Jezus Maria, podatki! Felieton Adama Jaśkowa (35)

Jezus Maria, podatki! Felieton Adama Jaśkowa (35)

Ogólnoświatowy trend to dzisiaj zwiększenie progresji podatkowej zarówno wobec osób, jak i firm oraz walka z rajami podatkowymi, optymalizacjami i unikaniem płacenia podatków. Nad takimi przepisami pracują kraje G-7.
Polska wyłamuje się tradycyjnie ze światowych trendów. Propozycje Polskiego (nie)Ładu początkowo wprowadzały drobne korekty skutkujące minimalnym zwiększeniem progresji podatkowej oraz zmniejszeniem klina podatkowego dla osób o najniższych dochodach. Samozwańczy reprezentanci klasy średniej podnieśli lament. Szybko jednak zaproponowano korekty, które mają uratować klasę średnią przed fiskusem.

Widmo podatków krąży po Europie, a nawet po świecie. Podobno jest tylko jedna rzecz gorsza od komunizmu: właśnie podatki. Jak powszechnie wiadomo, w świecie biznesu podatki płacą tylko naiwni, mali i biedni. Reszta nie musi, więc nie płaci. Wielkie korporacje nie muszą płacić podatków, więc nie płacą. Zmiana, jaka nastąpiła w administracji Stanów Zjednoczonych, może być zmianą rewolucyjną. Zamiary administracji Bidena wykraczają daleko poza horyzonty wyznaczane przez Obamę, choć trzeba przyznać, że Biden działa w nieco korzystniejszych warunkach, mając przewagę – minimalną, ale jednak – w Senacie.

To tylko subtelne uwzględnienie rzeczywistości przez przywódców najbardziej rozwiniętych krajów. Do realnych wdrożeń jeszcze droga daleka, tak samo jak do postulowanej przez Bidena podwyżki podatku korporacyjnego do 28% (z 21%), podatku od zysków kapitałowych do 39%, podatku dochodowego dla osób fizycznych osiągających dochody powyżej 400 tysięcy dolarów.

Porozumienie krajów G-7 dotyczące koordynacji podatków CIT jest pierwszą rewolucją 2021 roku, a przynajmniej zapowiedzą rewolucji. Słyszę już szloch szkoły chicagowskiej, otwockiej oraz szloch na forum FOR-u. Toż to wraca brodata trójca komunistycznych wampirów z Marksem na czele! A tak naprawdę to nawet jeszcze nie milutki Drakula z Hotelu Transylwania.

Podobnie ma się rzecz z podatkami od osób fizycznych. W krótkim okresie amerykańskiego raju i prosperity, między zakończeniem wojny w 1945 roku a zakończeniem prezydentury Johnsona w 1969 roku, krańcowa stawka podatku dochodowego sięgała 90%.

Teraz – jak odkryła amerykańska fundacja Pro Publica – dane z zeznań podatkowych pokazują, że najbogatsi mogą całkowicie legalnie płacić podatki dochodowe będące niewielkim ułamkiem setek milionów, jeśli nie miliardów, o które ich fortuny powiększają się każdego roku. Efektywne opodatkowanie najbogatszych w USA jest bliskie zeru. Majątek 25 najbogatszych Amerykanów wynosił w 2018 roku 1,1 biliarda dolarów. W tym roku oddali oni fiskusowi 1,9 miliarda dolarów, co stanowi 0,2% ich majątku.

I właśnie o taką Amerykę w Polsce walczyliśmy, czyż nie?

Pośrednie skutki takiej polityki oraz globalizacja uruchomiła niekończącą się pogoń koncernów (nie tylko amerykańskich) za zyskami. Przenoszono produkcję do Chin i innych krajów Azji. W rezultacie w roku 2020 Chiny sprzedały Ameryce komputery za 68 miliardów, smartfony za 62 miliardy dolarów i sprzęt telekomunikacyjny o wartości 18 miliardów. Stany Zjednoczone pozostają ważnym partnerem handlowym Chin i najważniejszym dostawcą… soi.

Andrzej Lubawski cytował w „Gazecie Wyborczej” Steve’a Jobsa. Do nadzoru nad dwustu tysiącami ludzi zatrudnionych przy produkcji iPhone’a potrzeba około 8700 inżynierów. Ich znalezienie w USA zajęłoby dziewięć miesięcy. W Chinach trwało to dwa tygodnie.

Jobs pozostawał oczywiście, tak samo jak jego Apple, specjalistą od optymalizacji podatkowych. Dziś liderami w tej dziedzinie są, co chyba nikogo nie zaskakuje, Elon Musk i Jeff Bezos. Niewiele się od nich różni najbogatszy aktualnie człowiek świata – Francuz, a w zasadzie dziś chyba Belg, Bernard Arnault. Belgiem został, uciekając z Francji, oczywiście uciekając przed podatkami. Belgia na tym chyba nie zyskała dużo, ewentualnie poza jego opłatą paszportową.

Ogólnoświatowy trend to dzisiaj zwiększanie progresji podatkowej zarówno wobec osób jak i firm, oraz walka z rajami podatkowymi, optymalizacjami i unikaniem płacenia podatków. Nad takimi przepisami pracują kraje G-7.

Polska wyłamuje się tradycyjnie ze światowych trendów. Propozycje Polskiego (nie)Ładu początkowo wprowadzały drobne korekty skutkujące minimalnym zwiększeniem progresji podatkowej oraz zmniejszeniem klina podatkowego dla osób o najniższych dochodach. Samozwańczy reprezentanci klasy średniej podnieśli lament. Szybko jednak zaproponowano korekty, które mają uratować klasę średnią przed fiskusem.

Polscy milionerzy na razie nie wypowiadają się na temat zmian. Nie wiemy, czy zniosą dzielnie przyszłe dolegliwości podatkowe, czy już szykują się do optymalizacji, czy też może doskonale wiedzą, że ze zmian nic nie wyjdzie. Kuluary polityczne już plotkują o możliwych jesiennych wyborach, które spowodowałyby przynajmniej jedno – to, że żadnych zmian podatkowych od 1 stycznia 2022 raczej nie będzie.

Wygląda na to, że najważniejsze dla Polski dzieło ekonomiczne napisał Mikołaj Rej. Chodzi oczywiście o „Krótką rozmowę między trzema osobami: Panem, Wójtem i Plebanem”. W tym tekście nie występuje wprawdzie klasa ludowa, bo Wójt to dzisiejsza klasa średnia, ale dziś też klasa ludowa albo nie ma głosu, albo desperacko udaje średnią. Pointa natomiast zostaje bez zmian. Ksiądz Pana wini, a Pan Księdza, a nam biednym zawsze… dobrobyt. Przynajmniej tak było w wersji napisanej przez Ryszarda Marka Grońskiego dla Kabaretu pod Egidą.

Życie znowu przerosło kabaret.


Felieton jest wyrazem opinii autora. Nie prezentuje stanowiska ZR Małopolskie KOD.

Tekst wart skomentowania? Napisz do redakcji!