O aborcji. Felieton Mikołaja Górnego (6)

O aborcji. Felieton Mikołaja Górnego (6)

22 października 2020 roku Trybunał Konstytucyjny orzekł, że art. 4a ust. 1 pkt. 2 ustawy o planowaniu rodziny, ochronie płodu i dopuszczalności przerywania ciąży jest niezgodny z Konstytucją, ponieważ narusza zasadę ochrony życia (art. 38 Konstytucji) i przyrodzonej godności osobowej (art. 30). Chodzi o tzw. embriopatologiczną przesłankę przerywania ciąży, które było dotychczas dopuszczalne w przypadku „dużego prawdopodobieństwa ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu”. Orzeczenie wywołało falę protestów na ulicach polskich miast i szeroką dyskusję w przestrzeni publicznej na temat prawnego i politycznego sensu zakazywania bądź przyzwalania na aborcję.

Do samego wyroku przejdę, gdy na stronie Trybunału (sygnatura K 1/20) zostanie opublikowane jego uzasadnienie, bo dopiero wówczas będziemy mogli rzeczowo rozmawiać o jakości argumentacji. Tymczasem w tym felietonie chciałbym na dużym poziomie ogólności przedstawić swoją wizję aborcji, jej dopuszczalności i ewentualnego zakazu. Tekst pisany jest z perspektywy neutralnej, standardowej, nie ma w nim mowy o szczególnych czy wyjątkowych okolicznościach.

Należy zacząć od tego, że prawa przysługują ludziom ze względu na ich podmiotowość. Człowiek jako jednostka obdarzona wolą, rozumem, aparatem emocjonalnym i szeroko rozumianą zdolnością do samostanowienia jest podmiotem praw, których władza polityczna ani mu nie przyznała, ani co do zasady odbierać nie może. Inne istoty, u których występują określone cechy, w szczególności zdolność do odczuwania cierpienia, również mogą korzystać z pewnej ochrony właśnie ze względu na te cechy, jednak nigdy nie będzie to ochrona tak daleko idąca jak w przypadku ludzi.

Przede wszystkim trzeba odrzucić pogląd, jakoby o człowieczeństwie (i związanych z nim prawach) decydowała materia. Człowiek nie jest jedynie sumą komórek swojego ciała, jego wartości moralnej nie wyznacza „unikalne DNA” ani jakikolwiek inny element biologicznej powłoki. Decydują o niej podmiotowość, osobowość, tożsamość, godność. Warta ochrony jest zwłaszcza sfera wewnętrzna, a sferę zewnętrzną chronimy właśnie dlatego, że jest ważnym elementem ekspresji i dobrostanu wnętrza. Obserwator, który tkwi w każdym z nas, jest zdolny do wpływania na rzeczywistość na zewnątrz, a przede wszystkim przyjmuje ją do wewnątrz, reaguje na nią i wobec tego należy mu zapewnić bezpieczeństwo przed bezprawnie wyrządzanym złem. Za takim ujęciem idzie szereg przepisów Konstytucji (np. art. 40 zakazujący tortur, okrutnego, nieludzkiego i poniżającego traktowania), jak również ustaw zwykłych (np. art. 23 Kodeksu Cywilnego, chroniący poszczególne dobra osobiste o otwartym i coraz szerszym katalogu).

Nietrudno zatem zrozumieć, dlaczego zabicie człowieka (art. 148 Kodeksu Karnego) jest penalizowane i dlaczego w większości wypadków jest uznawane za czyn wysoce niemoralny. Zabójstwo, nawet pomijając ból, który zwykle się z nim wiąże, jest pozbawieniem osoby wszystkich tych wartościowych cech. Jest odarciem jej z tożsamości, odebraniem wspomnień, absolutnym zniszczeniem ukształtowanej osobowości i ruiną wszelkich nadziei na przyszłość. Jest ostatecznym pogwałceniem prawa do samostanowienia i ostatecznym odebraniem człowiekowi przymiotu istoty moralnej.
Mimo to nie każde zabicie człowieka podlega karze, a już na pewno nie każde zasługuje na potępienie. Nie podlega karze ten, kto zabił w obronie koniecznej (art. 25§1 KK) czy w stanie wyższej konieczności (art. 26§1 KK), a najogólniej ten, komu nie można w chwili czynu przypisać winy (art. 1§3 KK). Zgodnie z art. 150§1 Kodeksu, „kto zabija człowieka na jego żądanie i pod wpływem współczucia dla niego”, może skorzystać z dobrodziejstwa typu uprzywilejowanego i podlegać niższej karze. W niektórych państwach uśmiercenie osoby znajdującej się w stanie terminalnym i na jej prośbę (eutanazja) jest legalne, a wiele osób uważa je za czyn nie tylko niezasługujący na potępienie, ale wręcz szlachetny.

Należy więc stwierdzić, że prawo do życia przysługujące świadomemu, rozumnemu, czującemu człowiekowi nie ma charakteru absolutnego – podlega ograniczeniom, by chronić inne ważne dobra, zarówno na gruncie moralnym, jak i prawnym. W większości zgadzamy się, że życie można odebrać napastnikowi, by chronić życie ofiary, a różnimy się w ocenie, czy można ratować swoje życie kosztem czyjegoś albo czy można kogoś pozbawić życia „z litości”. Ujmując jednak prawo karne, a szerzej wszelkie państwowe zakazy, jako instrumenty ostateczne (ultima ratio), stosowane tam, gdzie żadna inna ingerencja nie działa i działać nie może, należy co do zasady zakazywać danego czynu tylko wtedy, gdy nie ma żadnych wątpliwości, że jest on moralnie zły i/lub społecznie szkodliwy. Wątpliwe i graniczne przypadki należy zgodnie z ogólną zasadą pomocniczości państwa rozstrzygać raczej w inny sposób niż przy użyciu twardych norm zakazujących.

Przechodząc teraz do problemu pozbawiania życia płodu, natrafiamy na podstawowe zagadnienie. Badania dowodzą (1), że płód w pierwszych miesiącach ciąży nie jest zdolny do wykształcenia choćby zaczątków świadomości i znajduje się w stanie sedacji przypominającej sen. Jego układ nerwowy jest słabo wykształcony (przynajmniej do 24 tygodnia płód nie jest w stanie choćby odczuwać bólu), a środowisko łona chemicznie obniża jego aktywność. W oczywisty sposób płód nie wykształca własnej osobowości, nie pojmuje swojego istnienia ani nie postrzega rzeczywistości jako obserwator, a wszelkie jego reakcje na bodźce zewnętrzne nie mają charakteru podmiotowego działania. Przez pierwsze miesiące płód nie ma wspomnień, które można by mu odebrać (kształtują się one w okolicach 30 tygodnia, ewentualnie nieco wcześniej [2]), i nie posługuje się rozumem, który można by chronić. Przez większą część okresu ciąży nie da się w warstwie innej niż symboliczna postrzegać płodu jako autonomicznej osoby, co uzasadniałoby taki wymiar ochrony konstytucyjnej jak w przypadku osób (art. 30).

Nie oznacza to oczywiście, że biologiczne życie płodu jest pozbawione wartości moralnej. Dziecko w łonie matki ma szansę, możliwość, stania się świadomym, rozumnym, czującym człowiekiem i z tego powodu powinno być ważne i chronione. Człowiek, który przy braku przeszkód ostatecznie przyjdzie na świat, będzie nie tylko godną, wolną jednostką, ale też – poddany odpowiedniemu procesowi kształtowania i zdolny do autodeterminacji – może stać się wartościowym członkiem społeczeństwa.

Zastanawiając się nad dopuszczalnością aborcji, należy zważyć dobra, które stają tu naprzeciw siebie. Z jednej strony mamy dobro matki, jakim jest samostanowienie o sobie i własnym ciele, płynące bezpośrednio z godności osobowej i ściśle z nią związane. Mamy tu rzeczywistą osobę już teraz obdarzoną tymi cechami, które uzasadniają ochronę jej najbardziej elementarnych praw. Z drugiej strony możemy co najwyżej oczekiwać nabycia tych cech przez płód. Pozbawiając matkę możliwości dokonania aborcji, wpływamy na jej dobrostan, wywołujemy u niej realne cierpienie i stan naruszenia jej cielesności. Wykonanie aborcji zaś (odpowiednio wcześnie) nie jest krzywdą wyrządzoną płodowi, ponieważ – jak wspomniano wyżej – nie jest on zdolny do postrzegania samego siebie ani świata dookoła. Nadawanie mu cech podmiotowych takich jak samoświadomość czy zdolność odczuwania cierpienia jest na gruncie obecnego stanu wiedzy medycznej niczym nie popartą projekcją.

Czy wobec tego aborcja jest moralnie dopuszczalna? Każdy musi ocenić sam. Ważne wartości, które są tu na szali, można ważyć na różne sposoby, zależnie od swojej wrażliwości i okoliczności konkretnej sprawy. Chciałbym jednak wyraźnie podkreślić, że wobec poczynionych tu ustaleń na pewno nie powinno się tej materii radykalnie przesądzać na poziomie prawnych zakazów, a już w szczególności penalizacji. Państwo nie służy do moderowania ludzkich sumień, a moralność wprowadzana pod okiem policji i prokuratury nie ma żadnej wartości. Prawo karne używane tam, gdzie nie ma instytucji społecznych i konstruktywnej rozmowy o faktach i wartościach, jest tyranią. Szczególnie łatwo jest wydawać sądy, gdy nie będzie się żyło z ich konsekwencjami.

Dlatego stanowczo sprzeciwiam się zakazowi aborcji (polski stan prawny jest tu dla mnie poza jakąkolwiek skalą racjonalnej oceny) i popieram postulat jej legalizacji „na życzenie” tak długo, jak długo płód nie jest zdolny do odczuwania i nie wykształca choćby zalążków świadomości. Wybór w tym zakresie trzeba pozostawić kobiecie, a uznając moralną wartość życia płodu i społeczne zagrożenia płynące z niekontrolowanej aborcji, należy także postulować utworzenie systemu wszechstronnej, fachowej pomocy osobom stojącym przed takim dylematem. Znacząca pomoc należy się szczególnie rodzicom dzieci niepełnosprawnych i samym niepełnosprawnym, bo bez działającego systemu, który umożliwi im godne życie, obarczanie ich skutkami zakazów w imię czyichś wartości jawi się jako absurdalne okrucieństwo. Równie istotnym postulatem jest oczywiście praca na rzecz wprowadzenia szeroko zakrojonego programu edukacji seksualnej, promocja zdrowia reprodukcyjnego, zwiększanie dostępności i wiedzy o antykoncepcji etc.

Życie we wspólnocie wymaga od człowieka pewnej pokory i otwartości na dialog, które są szczególnie ważne w tak istotnych sprawach. Demokracja to nie tylko akt głosowania, praworządność to nie tylko mechaniczne przestrzeganie prawa. To także postawa szacunku wobec drugiego człowieka i jego perspektywy. Wzniesiona do rangi społeczno-prawnego dogmatu wolność jednostki każe nam przyswoić dziś i tę filozofię, że moimi wartościami nie mogę po prostu obarczyć drugiej osoby, nie znając i nie rozumiejąc jej położenia. Nawet mimo świętej wiary w swoją rację, którą zwolennicy zakazu od lat niestrudzenie prezentują w przestrzeni publicznej.

(1) https://www.rcog.org.uk/globalassets/documents/guidelines/rcogfetalawarenesswpr0610.pdf
(2) https://www.scientificamerican.com/article/recall-in-utero/


Felieton jest wyrazem opinii autora. Nie prezentuje stanowiska ZR Małopolskie KOD.