Władcy nieinternetowi. Felieton Fryderyka Zolla (211)

Władcy nieinternetowi. Felieton Fryderyka Zolla (211)

Jest paradoksem, że w epoce tak bardzo zdominowanej przez Internet władzę niemalże absolutną w niektórych krajach dzierżą ludzie, którzy z Internetu nie korzystają i są w tej kwestii zdani całkowicie na innych. Takim człowiekiem jest Kaczyński, takim człowiekiem jest Łukaszenka. Obaj żyją w rzeczywistości niedzisiejszej, rządzonej przez wygasłe już dawno spory i konflikty. Tak więc Kaczyński nie zawahał się rozpętać skandalu dyplomatycznego, którego efektem jest sprzeczne z interesem Polski nieobsadzenie fotelu ambasadora Republiki Federalnej Niemiec w Warszawie. Dla Kaczyńskiego mianowanie ambasadorem syna kapitana Wehrmachtu jest jak policzek. Nieważne, że syn ten jest doświadczonym dyplomatą, który zna nasz region i wielokrotnie dawał wyraz swojej sympatii dla Polski. Kaczyński, nieoswojony z Internetem, pamięta świat z „Czterech pancernych” i na tej podstawie podejmuje decyzje o istotnych konsekwencjach dla naszego kraju. Nie ma dla niego znaczenia, czym są dzisiejsze Niemcy. Nieznający języków, odcięty od wiedzy o współczesności, wyobraża sobie ten kraj tak, jakby od końca wojny nie minęło 75 lat i jakby od tamtej pory nic się nie zmieniło. Zresztą, dzisiejsze Niemcy też byłyby dla Kaczyńskiego przerażające, bo to jest kolorowy, wieloetniczny świat wolnych ludzi. Podobnie Łukaszenka bajdurzy o polskich zamiarach zajęcia Grodna. Nieufny wobec Internetu Bat’ka żyje wyobrażeniami sprzed kilku dziesięcioleci i zdaje mu się, że współcześni Białorusini też takimi wyobrażeniami żyją. Stracił kontakt z rzeczywistością i kieruje się swojskimi zasadami sowieckiego świata i geopolitycznych strategii z zamierzchłej przeszłości. Najbardziej zagadkowe jest to, że ci ludzie, zamknięci w swoich imaginariach, utrzymują się przy władzy. A najgorsze, że ich odrealnione wyobrażenia stają się naszą rzeczywistością.