Protesty w czasach popkultury. Felieton Joanny Hańderek (15)

Protesty w czasach popkultury. Felieton Joanny Hańderek (15)

Demokracja to dziwny twór polityczny. Gdy starożytna Grecja stawiała na tę formę rządów, Platon przed nią przestrzegał, wskazując na problemy z władzą oddaną w ręce społeczeństwa. Wielu jednak po dziś dzień twierdzi, że ów ustrój, wprawdzie nie najlepszy ani nie najdoskonalszy, jest jedynym, który się sprawdza, tak by społeczeństwo mogło się rozwijać poza przemocą dyktatury.

Ostatnie wydarzenia pokazują, że stajemy przed nowym wymiarem populizmu zagrażającego demokracji i polityce. Wszędzie na świecie od lat do głosu dochodzili populiści, wszędzie rozwijano narracje wpadające w ucho rozochoconym tłumom, które szukają łatwych rozwiązań. Głos oddany na skrajne partie nacjonalistyczne, na ugrupowania o nacjonalistycznym czy faszystowskim nastawieniu, to ucieczka przed światem, który przeraża. Fanatycy i populiści to ludzie umykający przed rzeczywistością, która ich boli.

Na Kapitol wdarły się rozwrzeszczane tłumy, nabuzowani ideologią, fanatyczni zwolennicy Donalda Trumpa, którzy wierzą, że wybory wygrał ich kandydat, bo – podobnie jak antycovidowcy – wypierają fakty. Tłum niszczący, tłum demolujący, przed którym musieli ustąpić policjanci i politycy. Protesty społeczne mają znaczenie, gdy pobudzają je głębsze idee, gdy demonstracje na ulicach czy wtargnięcie do miejsc świętych dla demokracji wynikają z walki o wartości – walki o wolność, równość, sprawiedliwość, praworządność, transparentność, prawo. Nie było tego widać w zdarzeniach na Kapitolu. Cisnęli się tam ludzie poprzebierani jak na maskaradę, tak jakby pomylili imprezy, pokrzykując coś o teoriach spiskowych, wielkości człowieka i patriotyzmie. Tak naprawdę nie dokonali niczego poza demolką i zrobieniem selfie.

Protest i władza w czasach popkultury. Trump stał się przywódcą popkulturowym, rozpalił emocje tłumu. Poza faktami, poza rzeczywistymi problemami, w retoryce popkulturowej siły mówił o wielkiej Ameryce (skądś to znamy – u nas PiS opowiada o wstawaniu z kolan, o końcu polityki wstydu i o niezależności wobec Unii Europejskiej) i namawiał do buntu. No i się zbuntowano. Tłum, który na chwilę zawładnął Kapitolem, był jednak tłumem popkulturowym, ludycznym. Nie dbał o „ratowanie” demokracji, tylko o rozróbę. Być w centrum wydarzeń, usiąść na fotelu senatorskim, pokazać się w mediach społecznościowych. Jaki przywódca, taki wspierający go politycznie tłum. Jaki program ideologii, takie protesty ludzi zagubionych w manipulacjach i populizmie.

Demokracja to stan naszej świadomości. To my kształtujemy nasze społeczeństwo i naszą politykę. Problem w tym, że w przeciwieństwie do protestów kontrkultury i do walki z lat solidarności coraz częściej w kulturze Zachodu nie chodzi o nic więcej jak o fajne selfie. Trump (tak samo zresztą jak Duda) walczył o własne ego i utrzymanie się na stanowisku. Popierający go ludzie zabawiają się w polityczne manifestacje. Demokracja popkulturowa. Spod napływających informacji przebija szalony uśmiech Jokera. Pytanie, co dalej. Jak będziemy budować nasz świat? Stara demokracja po Trumpie musi zacząć się bronić przed medialnymi produkcjami popkulturowej hucpy z minionej prezydentury. Tu w Polsce trzeba się zastanowić, czy nie zmierzamy w tym samym kierunku, czy zamiast realnej zmiany i opozycji nie będziemy mieć coraz więcej podziałów społecznych i coraz więcej beznadziejnego zmęczenia ludzi. Joker uśmiecha się z Kapitolu, uśmiecha się krzywo. Szalejący tłum jest jednak zawsze niebezpieczny. Patrząc na USA, musimy przemyśleć sens tego, co dzieje się u nas. Szaleństwo populizmu zagraża i nam, niszcząc nasze prawo, nasze sądy, naszą świadomość. Od nas zależy, jak będzie wyglądała nasza polityka.


Felieton jest wyrazem opinii autorki. Nie prezentuje stanowiska ZR Małopolskie KOD.

Tekst wart skomentowania? Napisz do redakcji!