Bileciki do kontroli. Felieton Adama Jaśkowa (236)

Bileciki do kontroli. Felieton Adama Jaśkowa (236)

Często mam wrażenie, że na ceny biletów komunikacji oraz jej jakość najczęściej narzekają ci, którzy korzystają z niej sporadycznie albo wcale. To pewnie na tych „ekspertów” powołują się media w doniesieniach o dramatycznych nagłówkach. Mniej widziałem „eksperckich” opinii na temat skandalicznie niskich cen abonamentów postojowych. Tym znawcom polecam taksówki.

Krakowskie umysły rozpalił ostatnio projekt podwyżek opłat za parkowanie i za przejazdy komunikacją publiczną oraz zmiana na tronie arcybiskupim. O ile pierwsza kwestia interesuje mnie nawet podwójnie jako pasażera komunikacji i użytkownika samochodu, o tyle druga spływa po mnie jak po kaczce. Nie złotej, nie skromnej, ale takiej zwykłej krzyżówce, choć lotnej.

Prezydent proponuje „ukryte podwyżki” przez wprowadzenie płatnych niedziel oraz wydłużenie płatnego okresu: zamiast dotychczasowego od godziny dziesiątej do dwudziestej obowiązywałby nowy, od dziewiątej do dwudziestej drugiej. Zmiany te mają wejść w życie w trybie pilnym od 1 stycznia. W sumie popieram. Niedzielni kierowcy też powinni płacić. Co prawda, komunikacja publiczna w niedziele i święta kursuje dużo rzadziej, ale mnie na przykład udaje się zwykle dojechać do teatru, kina czy kawiarni i wrócić.

Prezydent za to szanuje święte prawo mieszkańców Krakowa do parkowania niemal za darmochę. W Warszawie abonament mieszkańca kosztuje 600 złotych rocznie, czyli 50 miesięcznie. W Poznaniu to 480 złotych rocznie, a 40 złotych miesięcznie. Najdrożej jest w Szczecinie: aż 300 złotych za miesiąc. Równie tanio, jak w Krakowie jest we Wrocławiu: tyle, co trzy obwarzanki miesięcznie. A przecież krakowskie zarobki przewyższają już te warszawskie. Czy nie byłoby uczciwie, gdyby dobrze zarabiający Krakowianie z centrum miasta i okolic płacili za utrzymanie miejsc parkingowych? Dziś ich wpłaty zapewne nie pokrywają kosztów letniego utrzymania, a już na pewno nie odśnieżania w zimie. Nie postuluję szczecińskiego zdzierania z posiadaczy aut (no dobrze, postulowałbym, ale jestem realistą), czy jednak nie należałoby przyjąć stawek warszawskich? Sensowne byłoby też rozszerzenie strefy płatnego parkowania na całą Strefę Czystego Transportu. Skoro nie zamierzamy wpuszczać obcych (samochodów) do miasta, to chyba warto za to trochę zapłacić.

Projekt zmian ogłoszono tuż po informacji o podwyżce cen za przejazdy komunikacją publiczną. Mediotwórcy (przetwórcy informacji) skupili się na cenach biletów za przejazdy jednorazowe. Jak sama nazwa wskazuje, bilety takie służą do przejazdów jednorazowych. Ci, którzy stale korzystają z komunikacji publicznej, na przykład ja, nawet nie pamiętają ich cen, bo używają biletów okresowych, a te akurat należą do najtańszych w kraju, przynajmniej jeśli się mieszka w Krakowie. Po planowanej podwyżce bilety miesięczne też nie będą tu najdroższe – cenowo będą się lokować pośrodku stawek dla największych dziesięciu miast Polski.

Kraków jednak od dawna segreguje Polaków na swoich i obcych i dla obcych ma wyższe stawki. Taka to już krakowska gościnność, dzięki której mieszkańcy sąsiednich gmin poważnie się zastanawiają, co wyjdzie im taniej: krakowska komunikacja czy własny samochód. W dodatku Kraków ma chyba najdroższą w Polsce kolej aglomeracyjną, choć to już zasługa urzędu marszałkowskiego. Stąd biorą się najdroższe w Polsce bilety aglomeracyjne, pozwalające na korzystanie z komunikacji miejskiej i kolei aglomeracyjnej.

Podwyżka biletów miesięcznych konsumuje część inflacji, więc była nieunikniona – tym bardziej że Kraków dysponuje jednym z najnowocześniejszych taborów i całkiem dobrym systemem komunikacji. Poza fatalnym niekiedy stanem niektórych torowisk, zwłaszcza tych „remontowanych” tuż po transformacji, jedynym problem jest zbyt duża liczba samochodów. Już dawno temu przekroczyła pojemność miasta i jego ulic.

Często mam wrażenie, że na ceny biletów komunikacji oraz jej jakość najczęściej narzekają ci, którzy korzystają z niej sporadycznie albo wcale. To pewnie na tych „ekspertów” powołują się media w doniesieniach o dramatycznych nagłówkach. Mniej widziałem „eksperckich” opinii na temat skandalicznie niskich cen abonamentów postojowych. Tym znawcom polecam taksówki.

Wszyscy zapominają, że o ile organizacja komunikacji publicznej jest zadaniem własnym miasta, o tyle dostarczanie za pół darmo miejsc parkingowych już nim nie jest. Ale, jak wiadomo, rządzi nami lobby samochodowe. Prawo do samochodu oraz jego parkowania jest przecież najważniejsze.

Również na aristoskr.wordpress.com


Felieton jest wyrazem opinii autora. Nie prezentuje stanowiska ZR Małopolskie.

Tekst wart skomentowania? Napisz do redakcji!