Historia jednej myszki. Sok z Brukselki, czyli felieton Marcina Mycielskiego (8)

Historia jednej myszki. Sok z Brukselki, czyli felieton Marcina Mycielskiego (8)

O tym, jak pewna magiczna mysz przebyła 140 km po Europie w 15 godzin.

Na wstępie zaznaczę, że nie, historia nie będzie o Kamili Gasiuk-Pihowicz. Zacznie się natomiast od innej posłanki: od Róży Thun. Otóż w piątek prowadziłem z Różą Thun rozmowę na żywo na nowym Soku z Buraka, w segmencie, który nazwałem – nomen omen – #SokzBrukselki LIVE. Między wieloma poruszanymi tematami mieliśmy wspólną refleksję na temat wyborców partii eurosceptycznych: od Fideszu Orbana, przez Ligę Salviniego, po PiS (czyli, jak to dzień wcześniej określił Jacek Pałasiński, założycieli „nowej międzynarodówki faszystowskiej”). Nasza refleksja nie była bynajmniej nowa ani odkrywcza – po prostu taka, że ludzie ci zapomnieli już, co w praktyce daje im Unia.

Od rozmowy minęło ledwo kilka godzin, gdy około godziny 21 tegoż piątkowego wieczoru zaczęła mi szwankować myszka – porządna, ale swoje lata już mająca. Zapewne nie przygotowano jej na rok pracy z domu i śmigania po podkładce kilkanaście godzin dziennie. Postanowiłem więc zamówić szybko nową. Wybrałem sobie konkretny model i znalazłem najlepszą ofertę (trafiła się akurat w holenderskim sklepie Bol.com). Moja wysłużona myszka wydobyła z siebie jeszcze parę ostatnich kliknięć i oto dokonałem zakupu jej nowej, lśniącej następczyni – w Holandii, w najniższej cenie, z darmową wysyłką.

Przenieśmy się teraz piętnaście godzin naprzód. Bruksela. Sobota po trzynastej, zbieram się dopiero, by wyjść na zakupy. Dzwoni listonosz. Schodzę, a ten wręcza mi – jak pewnie się już domyślacie – moją nową myszkę. Zaskoczył mnie, nie ukrywam. Zdarzało mi się zamawiać produkty z Amazona z płatną dodatkowo dostawą prime w następnym dniu. Jeśli złoży się zamówienie najpóźniej po południu, a produkt znajduje się w centrum dystrybucyjnym Amazona na terenie kraju, można faktycznie otrzymać przesyłkę kolejnego dnia po południu. Radując się jednak z nowej myszki (tak, jestem geekiem), zacząłem analizować proces, który do tej mojej radości doprowadził (i nie mam tu na myśli wychowania przed komputerem).

Wróćmy więc do piątkowego wieczoru, a właściwie już nocy. Co musiało się zdarzyć między godziną 21 z minutami w piątek a godziną trzynastą z minutami w sobotę? Po kliknięciu „buy now” dokonałem płatności kartą. Płatność ta zapewne w kilka sekund dotarła drogą elektroniczną od systemu płatniczego poprzez operatora karty i zapewne kilka banków w Belgii, a następnie w Holandii do systemu księgowości sprzedawcy. Wspólna waluta ułatwiła ciut proces, bo nie było wymagane przewalutowanie. Otrzymawszy płatność, w magazynie w holenderskim Waalwijk zlokalizowano odpowiednią myszkę, zapakowano ją w pudełko oraz wydrukowano i naklejono etykietę. Ledwo dwie minuty po wydrukowaniu etykiety (sprawdziłem historię przesyłki) pudełko z myszką trafiło do rąk pracownika poczty (tak, poczty, państwowej), zapewne razem z setkami innych pudełek. Pracownik poczty przewiózł moją myszkę do sortowni, gdzie spała sobie bezpiecznie między drugą w nocy a ósmą rano. O ósmej wyruszyła w podróż po Europie razem z dziesiątkami innych przesyłek adresowanych do Brukseli. Pięć godzin później, po trzynastej tego samego dnia, listonosz (bo nawet nie kurier) przekazał ją w moje ręce.

Logistyka to sztuka. Ale nie tylko o logistykę tu chodzi. Bo ile elementów musiało ze sobą perfekcyjnie współgrać, ile warunków musiało zostać spełnionych? Jednolity rynek, czyli brak ceł czy taryf, wspólne systemy płatności i współpraca między bankami, wspólna waluta, współpraca między urzędami pocztowymi, wreszcie sieć połączonych autostrad, które ta moja myszka przebyła. Czasy, w których żyjemy, postęp, globalizacja, inwestycje ze środków UE i przede wszystkim komfort życia zapewniany nam przez członkostwo w Unii są nie do przecenienia. Zanim przeanalizowałem sobie powyższy proces, wydarzenie to w moich oczach było bliskie magii. Jeśli więc przyjdzie wam kiedyś się zastanawiać, po co właściwie nam ta Unia (do młodzieży głosującej na PiS i Konfederację mówię!), to życzę wam, żeby w piątek przed snem zepsuła wam się myszka. Jeśli w kilka godzin po porannej pobudce, bez wychodzenia z domu, będziecie mieli na biurku nową, to może sobie przypomnicie.


Felieton jest wyrazem opinii autora. Nie prezentuje stanowiska ZR Małopolskie KOD.

Tekst wart skomentowania? Napisz do redakcji!