Myślę, że JPII jest dziś z protestującymi kobietami solidarny. Felieton Marcina Nowaka (6)

Myślę, że JPII jest dziś z protestującymi kobietami solidarny. Felieton Marcina Nowaka (6)

Najpierw kilka słów wyjaśnienia: JPII mimo kontrowersji, jakie budzi, wywarł ogromny wpływ na moje życie. Jeżeli jestem dziś Polakiem i Europejczykiem otwartym na drugiego człowieka i szanującym jego odmienność, to właśnie dzięki niemu. JPII nauczył mnie tolerancji dla każdego niezależnie od orientacji seksualnej, koloru skóry, rasy czy światopoglądu. Przekonał mnie, że u podstaw wszyscy jesteśmy tacy sami, że łączy nas to samo człowieczeństwo. Nauczył mnie szanować odrębność kulturową, dostrzegać w każdym pełnoprawną osobę. Przyczynił się do tego, że potrafię akceptować drugiego człowieka takim, jaki jest, że stwarzam mu przestrzeń, aby był tym, kim jest i kim chce być, że daję mu do tego pełne prawo. To JPII pokazał mi, jak kochać drugiego człowieka miłością, która nie wyklucza, która rozumie, wyjaśnia, akceptuje bezwarunkowo, łączy, jest cierpliwa i szuka zgody.

Bez względu na to, jakie czarne strony jego pontyfikatu zostaną ujawnione, i tak pozostanie dla mnie autorytetem. Abstrahuję tu od płaszczyzny duchowej i mówię o miejscu, jakie JPII zajmuje w mojej konstrukcji rzeczywistości.

Wybiegał naprzód, wychodził naprzeciw wyzwaniom, był rewolucjonistą. Potrafił tyle rzeczy zmienić w kościele, instytucji tak opornej na zmiany! Myślę, że gdyby miał jeszcze drugi pontyfikat, to zniósłby celibat księży – i tak do nie obronienia – wprowadził kapłaństwo kobiet, zaakceptował związki jednopłciowe, a nawet adopcję dzieci przez takie pary, bo on taki był! Nie bał się wychodzić poza schematy, nie bał się podejmować trudnych spraw i pewnie ujawniłby skalę pedofilii w Kościele. Pragnął, by kościół był na miarę nowych czasów. Niestety, przeszkadzała mu w tym frakcja konserwatywnych hierarchów kościelnych, którzy za wszelką cenę chcieli utrzymać status quo i odrzucali proponowane zmiany. Pojęcia takie jak „cywilizacja śmierci” i „cywilizacja miłości” zostały wypaczone i stały się nabojami w urojonej wojnie ideologicznej.

Osobiście nie mam problemu ani z kościołem, ani z katolikami. Szanuję ich tak samo jak każdego muzułmanina, buddystę, protestanta, grekokatolika ateistę, neopoganina, kalwinistę, zielonoświątkowca, adwentystę dnia siódmego… Uważam, że kościół jest w świeckim państwie potrzebny, ale nie może pretendować do roli, do której nie jest powołany i której nie będzie w stanie odegrać.

Problem polega na tym, że Zjednoczona Prawica obiecuje kościołowi miejsce, które do niego nie należy, mami hierarchów władzą, której mieć nie mogą. Jurysdykcja kościelna kończy się na wiernych i nie obejmuje wszystkich Polaków.

Można zaryzykować stwierdzenie, że wyrok Trybunału Konstytucyjnego jest zgodny nie tyle z Konstytucją, co z jej katolicką nadinterpretacją. Jeżeli kobieta jest wierzącą i praktykującą chrześcijanką, to nikt jej nie nakazywał i nie nakazuje aborcji, a będąc wolnym człowiekiem, może zdecydować, że urodzi dziecko. Czas decyzji w świetle obowiązującego do niedawna prawa był krótki i może dlatego zdarzał się pośpiech i ponaglenia ze strony lekarzy. Jeżeli natomiast kobieta chce usunąć ciążę, to też powinna mieć do tego prawo, bo to jest jej życie, a nie księdza, siostry zakonnej, polityka czy lekarza. Oczywiście, kościół może ją potępić, ale co to za kościół?

Jeżeli dzisiaj myślę o apostazji i zapewne jej dokonam, kiedy wszystko się trochę uspokoi, to tylko dlatego, że kościół stał się dla mnie synonimem wykluczania, niszczenia człowieka, łamania jego sumienia, a przede wszystkim potępiania. Obraz Boga jako miłosiernego ojca, o którym tyle opowiadał JPII, zastąpiono obrazem sędziego wymierzającego „sprawiedliwość” na miarę Prawa i Sprawiedliwości.

Hierarchowie kościoła, których Zjednoczona Prawica omamiła pieniędzmi i władzą, którym dała do ręki wpływowe media toruńskie oraz braci Karnowskich, są przekonani, że stali się narzędziem sprawiedliwości bożej, że bóg tego od nich wymaga. Nic bardziej mylnego!

Politycy stali się kaznodziejami, a kaznodzieje politykami, ba – ministrami. Ta wąska grupa osób uwierzyła, że bóg ich wybrał, namaścił. Tymczasem są bandą egoistów, którzy myślą tylko o tym, by jak najdłużej rządzić, mieć wpływ na innych i opływać w luksusy. Nie wahają się wykorzystywać wierzących obywateli jako mięsa armatniego w walce z niewierzącą lub po prostu bardziej otwartą i tolerancyjną częścią społeczeństwa.

To ta wąska grupa ponosi odpowiedzialność za obecną eskalację konfliktu, za dolewanie oliwy do ognia, za niszczenie polskiej wspólnoty. Jarosławie Kaczyński, mam nadzieję, że szybko i na zawsze zostaniesz zapomniany!

I tak polityka przemieszała się wiarą, a wiara z polityką. Dorobek JPII został zmieszany z błotem i rzucony wiernym na zdeptanie.

Myślę, że JPII jest dziś z protestującymi kobietami solidarny!


Felieton jest wyrazem opinii autora. Nie prezentuje stanowiska ZR Małopolskie KOD.