Polki i Polacy to wspaniali ludzie, tylko z tożsamością narodową mają problem. Felieton Marcina Nowaka (21)

Polki i Polacy to wspaniali ludzie, tylko z tożsamością narodową mają problem. Felieton Marcina Nowaka (21)

Tożsamość narodowa w narracji pisoprawicy opiera się na dwóch ważnych filarach. Jednym z nich jest Rzeczpospolita wielka terytorialnie i wpływowa, drugim Rzeczpospolita gumkowana – wymazywana z map Europy.

Kogo z nas nie rozpiera duma na słowa o Polsce drewnianej i murowanej, o zwycięskich bitwach, podbojach, poszerzaniu polskiego terytorium, o słynnej Polsce od morza do morza? Nie dostrzegamy jednak drugiej strony medalu. Sukcesy polskich dynastii królewskich były porażkami wielu lokalnych społeczności: Słowaków, Rumunów, Mołdawian, nawet Węgrów, Ukraińców, Białorusinów, Litwinów czy Łotyszy, którzy tracili suwerenność podbici przez Polaków. Nie można też stosować argumentu chrześcijańskich podstaw tej polskiej wielkości, bo wszystkie państwa europejskie były w tamtym czasie chrześcijańskie. To nie wiara przyczyniła się do rozwoju Polski, ale kreatywne społeczności na ziemiach rządzonych przez dynastie królewskie. Innym ważnym aspektem tożsamości narodowej jest jakieś wypieranie tego, co nastąpiło w naszej historii po XVIII wieku: ucisku społeczeństw zamieszkujących tereny niegdysiejszej Rzeczpospolitej, rozbiorów, obu wojen światowych i okresu komunizmu. Szuka się winnych, którzy doprowadzili do upadku I i II Rzeczpospolitej oraz dopuścili komunistów do władzy po II wojnie światowej. Mówi się o prześladowaniach za polskość i o bohaterach, którzy tym szykanom się sprzeciwiali, o zrywach narodowych: powstaniach, walce u boku Napoleona, uczestnictwie w koalicji antyhitlerowskiej, bitwie pod Monte Cassino, strajkach robotniczych oraz – co wydaje się zupełnie bez znaczenia – oporze Kościoła (istotą Kościoła jest opór wobec nieustannych prześladowań, bo Kościół po prostu nie umie istnieć jako nieprześladowany. Korzysta więc z okazji i wmawia Polakom, że to ich tożsamość oparta na wierze jest atakowana, a przecież religia jest tylko cząstką polskiej tożsamości, wcale nie najważniejszą).

A przecież w tym samym czasie toczyło się całkiem normalne, spokojne życie wielu pokoleń. Ludzie rodzili się, dorastali, zakładali rodziny, pracowali i umierali. Rodziny doświadczały radości i smutków. Funkcjonowały szkoły i uniwersytety, młodzież się uczyła. Ziemia, która chwilowo zmieniała właściciela, wydawała te same plony, a uprawiali ją ci sami chłopi, później rolnicy. Wybitne jednostki budowały kulturę, ubogacały lokalną tradycję i rozwijały myśl techniczną. Wzrastały miasta i wsie. Na terenach bliskich mojemu sercu dowodem na to jest m.in. linia kolejowa łącząca Bielsko-Białą z Kalwarią Zebrzydowską, otwarta 1 czerwca 1888 roku jako część austriackiej Kolei Miast Śląskich i Galicyjskich. W zaborze austriackim świetnie rozwijało się małopolskie rzemiosło, w ogóle ludność zamieszkująca te obszary cieszyła się dużymi swobodami. Tyle dobra wydarzyło się na ziemiach Rzeczpospolitej w czasie zaborów i komuny – dobra, którego autorami byli dobrzy ludzie, zwyczajni Polacy i Polki. Ta piękna strona dziejów Polski po XVIII wieku istnieje w cieniu nieprzepracowanego i niezintegrowanego bólu łączonego z tamtym wycinkiem naszej historii, w cieniu mesjasza narodów domagającego się prześladowań.

Dwa ważne okresy wolnej Polski: lata międzywojenne oraz lata po upadku komunizmu, nie pozwoliły na zintegrowanie w świadomości Polaków wydarzeń historycznych w całej ich ciągłości. Wydaje się, że rządząca elita i spora część społeczeństwa nadal nie są w stanie zaakceptować zaborów i komunizmu jako integralnych elementów historii Polski. Ludzie ci nie przeszli drogi żałoby po utraconym raju wielkiej Rzeczpospolitej, zatrzymali się na etapie buntu i wyparcia, o czym świadczą kolejne fale dekomunizacji, pomysły na zburzenie Pałacu Kultury i Nauki czy powrót do katolickiego fundamentalizmu. Nadal dzieli się Polaków na wiernych i niewiernych mitycznej Rzeczpospolitej, nadal szuka się winnych – a niesłusznie. To, co się wydarzyło, wydarzyło się z takich czy innych względów i już się nie odstanie.

Ciągłe koncentrowanie się na bólu z powodu utraty niepodległości i paniczne poszukiwanie tożsamości narodowej utraconej w XVIII wieku są głęboko nieuprawnione. Najwyższa pora, by zintegrować wszystkie okresy naszej historii, przebaczyć oprawcom, wyjść z pozycji ofiary, zdetronizować spragnionego prześladowań mesjasza narodów i z nowym zapałem ruszyć wreszcie naprzód. Tylko akceptacja zła, które w przeszłości nas spotkało, i prawdziwe przebaczenie mają uwalniającą moc i wyzwalają pozytywną energię. Nie zbudujemy nowej Rzeczpospolitej, jeśli ciągle będziemy negować i gumkować przykrą przeszłość. Czy chcemy czy też nie, jest ona elementem naszej wspólnej historii.

Józef Piłsudski powiedział o Polkach i Polakach: „naród wspaniały, tylko ludzie k***y”. Ripostuję otwarcie: Polki i Polacy to wspaniali ludzie, tylko z tożsamością narodową mają problem. Nicią przewodnią historii Polski i fundamentem polskiej narodowości są postawy i działania zwykłych ludzi, którzy tworzyli i tworzą tkankę społeczną na terenach Rzeczpospolitej. Niezależnie od okoliczności, od dobrobytu lub jego braku, niezależnie od sprawujących władzę, niezależnie od obowiązujących przepisów tacy ludzie budowali i budują dobro regionów, miast i wsi. Najwyższa pora przestać im wmawiać potrzebę obrony abstrakcyjnej, wyznaniowej tożsamości narodowej. Oni narodowość mają w sobie, w swoim sercu i w swojej krwi, gdziekolwiek mieszkają, niezależnie od obowiązującego systemu prawnego i swojego światopoglądu. Byliśmy i jesteśmy narodem multikulturowym i multiwyznaniowym, otwartym i solidarnym. Namacalnych dowodów dostarczają nam bieżące wydarzenia związane z koronakryzysem. Opuszczone przez rządzących społeczności na terenach Rzeczypospolitej trwają i zwyciężają w trudnościach dzięki niesionej w sercu solidarnej polskiej narodowości, a władza i jej poplecznicy toną, broniąc w tym czasie bożka polskości.


Felieton jest wyrazem opinii autora. Nie prezentuje stanowiska ZR Małopolskie KOD.