Prawo do pomyłki. Felieton Fryderyka Zolla (53)

Prawo do pomyłki. Felieton Fryderyka Zolla (53)

Prezydent Duda domaga się z całą bezwzględnością ustąpienia kryształowego Mariana z urzędu. Jednocześnie dodaje, że nie należy tu winić PiS‑u, bo pomyłki w wyborze mogą się zdarzyć. Przy okazji premier Morawiecki rozważa – jako sposób na odwołanie Kryształowego – zmianę Konstytucji. Podobno z lektury raportu CBA wynika, że stan administracji skarbowej, tego wielkiego sukcesu PiS‑u, bardziej przypomina cuchnące bagno (co zresztą dziwić może tylko premiera). Wbrew wywodom Dudy, za wybór Banasia pełną odpowiedzialność ponosi PiS. Samo powołanie go na prezesa NIK‑u było sprzeczne z istotą tej instytucji. Polityk z jądra PiS‑owskiej władzy jest ostatnim człowiekiem, który tę władzę powinien kontrolować. Gdyby szanowano reguły demokracji (tu poprzednicy także nie są bez winy), wybierano by na ten urząd osoby spoza struktury władzy. Gdyby chciano uniknąć takiej wpadki jak ta z Kryształowym, wybór poprzedzałyby publiczne przesłuchania w komisjach sejmowych. Postępowanie sprawdzające, które już wtedy prowadzono wobec pojawiających się wątpliwości, powinno tę kandydaturę automatycznie zablokować. W normalnej demokracji opozycja to nie wrogowie, ale część systemu kontroli, który pozwala uniknąć takich błędów. Wybór Banasia jednak nie jest błędem, ale regułą systemu stworzonego przez PiS. Obowiązujące tu zasady objaśnił zresztą Adam Lipiński w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej”. Tłumacząc powołanie Piotrowicza na sędziego Trybunału, stwierdził, że przecież partia nie mogła zostawić swojego człowieka w potrzebie. Oto istota PiS‑owskiego państwa: miejsce w Trybunale Konstytucyjnym należy się koledze w niekomfortowej sytuacji. Obserwując ten upadek myślenia państwowego, musimy w jednym przyznać rację Andrzejowi Dudzie: niekiedy przy wyborze można się pomylić. Mam nadzieję, że prawda ta dotarła do wielu wyborców Dudy z 2015 roku. Wkrótce nadarzy im się okazja, by swoją pomyłkę naprawić. Opozycji natomiast niech nie przyjdzie do głowy godzić się na zmianę Konstytucji, by odwołać Banasia. PiS się Konstytucją nie przejmuje, więc sobie poradzi. A Konstytucja to nie akt do regulowania wewnętrznych PiS‑owskich porachunków.