyjskim botom i politycznym prowokatorom.
Po trzecie: przyspieszyć ekshumacje i upamiętnienia
Każda nierozwiązana kwestia pamięci tworzy przestrzeń dla rosyjskiej manipulacji.
Godne pochówki ofiar są obowiązkiem moralnym, a zarazem elementem bezpieczeństwa obu państw.
Po czwarte: stworzyć wspólny system reagowania na prowokacje
Polskie i ukraińskie służby, media oraz instytucje publiczne powinny szybciej wymieniać informacje o fałszywych nagraniach, aktach wandalizmu, podejrzanych kampaniach reklamowych i finansowaniu radykalnych organizacji.
Po piąte: nie stosować odpowiedzialności zbiorowej
Ukraińcy nie mogą przedstawiać wszystkich Polaków jako potencjalnych rewizjonistów.
Polacy nie mogą przedstawiać wszystkich Ukraińców jako spadkobierców zbrodniarzy.
Właśnie takiej wzajemnej nienawiści potrzebuje Kreml.
Wnioski
Przemówienie Putina nie było kolejnym dziwacznym wykładem historycznym.
Było politycznym programem dalszej wojny przeciwko Ukrainie i Europie Środkowej.
Na froncie Rosja próbuje zdobywać terytorium.
W dyplomacji próbuje zmusić Zachód do zaakceptowania agresji.
W przestrzeni informacyjnej usiłuje udowodnić, że Ukraina nie jest prawdziwym państwem.
W Polsce, Rumunii, na Węgrzech i Słowacji Kreml będzie starał się uruchamiać dawne krzywdy, lęki społeczne, nacjonalizm, konflikty gospodarcze i niechęć wobec uchodźców.
Putin nie daje Polsce Lwowa.
Nie daje Węgrom Zakarpacia.
Nie daje Rumunii Bukowiny.
Rzuca jedynie zatrute przynęty, licząc, że miejscowi radykałowie, populiści, skorumpowani politycy, pożyteczni idioci i świadomi agenci wpływu wykonają za Rosję część pracy.
Celem nie musi być atak sąsiadów na Ukrainę.
Wystarczy, że przestaną ją wspierać.
Wystarczy, że zaczną się wzajemnie podejrzewać.
Wystarczy, że zablokują integrację Ukrainy z Unią Europejską.
Wystarczy, że pozwolą Rosji ponownie decydować o granicach Europy Środkowej.
Dlatego odpowiedzią na putinowski scenariusz nie może być wzajemna histeria.
Musi nią być wspólna, spokojna i jednoznaczna zasada:
historię należy badać, ofiary należy godnie upamiętniać, zbrodnie należy nazywać po imieniu — ale granic w XXI wieku nie wolno zmieniać za pomocą czołgów, imperialnych map i przemówień dyktatorów.
Putin twierdzi, że Rosja była jedynym gwarantem integralności terytorialnej Ukrainy.
W rzeczywistości Rosja jest dziś największym zagrożeniem dla integralności terytorialnej nie tylko Ukrainy, ale całej Europy Środkowej.
Im wcześniej zrozumieją to Warszawa, Budapeszt, Bukareszt i Bratysława, tym mniejsze będą szanse Kremla na zamienienie historycznych grobów w okopy kolejnej wojny.
Felieton jest wyrazem opinii autora. Nie prezentuje stanowiska ZR Małopolskie.