Populizmem nie wygramy z populistami. Felieton Grzegorza Wiśniowskiego (2)

Populizmem nie wygramy z populistami. Felieton Grzegorza Wiśniowskiego (2)

motto:Gdy mit zderzy się z mitem jest to bardzo realne zderzenie
St. J. Lec

Czy walcząc populizmem, należy się nim posługiwać? Gdy władza oszukuje i trwoni środki bez uzasadnionego powodu, to właśnie opozycja powinna być przewidywalna i wykazywać troskę o przyszłość państwa i jego obywateli. Poza wszystkim prześciganie się z populistami w populizmie dobrze dla opozycji skończyć się nie może.

W dojrzałych demokracjach zwykle jest tak, że opozycja – zwolniona z odpowiedzialności, w tym także formalnej odpowiedzialności za dyscyplinę finansów – więcej obiecuje, a rządzący, właśnie podkreślając swoją odpowiedzialność za państwo, wskazują na to, czego dokonali. Zdarzają się wyjątki. Gdy rządzący tracą hamulce, sprawa może się skończyć tak, jak skończyła się w Argentynie i Grecji, czyli bankructwem państwa. Scenariusz zawsze jest wtedy podobny: pragnąc za wszelką cenę utrzymać władzę, rządzący licytują się w populizmie, bo dzięki niemu wygrywają. Sukcesy zwykle przychodzą szybko, ale trwają niedługo, następuje opamiętanie i bolesna nauczka, która jednak dotyka nie tylko rządzących oszustów. Najbardziej stabilne są państwa, w których cała licząca się scena polityczna nie przekracza pewnych granic. Da się w państwie żyć, gdy takie granice przekracza tylko jedna część sceny politycznej, tragedią jest natomiast, gdy w ten chocholi taniec pozwalają się wciągnąć wszyscy gracze.

Rządząca dzisiaj partia, rozochocona koniunkturą gospodarczą, do której w niczym się nie przyczyniła, wprowadza w życie kolejne populistyczne pomysły mające charakter wydatków sztywnych, bardzo trudnych bądź praktycznie niemożliwych do zmiany w krótkim terminie. Na ich pokrycie można znaleźć środki w warunkach znakomitej koniunktury, ale już w pierwszym okresie recesji, który wcześniej czy później musiał nadejść, jest to niewykonalne. Przez jakiś czas można jeszcze brać pożyczki, im częściej jednak się to robi, tym wyższych odsetek żądają wierzyciele. Są to fakty znane, opisywane wielokrotnie.

Niepokój budzi więc akceptowanie takiego stanu rzeczy („nic, co zostało dane, nie będzie odebrane”) przez oponentów politycznych obecnej władzy. Przyzwyczajanie społeczeństwa do takiej sytuacji jest groźne dla podstaw stabilności państwa, zwłaszcza jeśli dokłada się do tego własne, równie kosztowne obietnice. Za chwilę trudno będzie ludziom wytłumaczyć, że państwa nie stać na czternastą czy piętnastą emeryturę, a i na trzynastą zabraknie, że nie będzie pieniędzy na takie propagandowe inwestycje jak przekop Mierzei czy Centralny Port Komunikacyjny (plany rządzącej prawicy), na emerytury bez podatków (to centrum) czy mieszkania od państwa (lewica). Problem staje się tym poważniejszy, że prawie cała demokratyczna opozycja popiera rządowe propozycje niemające stabilnych źródeł finansowania, a przy tym po ludzku niesprawiedliwe (wbrew uchwalonej w Sejmie czternastej emeryturze to nie emeryci są dzisiaj grupą najbardziej potrzebującą natychmiastowego wsparcia).

Premier (obecny lub zastępujący go delfin) ogłosi wkrótce Nowy Ład – kolejny pomysł nie na to, by kraj lepiej się rozwijał w długiej perspektywie, ale na to, by zatrzymać sondażowe spadki notowań rządzącej koalicji. Brak wiary w słowa premiera wynika z nieszczęsnej przywary mojej pamięci oraz Internetu, w którym nic nie ginie, a premier naogłaszał różnych planów, obietnic i harmonogramów już całkiem sporo, zapominając zresztą o nich błyskawicznie. Stawką jest wyjście z kryzysu, odbudowa gospodarki i zapewnienie długookresowego wzrostu, który pozwoliłby dogonić w rozwoju europejskich średniaków (maruderów – bo Węgry, Grecję czy Portugalię pozwoliły dopędzić reformy Balcerowicza kontynuowane przez następców). Efektem najlepszego ćwierćwiecza w historii Polski jest nasza obecność w Unii Europejskiej i możliwość wzięcia udziału w wyjątkowym w skali i historii świata programie odbudowy po kryzysie. Będą na to środki, które trzeba optymalnie wykorzystać. Rząd PiS‑u nie dotrwa do końca tego okresu. Demokratycznej opozycji nie stać dzisiaj na prześciganie się w radykalnym populizmie, bo – pomijając inne przyczyny – w tej konkurencji z rządzącymi po prostu nie ma szans.

Niektórzy zapytają, dlaczego ma nam być szkoda róż, gdy płonie las. To niesłuszne pytanie. Lasu – demokracji, praworządności, trójpodziału władzy – nie zdołamy uratować, jeśli nie ocalimy róż – ekonomicznych podstaw kondycji państwa. Nie znam przykładów zwycięstwa nad populistami osiągniętego za pomocą realizowania populistycznych postulatów. Ja się martwię o róże.


Felieton jest wyrazem opinii autora. Nie prezentuje stanowiska ZR Małopolskie KOD.