O pożytkach studiowania prawa porównawczego i o konsekwencjach zaniechania tej nauki. Felieton Fryderyka Zolla (56)

O pożytkach studiowania prawa porównawczego i o konsekwencjach zaniechania tej nauki. Felieton Fryderyka Zolla (56)

Komparatystyka, czyli prawo porównawcze, to dziedzina, która pomaga wyciągać wnioski z obcych porządków prawnych. Bardzo trudno jest czynić to właściwie. Potrzebne jest tu tak zwane podejście funkcjonalne. Już dawno zauważono, że zamiast powoływać się na brzmienie przepisu w obcym porządku prawnym, należy zbadać, w jaki sposób dany system prawny mierzy się z danym zjawiskiem, na przykład jak zapewnia niezależność władzy sądowniczej. Niestety, w obecnym Ministerstwie Sprawiedliwości nie udało się znaleźć nikogo, kto by opanował choćby podstawy tej nauki. Dlatego przygotowane przez Ministerstwo Sprawiedliwości porównanie zasad organizacji sądownictwa w Polsce i za granicą zostało wyśmiane przez osoby pochodzące z systemów prawnych, na których rzekomo wzorowano owe propozycje zmian w polskim wymiarze sprawiedliwości. Sytuacja się powtarza. Ministerialni urzędnicy znowu powołują się na jakieś przepisy prawa niemieckiego lub francuskiego, by przedstawić projekt zawierający normy, które uzasadniają karanie sędziów za orzekanie zgodnie z prawem i sumieniem. W przywoływanych systemach przepisy te nie służą do ograniczania niezależności sądownictwa ani do wymuszania poddania się bezprawiu. Naprawdę warto się uczyć prawa porównawczego. Niestety, w latach dziewięćdziesiątych oferta Uniwersytetu Jagiellońskiego w tym zakresie była skromna. Niektórym absolwentom udało się braki nadrobić, innym nie. Ci drudzy teraz nawet nie dostrzegają, jak bardzo się kompromitują.