Etos prawnika. Felieton Fryderyka Zolla (119)

Etos prawnika. Felieton Fryderyka Zolla (119)

Prof. Stelina, wybrany przez PiS sędzia Trybunału Konstytucyjnego, nie przyswoił reguł obowiązujących w gronie, do którego zdecydował się dołączyć. Nie pojął, że jego skądinąd wysokie kompetencje nie odgrywają w Trybunale żadnej roli – przeciwnie, są raczej przeszkodą, bo nie pozwalają odgadywać życzeń pseudoprezes Przyłebskiej. I tak sędzia Stelina został ośmieszony. Był referentem rozpatrywanej sprawy, ale jego przełożona uznała, że kolega sobie z tym zadaniem nie poradzi, i wyznaczyła drugiego referenta: siebie. Sędziemu Stelinie, referentowi nr 1, pozostało tylko wygłosić najbardziej kuriozalne, choć prawniczo uzasadnione zdanie odrębne: stwierdził, że sprawę powinno się umorzyć. I nic więcej. Wziął udział w odpowiedzi na pytanie wystosowane przez nieuprawnioną do czegokolwiek nibysędzię nibyizby dyscyplinarnej. A Trybunał – z dublerem w składzie – odpowiedział zgodnie z oczekiwaniami bywalca herbatek mgr Przyłębskiej, admiratora jej talentów muzycznych. Czy sędzia Stelina, wygłaszając zdanie odrębne, ocalił swój honor? Trudno to rozstrzygnąć. Jako jeden z niewielu kompetentnych prawników popierających PiS liczył słusznie na nagrodę za swoje nienormatywne zapatrywania. Przyjął ze zrozumieniem powołanie go do Trybunału, bądź co bądź rozwiązujące wiele życiowych problemów. I tu kwestia się komplikuje. Uczony profesor nie mógł przecież nie wiedzieć, że wstępuje do instytucji, która stosownie do długoletniego marzenia prezesa PiS‑u moralnie się zdegradowała i całkowicie skompromitowała się prawniczo. Wstąpiwszy zaś, profesor chciałby się zachowywać, jak przystoi jego urzędowi (co prawda długość wygłoszonego przezeń zdania odrębnego świadczy o pewnej podatności na przyjęte w tym środowisku konwencje). Sędziowie Pszczółkowski, Wyrębak (nawrócony dubler), a teraz Stelina zaczynają się miotać. Z jednej strony cenią osobiste korzyści płynące z funkcji sędziego, a z drugiej to, co się dzieje w Trybunale, nie daje się pogodzić z prawniczym sumieniem, choćby najbardziej elastycznym. Właśnie ze względu na sumienie można trochę tym trzem panom współczuć. Przejdą do historii jako członkowie Trybunału Przyłebskiej, Pawłowicz i Piotrowicza, a dla tych osób prawo stanowione to żaden istotny czynnik, bo najwyższym prawem jest wola prezesa partii. Sędziom Pszczółkowskiemu, Wyrębiakowi i Stelinie też byłoby łatwiej, gdyby uznali prymat prezesowskiej woli, tylko że wtedy już w ogóle nie byliby zdolni uważać siebie za prawników. Stąd to wewnętrzne rozdarcie. Lustro nigdy już im nie pokaże obrazu, jaki chcieliby w nim zobaczyć, ale patrząc w nie, przynajmniej mają jakieś wymagania – w przeciwieństwie do wolnych od tego typu dylematów Przyłębskej, Pawłowicz i Piotrowicza.