Wielki to kraj, co wielkie dotacje daje. Felieton Joanny Hańderek (106)

Wielki to kraj, co wielkie dotacje daje. Felieton Joanny Hańderek (106)

Tak zwany minister edukacji wyznaje zasadę, że Polacy nie gęsi i swój język mają, a skoro jest to nasz język, narodowy, to nie trzeba się go uczyć – tak jak i pozostałych przedmiotów. W zasadzie po co nam szkoły i uniwersytety, gdy mamy fundacje prorządowe, prawe i sprawiedliwe? Jeśli tylko się je odpowiednio obdaruje i dofinansuje, to one już nas nauczą. W dzisiejszym felietonie słów kilka o wielkości dotacji i o naszym kraju, w którym nauka znajduje się gdzieś… gdzie minister edukacji nie sięga.

„Lewakom nigdy nie dam” – kategorycznie stwierdził niejaki pan Czarnek, zwany ministrem edukacji. No i słusznie, że nie da, jeszcze czego, skoro nie ma z czego. Wszystkie pieniądze przecież i tak poszły już na ważne programy edukacyjne, czule określane w mediach jako „willa+”.

Rezultaty działalności panów i pań związanych z rządami PiS-u w naszym kraju są naprawdę niesamowite. Odkąd tylko dorwali się do pieniędzy państwowych – a więc naszych pieniędzy – systematycznie i konsekwentnie organizują sobie wyżerkę. Mają też wybitne dzieci, szwagrów, kuzynki, dalszą i bliższą rodzinę. A teraz okazuje się, że mają naukowców wybitnych.

Nie bądźmy małostkowi. Fundacja Polska Wielki Projekt potrzebuje przecież jakiejś siedziby. A skoro Polska jest wielka, to i Fundacja Polska Wielki Projekt jest wielka – oczywiste to jak zwycięstwo wojsk polskich pod Wiedniem. Działalność naukowa rzeczonej instytucji mówi zresztą sama za siebie: konferencja pod jakże zaskakującym tytułem „Polska Wielki Projekt” sama się wszak nie zorganizowała, a nagrody imienia prezydenta Lecha Kaczyńskiego nie przyznano całkiem za nic. Każdy, kto się przyjrzy stronom i wypryskom działań edukacyjnych fundacji, zrozumie od razu, że Polska jest wielka, bardzo wielka, dlatego Fundacja Polska Wielki Projekt, gigantyczny przerost monumentalnych wartości, nie mieści się w normalnej skali ocen, a zatem dotacja też musi być wielka.

Któż tworzy tę wielkość? Sami luminarze polskiej nauki i wielkości, rzecz jasna. W skład wielkich wchodzą: wicepremier Piotr Gliński, europosłowie PiS Zdzisław Krasnodębski i Ryszard Legutko, Tomasz Matynia (dyrektor Centrum Informacyjnego Rządu), Bronisław Wildstein, Andrzej Zybertowicz (doradca prezydenta), Jacek Czaputowicz (były szef MSZ) i… Andrzej Przyłębski (mąż pani, która jako odkrycie towarzyskie dostała zlecenie na Trybunał Konstytucyjny). Sami naukowcy zatem, gwarantujący, że żadna lewacka i niePiS-owska mysz się nie prześliźnie, że w ramach działalności fundacji nic o nieprawościach świata tego nie zostanie powiedziane ani napisane.

Czym zajmuje się Fundacja Polska Wielki Projekt? Edukacją, edukacją i jeszcze raz edukacją! Tu jednak zaczynają się maleńkie schody, drobniuchne wątpliwości, które zapewne wynikają z moich uprzedzeń – wiadomo, jako kobieta jestem gderliwa, nieufna i nie potrafię myśleć logicznie, a jako naukowczyni zajmująca się genderem i ekologizmem mam klapki światopoglądowe na oczach. Stąd moje tycie zastrzeżenia i pytania, na przykład co fundacja ma wspólnego z nauką i w jaki sposób może kogoś edukować. Owszem, pierwsi profesorowie Rzeczpospolitej PiS-owskiej: prof. Krasnodębski i prof. Legutko, już się wyspecjalizowali w odpowiednim zakresie. Ale co z pozostałymi przedstawicielami tej wspaniałej fundacji?

Małe obawy, że coś tu jest nie tak, to zapewne wraża propaganda TVN i innych mediów w rękach amerykańskich innowierców oraz zgniłego Zachodu. Tak zwany minister edukacji wie najlepiej, co jest potrzebne polskiej młodzieży: wielka Polska i wielkie narracje. Szkoła naprawdę nie musi mieć szczelnego dachu, bo jak się dzieciakom będzie na głowę lało, to się zaprawią w spartańskim życiu i nabędą patriotycznej wiedzy, że mają bronić Polski przed złem unijnych dotacji. Jak się młodzież wyedukuje, że jesteśmy wielcy, żadne inne narody nam nie podskoczą, wszak to my uczyliśmy Francuzów i resztę Europy – co tam, cały świat! – jak jeść i co do czego. Dlatego nauczyciele w szkołach też są zbędni. Jak im się nie podobają małe płace i mobbing, to hał du ju du z naszego kraju! Polska jest wielkim projektem, ma już willę na Mokotowie, w szkole wystarczą więc panie od polskiego, niech dzieci się uczą czytać i pisać, tabliczkę mnożenia niech poznają, Rotę, historię zmagań z Krzyżakami, zaborów, walki o niepodległość – i wystarczy. Biologia, chemia, fizyka, etyka i inne filozoficzne świństwa, tak samo jak wiedza o świecie czy geografia to również zawracanie głowy. Dość wiedzieć, że Polska była od morza do morza i będzie. W zasadzie dobrze wyedukowany Polak mały to ktoś, kto będzie umiał wcisnąć jedynkę na pilocie, wsłuchać się w kojące słowa polskiego dziennika, pójść na wybory i zagłosować na jedynie słuszną partię oraz karnie płacić za to, za co każą płacić.

„Lewakom nigdy nie dam” – zapewnia tak zwany minister edukacji. I słusznie, po co dawać innym? Dajmy swoim. To złota zasada polityki PiS-u, która ujawnia się w różnych wariantach, zawsze szczęśliwych dla rządzących i mniej szczęśliwych dla reszty społeczeństwa. W całym tym zamęcie jedno wydaje się nieprawdopodobne: buta władzy. Pan zwany ministrem edukacji nawet się nie zająknie, patrzy prosto do kamery i zachwycony opowiada o kolejnych przekrętach, nienawiści i pogardzie do opozycji, do każdego, kto nie jest z nim. Ten człowiek nie ma żadnych wątpliwości ani hamulców. Wie, jak rozdawać polskie pieniądze, i bez żenady tę wiedzę realizuje. Buta, z jaką PiS przeżera nasz kraj, to dzisiaj chyba największe zaskoczenie. Resztę: nowomowę, eksplozję nienawiści i koryto+, niestety już znamy.


Felieton jest wyrazem opinii autorki. Nie prezentuje stanowiska ZR Małopolskie.

Tekst wart skomentowania? Napisz do redakcji!