Czy prawo karne jest potrzebne do zbawienia. Felieton Fryderyka Zolla (48)

Czy prawo karne jest potrzebne do zbawienia. Felieton Fryderyka Zolla (48)

W naszej dziwnej rzeczywistości wydarzenia następują tak szybko po sobie, że coś, co miało miejsce dwa tygodnie temu, należy już do zamierzchłej przeszłości. Należy do niej także oświadczenie złożone publicznie przez abpa Gądeckiego. Arcybiskup łaja PiS za niewywiązanie się z wyborczej obietnicy zaostrzenia prawa aborcyjnego. Łaja też Trybunał Konstytucyjny, który przez dwa lata nie wydał orzeczenia w sprawie wniosku poselskiego i w rezultacie doszło do umorzenia sprawy. Swoją argumentację arcybiskup wzmacnia cytatami religijnymi.
Wystąpienie arcybiskupa jest przykładem zapętlenia w relacjach państwa i Kościoła. Abp Gądecki zorientował się w końcu, co PiS zrobił z Trybunałem Konstytucyjnym. Odczuł na własnej skórze przemianę Trybunału z organu sądownictwa w organ realizujący polityczne zamówienia partii rządzącej. Nie sposób nie zauważyć, że Kościół milczał, kiedy niszczono Trybunał i poniewierano jego ostatnim rzeczywistym prezesem, prof. Rzeplińskim, kawalerem orderu Pro Ecclesia et Pontifice. Słusznie abp Gądecki uczynił PiS jednym z adresatów swoich połajanek, dostrzegając trafnie, że to partia rządzi w Trybunale. Szkoda tylko, że tego głosu oburzenia zabrakło, gdy PiS zmieniał prawo tak, by Trybunał przestał być instytucją, która łagodzi spory w państwie rozstrzygnięciami o uznanym autorytecie, i zmienił się w narzędzie władzy PiS‑u. Coraz częściej Kościół będzie się przekonywał, że wzrost jego znaczenia w PiS‑owskim państwie jest pozorny. W rzeczywistości sam także został wprzęgnięty w mechanizmy władzy i od niej uzależniony. To papież wskazuje na niebezpieczeństwo kolonizacji sądów przez autorytarną władzę; Kościół w Polsce o takiej ewentualności nie wspomina. Wypowiedź metropolity odsłania też zagubienie Kościoła, który funkcje duszpasterskie chciałby realizować poprzez państwowe prawo karne. Na jakiej podstawie Kościół miałby się domagać karania kogokolwiek za cokolwiek? Opowiadanie się za surowym prawem karnym w kwestii aborcji nie jest tożsame z opowiadaniem się „za życiem”. Prawo karne nie nadaje się do regulowania tego problemu. Dlaczego katolik miałby być religijnie zobowiązany do wiary w to, że prawo karne jest skutecznym sposobem kształtowania sumień i zapobiegania grzechom? Będąc przeciwnikiem aborcji jako takiej, może przecież bronić tezy, że to nie karny zakaz aborcji, ale zupełnie inne czynniki – na przykład wsparcie socjalne czy brak presji środowiska – przyczyniają się skutecznie do ochrony życia. Wszystko to może być przedmiotem dyskusji. Kościół jednak nie będzie tu dobrym dyskutantem, skoro sięga po argumenty religijne, choć nie dotyczą one zagadnień polityki prawnokarnej państwa. Jeśli chodzi o zadania duszpasterskie, takie czy inne ukształtowanie prawa karnego leży poza sferą zainteresowań Kościoła. Wywierając w tej sprawie presję emocjonalną na swoich wiernych, Kościół nie służy demokratycznej kulturze dyskursu. A myląc porządek świecki i Boski, traci autorytet.