Okna, okienka… Felieton Marcina Nowaka (62)

Felieton Marcina Nowaka

Kiedy Internet otworzył okno na świat, czy ktoś się spodziewał, że sieć stanie się przestrzenią wszystkiego i niczego?

Wyjście z domu: po prawej i po lewej okna ustawione równo w pionie, w poziomie. Otwarte przez okrągłą dobę we wszystkie dni tygodnia, miesiąca i roku, otwarte na oścież w każdą pogodę. Walczą, próbując przykuć uwagę. Kolorowe, migające, z przygaszonym światłem, pełne ludzi i zupełnie puste. W niektórych gra muzyka, w innych panuje cisza. Tu ktoś opowiada o podboju kosmosu. Tam słychać śmiech ludzi, pewnie ktoś żartuje. Tu mówią o pogodzie w Pekinie, o deszczowej Limie i dżdżystym Delhi. Uff, tu na szczęście świeci słońce. Giełda i inwestycje, a pomiędzy nimi dziesięć największych dziur na świecie. Pies, który tuli się do kota. Tu polityka, tam sport tuż obok sernika według przepisu babci Krysi. Tutaj wspomnienia, a tam marzenia. Ograniczenia. Zosia przekonuje, że żółty lepszy od niebieskiego, Marek krzyczy, że wręcz odwrotnie. Zielony nadzieję przynosi. Ostry cień mgły. Dwa plasterki salami i taki ten świat poukładany. Tu ktoś obraża, bo ktoś inny wyraża zachwyt nad kwiatem lotosu. Krzyczą idioci, bo ktoś broni człowieka opluwanego. Dwa okna dalej ten sam komentarz owacją witany: „Tyś z naszych. Wręczamy ci medal. Tyś zawsze u nas mile widziany”.

Przyśpieszyć kroku, bo ulica długa, a końca nie widać. Patrząc na prawo i na lewo. Okno za oknem, niektóre trzeba pominąć, tak ich wiele. Tu buty z… trzepaka… i… konferencja w… akwarium… słodkie… gałęzie… z mleka… ubite. Ciepło się… moczy… zawijamy… marchewkę… gotowy… przeciw… oknem… mydlane… deserze… Szybciej, bo tyle jeszcze okien! sla… tka… bar… kij… a… y… s…

STOP, gdzie teraz? Ach, już tak późno! Jutro do pracy. Ale zaraz – jaki był cel tej wędrówki? Słońce już zaszło, na ulicy ciemno, tylko te okna wiecznie otwarte nie przestają przyciągać uwagi: słowem, uśmiechem, brzydotą, inteligencją, sprytem, obelgą, głupotą, pięknem. Stoją otwarte i zapraszają. Popatrz, specjalna oferta. Tylko teraz. Nie jutro. Nie, za dziewięć minut i trzy sekundy będzie za późno. Zostań tu. Zaczekaj. Z okna do okna, do tyłu, do przodu, na prawo i lewo, w górę i w dół, tak bez końca. Okna, okienka…

Powrót do siebie: zmęczony, zgłupiały, próbujący ogarnąć ten natłok zgiełku, posklejać go w logiczną całość. Nic z tego.

Dziś każdy może okno otworzyć. Grzmieć, mówić, walić różne pierdoły, teorie spiskowe i „namacalne dowody”, namawiać do tego czy tamtego, prosić, co łaska, spuścić rolety i takie tam bzdety.

Okno otwarte, zamknąć się nie da. Jedni wychodzą, inni przychodzą. Lubią. Kochają. Pogardzają. Nienawidzą. Mszczą się lub rację udowadniają.

Swoboda, pani/e. „Najszczersza prawda”.


Felieton jest wyrazem opinii autora. Nie prezentuje stanowiska ZR Małopolskie.

Tekst wart skomentowania? Napisz do redakcji!