F1. Felieton Kuby Urbanowicza (1)

F1. Felieton Kuby Urbanowicza (1)

Zwracam się do Was bez usprawiedliwienia i bez obietnicy, z platformy jednostki odczuwającej, ale niezbyt konstruktywnej. Tak, mam swoją własną, niezbywalną platformę i właśnie na niej stoję i widzę, że słońce świeci, a pszczoła lata przed oknem. Element przygodny i niepowtarzalny nawiąże łączność z innymi takimi elementami. Tu na dole odczuwamy intensywniej każde poruszenie trawy, tętent kroków, zapach niebezpieczeństwa. Możesz przejść obok, jak setki innych istot, poruszających się sprawnie i celowo w sprawach sobie znanych. Możesz.

Do radia dzwonił pewien człowiek, mówił, że mieszka i marznie w namiocie, bo uległ wypadkowi i nie miał na leczenie, więc stracił wszystko. Albo może przespać się w noclegowni, zapchanej przez 40 osób, które się nie myją. Mimo swojej trudnej sytuacji mówił bardzo do rzeczy. Lepiej żyjący pletli androny.

Uczestniczyłem w mądrym spotkaniu zespołu eksperckiego. Mamy opracować i sformułować rekomendacje – gdyby ktoś chciał skorzystać z naszej mądrości – na wybranych poletkach, od A7 do C24 – jak żyć, jak działać, co robić po PiS‑ie. Ale dlaczego nie badamy parametrów brzegowych układu? Dlaczego nie określimy podstawowych sensów i celów? Dlaczego nie zidentyfikujemy przemożnych tendencji, które wszystko prują i unieważniają? Czy tam, gdzie króluje absurd, da się mówić o czyimś dobru, bez zmierzenia się najpierw z absurdem?

Cytacik:

(…) Rozmyślał o tym, że za dwadzieścia lat już nikt nie zdoła odpowiedzieć na tak strasznie ważne, a zarazem tak szalenie proste pytanie: „Czy przed Rewolucją żyło się lepiej niż obecnie?” Lecz w rzeczy samej już teraz nie sposób było uzyskać na nie odpowiedzi, gdyż nieliczne, rozproszone niedobitki dawnego świata nie umiały porównać jednej epoki z drugą. Staruszkowie pamiętali miliony bezużytecznych szczegółów: kłótnię z kumplem, szukanie zgubionej pompki rowerowej, wyraz twarzy dawno zmarłej siostry, kurz wirujący w wietrzny poranek przed siedemdziesięciu laty; natomiast wszelkie istotne fakty znajdowały się jakby poza ich polem widzenia. Byli jak mrówki, które widzą małe przedmioty, lecz nie dostrzegają wielkich. Kiedy zaś zawodzi pamięć, a wszelkie zapisy podlegają sfałszowaniu – wówczas chcąc nie chcąc musi się zaakceptować oświadczenie Partii, że polepszyła wszystkim warunki bytowe, gdyż nie ma i już nigdy nie będzie sposobu, by sprawdzić jej prawdomówność.

(1984, Rozdział 8; George Orwell, tłumaczenie Tomasza Mirkowicza).

A co dalej? Aha, Fundusz Odbudowy. Rozgorzała boska dyskusja światopoglądowa. Bogowie mają się świetnie i chcą ofiar, co pokazali przez ostatnie parę dni. Tylko nazwy przybrali pokrętne, zwykle kończące się na -izm albo -ica. Ich boskość bierze się z bujania w chmurach. Wyznawcy wskazują, że przecież 2+2=4, i hop! wskakują do kisielu rozgrzanego i cuchnącego od nabożnego potu. Jakżeż pięknie jest odbyć taką łaźnię na cześć Dostojnego. Jakże marne i plugawe byłyby ich czyny, gdyby nie uświęcała ich służba Dostojnemu. Tylko on jeden może unieważnić zło laszon ha‑ra. Czcijmy Dostojnego. Każdy swego.

Nie wydaje się, żeby dezintegracja dotychczasowych twierdz okazała się szybko pozytywną. W naszej narracji politycy, partie, -ice i -izmy są postaciami sui generis. Plując na te obiekty, też oddajemy im cześć boską. Jesteśmy ich klientami: co za podła relacja! Logika walki o władzę stała się naszą logiką, bo realnie nie istnieje głębsza i wspólna myśl, którą moglibyśmy te postacie związać i podporządkować – począwszy od narracji, przeszedłszy dalej do życia. Wspólnej myśli czy idei potrzebujemy bardziej od zwycięstwa nad PiS‑em. Co ja plotę? Właśnie napisałem, że myśli potrzebujemy bardziej od zwycięstwa nad bezmyślnością. Edit: Myśl jest warunkiem zwycięstwa nad bezmyślnością.


Felieton jest wyrazem opinii autora. Nie prezentuje stanowiska ZR Małopolskie KOD.