Mój KOD. Felieton Fryderyka Zolla (502)

Mój KOD. Felieton Fryderyka Zolla (502)

Minął kawał czasu. Pamiętam, jak zimą 2016 roku przyszedł do mnie Piotr Gawlik. Wcześniej napisałem w liście, że chciałbym się włączyć w działania KOD-u. I się zaczęło.

Szalone osiem lat z okładem – osiem lat manifestacji, spotkań. Zostałem wybrany na członka zarządu i wiceprzewodniczącego KOD-u Małopolskie. Miałem też wielu przewodniczących: Dankę, Bartka, Beatę, Ewelinę. Wspaniali ludzie. To był długi czas. Nie ma już z nami Tadka Kusia, Beaty Kwiatkowskiej, Zbyszka Wagnera, Stefana Patyka i wielu innych.

KOD Małopolskie był siłą jednoczącą lokalną opozycję, organizatorem demonstracji na Rynku, pod sądami. A ostatnio w strasznym czasie wojny w Ukrainie zaangażował się w pomoc, pokazując, że gdy chodzi o podstawowe interesy Polski i Europy, można współpracować nawet z tymi, od których politycznie jesteśmy daleko.

Mam w oczach twarze tylu ludzi obecnych na manifestacjach, ludzi, którzy nie rezygnowali z działania przeciwko rodzącemu się autorytaryzmowi. Ludzi oddanych Polsce, mających nadzieję – nie tę kruchą, marną. Ludzi, którzy dzięki swojej wytrwałej niezgodzie na bezprawie odnieśli zwycięstwo. Z dalekiej podróży Polska wraca na europejski szlak praw człowieka, wolności, demokracji i solidarności.

W sobotę zakończy się moja kadencja w zarządzie regionu. Nie byłem dobrym wiceprzewodniczącym: przez ostatnie dwa lata pochłaniało mnie organizowanie wsparcia dla Ukrainy. Było to jednak ważne zadanie i w tej działalności dumnie reprezentowałem KOD. Przychodzi czas na pożegnanie się z zarządem. Będę odtąd szeregowym członkiem KOD-u, wciąż – mam nadzieję – w różny sposób pomocnym, wciąż z możliwością komentowania naszej rzeczywistości. Dziękuję wszystkim za ten szczególny czas. Razem osiągnęliśmy coś bardzo istotnego.


Felieton jest wyrazem opinii autora. Nie prezentuje stanowiska ZR Małopolskie.

Tekst wart skomentowania? Napisz do redakcji!