Nie zmieścisz się śmiało. Felieton Wiktora Antolaka (9)

Nie zmieścisz się śmiało. Felieton Wiktora Antolaka (9)

W samej Małopolsce co dzień przybywa około 1,5 tysiąca zakażonych, a według danych urzędu wojewódzkiego wolnych zostało 10 respiratorów COVID‑owych. W całym kraju liczba zakażeń jest od kilku dni pięciocyfrowa, a dziennie umiera znacznie ponad sto osób (w środę było to 168 zgonów, co postawiło Polskę pod względem zmarłych tego dnia na COVID na dziesiątym miejscu na świecie i pierwszym w Unii Europejskiej). Liczby te, mimo że szokujące, nie oddają dramatu duszących się ludzi, dla których nie ma miejsca w szpitalach, nie wyrażają tego, co czują ratownicy medyczni przez długie godziny czekający z pacjentem w karetce przed SOR‑em, i nawet nie odzwierciedlają lęku przed zakażeniem, zwłaszcza u osób chorych lub w zaawansowanym wieku, potęgowanego przez niepewność co do otrzymania stosownej pomocy medycznej. W tych okolicznościach gaśnie też – co wydawało się nie do pomyślenia – triumfalizm Mateusza Morawieckiego. Na piątkowej konferencji premier próbował wprawdzie powtórzyć retorykę sukcesu, szło mu jednak znacznie gorzej niż zwykle, autopochwalnych wypowiedzi było zauważalnie mniej, a obrazu dopełniało nerwowe pocieranie dłoni. Obrazu nie tyle trudnej sytuacji epidemicznej, ile bolesnej klęski naszego państwa w walce z pandemią, absolutnego upadku strategii „zmieścisz się śmiało” – jedynej, jaką przygotowano na zapowiadaną przez ekspertów groźną jesienną falę pandemii.
W ramach realizowania tej strategii jeszcze przed dwoma tygodniami, gdy wzrosty zakażeń były już bardzo niepokojące, premier jako remedium zaproponował godziny dla seniorów, rozwodząc się nad tym, jak rząd troszczy się o najstarszych. Minister edukacji Dariusz Piontkowski przeprowadzał w tym czasie kampanię medialną mającą przekonać Polaków, że szkoły stanowią źródło zakażenia jedynie w dwóch procentach (nie dodał, że większość zakażeń nie ma sprecyzowanego źródła, a szkoły są często źródłem ukrytym), zaś mechanizm przechodzenia na nauczanie zdalne bądź hybrydowe wyłącznie za zgodą sanepidu działa dobrze, podczas gdy zupełna wadliwość tego systemu była wówczas powszechnie znana.
Piątkowa decyzja dotycząca szkół jest trafna, ale spóźniona co najmniej o trzy tygodnie. Zwiększanie COVID‑owej bazy łóżkowej należało rozpocząć parę miesięcy temu. Z kolei takie zaniedbania jak zamykanie szpitali i dopuszczenie do tego, że w Polsce liczba lekarzy na 100 tysięcy mieszkańców jest jedną z najmniejszych w Europie („niech jadą!”), to już sprawa kilku lat.
Teraz jest za późno. Nie zmieściliśmy się. Polki i Polacy będą cierpieć i umierać, a winę za to (w znaczeniu tak moralnym jak i prawnym) ponoszą konkretne osoby, które wobec jednoznacznych wskazań epidemiologicznych co do drugiej fali pandemii zaniechały wypełnienia swoich obowiązków m.in. w zakresie przygotowania szpitali i infrastruktury służącej do testowania, a także wykwalifikowania personelu medycznego do leczenia respiratorowego czy zorganizowania systemu śledzenia kontaktów. Rządzący będą się starać ze wszelkich sił, by przedmiotem debaty publicznej nie stały się te właśnie karygodne zaniedbania z ich strony. Nie mogąc dać społeczeństwu tego, co byli zobowiązani zapewnić, będą urządzać igrzyska. Są skłonni wywołać dowolny ideologiczny spór, a im gorętsze obudzi on emocje, tym lepiej będzie się nadawał do realizacji celu, jakim jest odwrócenie uwagi od klęski i od odpowiedzialności za nią.


Felieton jest wyrazem opinii autora. Nie prezentuje stanowiska ZR Małopolskie KOD.