Pandemia, protesty i kobiety. Felieton Joanny Hańderek (3)

Pandemia, protesty i kobiety. Felieton Joanny Hańderek (3)

Widać już wyraźnie to, co przeczuwaliśmy od jakiegoś czasu, a co autorzy memów uchwycili jako pierwsi: jest pandemia, brakuje wszystkiego, sprawa Giertycha nie wystarczyła, więc wywoła się aferę o aborcję i z pandemią będzie spokój. Tę smutną prawdę słychać dziś bezpośrednio w wypowiedziach polityków i polityczek PiS‑u, słychać ją w oskarżeniu Kaczyńskiego skierowanym do opozycji: „To wyście wyprowadzili ludzi na ulice!”. Kobiety, jak zawsze, zostały zinstrumentalizowane. Ich prawa dla partii o tak jawnie szowinistycznym i radykalnym nastawieniu po prostu się nie liczą. Nie myliliśmy się: skoro w trakcie nasilającej się pandemii Trybunał w ogóle poruszył taki temat i skoro właśnie teraz wydano takie orzeczenie, to jest jasne, że nie chodziło o samą kwestię aborcji, ale o przykrycie nieudolności rządu, o wyprodukowanie nowego problemu, którym żyć będzie cała Polska. Może brzmi to jak teoria spiskowa, może wydaje się to nieprawdopodobne, ale logika wydarzeń jest nieubłagana. Lawinowo rośnie liczba chorych, tłumy na ulicach są szczególnie narażone na zakażenie – nic to, bo najważniejsze, że będzie można bez końca pokazywać zdjęcia kobiet i mężczyzn protestujących w obronie wolności, godności i podstawowych praw, i powtarzać: pandemia przyspieszyła właśnie przez nich! PiS zdążyło się już zaprezentować od najgorszej strony jako grupa ludzi, którzy bezwzględnie wykorzystują okoliczności, dbają nie o dobro społeczne, a tylko o swoje wygody, premie i nowe limuzyny, i nonszalancko podchodzą do prawa, swobód obywatelskich, wyborów, demokracji, Konstytucji. Życie człowieka wydaje się dla nich mało istotne. Skutek mowy nienawiści, jakim było zabójstwa prezydenta Pawła Adamowicza, ani na chwilę nie powstrzymał szczucia Polaków na Polaków. Głównym celem jest utrzymanie się przy władzy, a los obywateli mało kogo tam interesuje. Podstawowy błąd, jakim było uruchomienie szkół w systemie stacjonarnym tuż po wakacjach, doprowadził do śmierci i choroby wielu nauczycieli, rodziców i dzieci tylko dlatego, że minister edukacji nie miał wyobraźni i nie zrobił tego, co powinien: nie przygotował szkół do zdalnego nauczania. Tych zaniedbań i bezimiennych ofiar umierających codziennie przez nonszalancję rządu jest bardzo wiele. Sam premier, ogłaszając w lecie pokonanie koronawirusa, tylko utwierdził ludzi bez maseczek w przekonaniu, że nie trzeba się przejmować ani zabezpieczać. Wyruszono więc gromadnie na wakacje bez szczególnej troski o możliwość zarażenia siebie czy innych. Teraz mamy niewydolny system w szpitalach, brak respiratorów, brak lekarzy, finansową katastrofę. I nagle pojawia się orzeczenie Trybunału, jakby nowy pożar miał odwrócić naszą uwagę od tego, co już płonie. Tylko jakim kosztem? Kosztem jeszcze większej liczby zakażeń i zgonów? Jeszcze większej polaryzacji społeczeństwa? Czy wkrótce usłyszymy komunikat, że to wszystko przez feministki, które nie przejmując się bezpieczeństwem, organizowały marsze? Oczywiście, winna będzie opozycja, a zwłaszcza lewica, no i stary, dobry wróg numer 1: Donald Tusk. Wiadomo, to przez Tuska! PiS – jak zawsze – podpala, a potem udaje, że to nie oni. Oni przecież nic nie zrobili!


Felieton jest wyrazem opinii autorki. Nie prezentuje stanowiska ZR Małopolskie KOD.