Jak Kania dżdżu. Felieton Adama Jaśkowa (123)

Jak Kania dżdżu. Felieton Adama Jaśkowa (123)

W felietonie „Żale Leszka Millera” podpisanym nazwiskiem Oberredaktor Kani (red. nacz.) Unię nazywa się strukturą z ideologicznymi szaleństwami i despotyzmem. Brzmiałoby to śmiesznie, gdyby nie było zapożyczeniem od Wiktora Orbana, tożsamym z opiniami krążącymi po Kremlu.

Oberredaktor OrlenPress ma swoje felietony w całej prasie (OrlenPress). Mnie od czasu do czasu męczy wątpliwość, czy Pani Oberredaktor tworzy swoje teksty in persona czy per procura – tylko od czasu do czasu, bo muszę się przyznać, że nie czytam wszystkich tekstów podpisywanych nazwiskiem Oberredaktor. Proszę o łagodny wymiar kary.

Ostatni felieton (tj. ostatni wydrukowany, nie ostatni w ogóle) poświęcony jest w całości osobie Leszka Millera. Europoseł i były premier musiał boleśnie nastąpić na odcisk autorce (autorowi widmo?), a może nawet dopiec do żywego lub odebrać ostatnią kroplę dżdżu. Może jednak to tylko reakcja na wzmożoną aktywność Millera w mediach (społecznościowych), jak zawsze w okolicach kolejnej rocznicy przystąpienia do Unii Europejskiej. Leszek Miller był na pewno jednym z setek (tysięcy) Polaków wspierających wejście Polski do Unii, choć akurat on miał możliwość podpisania się pod traktatem akcesyjnym. Obok niego w 2003 roku w imieniu Polek i Polaków, przynajmniej tych, którzy głosowali w referendum za akcesją, podpisy złożyli ówczesny minister spraw zagranicznych Włodzimierz Cimoszewicz i ówczesna minister (ministra) ds. europejskich Danuta Hübner. Leszek Miller jest aktualnie europosłem i zdecydowanym euroentuzjastą.

W felietonie „Żale Leszka Millera” podpisanym nazwiskiem Oberredaktor (red. nacz.) Unię nazywa się strukturą z ideologicznymi szaleństwami i despotyzmem. Brzmiałoby to śmiesznie, gdyby nie było zapożyczeniem od Wiktora Orbana, tożsamym z opiniami krążącymi po Kremlu.

Unia oczywiście nie jest tworem idealnym, choćby dlatego że gdyby takim była, nigdy by się Polska w niej nie znalazła, a już na pewno zostałaby zmuszona do jej opuszczenia, nawet jeśli w polskim społeczeństwie Unia cieszy dużym poparciem. Działania UE popierało w Polsce w 2022 roku 62% badanych, co wśród najbardziej lubiących Unię społeczeństw sytuuje nas na piątym miejscu za Irlandią (77%), Portugalią (73%, w tym najwięcej, bo aż 70%, bardzo lubiących), Szwecją (65%) i Luksemburgiem (65%). Na drugim końcu rankingu znalazły się Austria (38%), Słowacja (33%), Grecja (32%) oraz Dorota Kania i Ziobro (oczywiście 0%) (dane: Eurobarometr – KantarPublic wiosna 2022 – i Dorota Kania in persona).

Dorota Kania jak na spowiedzi (publicznej) wymieniła wszystkie grzechy popełnione przez Leszka Millera i parę takich, których popełnić nie zdążył lub po prostu nie mógł. Fakt, pożyczał pieniądze, ale je oddał (co być może było grzechem większym). Jako lider SLD nie uzyskał samodzielnej większości parlamentarnej, ale może dlatego, że rząd Buzka na odchodne zmienił system przeliczania głosów z D’Hondta na zmodyfikowaną metodę Sainte-Laguë, co przy 41% głosów dało proporcjonalnie 216 mandatów, czyli 47%. Dla porównania, przy obowiązującej w wyborach 1997 roku metodzie D’Hondta do uzyskania 43% mandatów (201) wystarczyło AWS niespełna 34% oddanych głosów.

Prawdą jest, że przez okres rządów Leszka Millera utrzymywało się wysokie, bo blisko dwudziestoprocentowe bezrobocie, ale jego późniejszy spadek to właśnie efekt działań i zmian prawnych podjętych przez rząd SLD – a także, nie ma co ukrywać, efekt korzystnej koniunktury gospodarczej, jaka nastąpiła po akcesji Polski do UE. Nie popełnił Leszek Miller zarzucanego mu grzechu dołączenia do Europejskiej Partii Ludowej, bo nie było takiego wymogu wspólnej listy Koalicji Europejskiej w wyborach 2019 roku ani takiej chęci Leszka Millera. Pomimo jego bardziej niż szorstkiej relacji z Nową Lewicą i jej przewodniczącymi lojalnie zapisał się do Grupy Postępowych Demokratów i Socjalistów.

Łajając i pouczając Millera, Kania zarzuca mu, że krytykuje i poucza tych, którzy (uwaga, cytata) „ośmielają się krytykować pomysły europejskich urzędników”. W tym miejscu kończy się felieton – rozbudzając we mnie (i być może nie tylko we mnie) zainteresowanie, co też miała na myśli autorka – a szkoda, bo pewnie lałby się miód (i mleko) na serca i umysły Polaków. Oczywiście tych z Solidarnej – pardon, od teraz Suwerennej – Polski. I może troszkę tych od Nowej Nadziei. A tak to pozostajemy wszyscy nieutuleni w żalu: i ja, i Leszek Miller, i ci przy nadziei, i ci nadziei pobawieni. Czekam jak ta kania dżdżu.

również na aristoskr.wordpress.com


Felieton jest wyrazem opinii autora. Nie prezentuje stanowiska ZR.

Tekst wart skomentowania? Napisz do redakcji!