Czy państwo jest jeszcze do czegoś potrzebne? Felieton Marcina Nowaka (20)

Czy państwo jest jeszcze do czegoś potrzebne? Felieton Marcina Nowaka (20)

Punktem wyjścia tych rozważań była kolejna zrzutka na pokrycie kosztów leczenia chorego Maćka. Zatrzymałem na niej wzrok, za chwilę przecież pojawią się kolejne… Pomyślałem sobie, że biedni ludzie – pozostawieni jak zwykle samym sobie – desperacko walczą o życie swoich najbliższych. Potem nasunęła mi się myśl, że Polacy zawsze dadzą sobie radę: zorganizują się, skrzykną, pomogą i jakoś to będzie. Lokalnie, tam gdzie więzi społeczne są mocniejsze, wzajemne wsparcie, zwłaszcza w trudnych momentach, jest na porządku dziennym. Tylko zaraz, a gdzie się podziało polskie państwo? Zdezerterowało? Ależ skąd, jest, chwali się, że jest tak cudownie, że wszystko najlepsze, najsprawniejsze. To niewątpliwie zasługa rządzących, zaangażowanych dla dobra obywateli.

Tymczasem to zasługa Polek i Polaków.

Popatrzmy na państwo nieco z innej perspektywy: państwo jako Narodowa Korporacja. Korporacja ta zatrudnia wszystkich obywateli. Nie ma wyboru, bo jest narodowa. Rodząc się, każdy otrzymuje swój numer PESEL – numer pracowniczy, równie unikatowy jak odcisk palca czy skan rogówki oka, umieszczony na jedynej w swoim rodzaju karcie pracowniczej. Pracę dla Narodowej Korporacji kończymy dopiero w chwili śmierci, a ostatnią adnotacją na naszej karcie jest akt zgonu.

Na początku każda szanująca się korporacja inwestuje w nowego pracownika. Niestety, oferowana przez pracodawcę pomoc finansowa obejmuje rodziców, kształtujących nowemu pracownikowi losy. Sam pracownik niewiele na tym korzysta, za to otrzymuje podstawy wiedzy, bardziej lub mniej ograniczone postawami opiekunów. W szkoleniach i rozwoju osobistym człowieka Narodowa Korporacja wypada bardzo słabo. Dominuje przekonanie, że wszystkich należy podciągnąć pod jedną linię, wyszkolić rocznikami zgodnie z jedyną słuszną doktryną. Narodowy system szkoleń kuleje też z powodów finansowych. Mimo że dział ten zajmuje istotną pozycję w bilansie firmy, nauczyciele i wykładowcy są marnie wynagradzani, niedoceniani, kiepsko wyposażeni, a przecież mają szkolić nowych pracowników. Na szczęście z pomocą przychodzi zaradność i kreatywność zwykłych Polek i Polaków, dzięki którym w mikroskali jakoś się to toczy. Pomaga też lokalny sektor prywatny, dzięki sieci także ogólnokrajowy, a wręcz międzynarodowy, który podnosi nie tylko poziom życia i kwalifikacji formatorów, ale i poziom wiedzy formowanych uczniów.

Najgorzej wygląda dział zdrowia i usług medycznych. Tutaj mimo wielomilionowych nakładów Narodowej Korporacji większość pracowników wybiera sektor prywatny – sprawniejszy, bardziej wydolny, ale niestety droższy. W narodowym są wieloletnie terminy i kolejki bez końca, za to jest refundowany. Pracownik Narodowej Korporacji słusznie zadaje sobie niekiedy pytanie, dlaczego ma płacić składki na ubezpieczenia zdrowotne i chorobowe, skoro i tak nie udaje mu się z tego systemu skorzystać na czas. W nagłych wypadkach organizuje zrzutkę w Internecie, licząc na solidarność i dobre serce swych kolegów i koleżanek z Narodowej Korporacji. I znowu na szczeblu lokalnym jakoś się to toczy dzięki kreatywności i dobroci zwykłych Polek i Polaków.

Narodowa Korporacja przekonuje, że dba o zdrowie swoich pracowników, wprowadzając dodatkowe podatki i opłaty. Od nowego roku zaczęła obowiązywać opłata cukrowa. Zamiast inwestować w szkolenia w zakresie zdrowego sposobu odżywiania się, co byłoby niewątpliwym wydatkiem, Narodowa Korporacja woli narzucić opłatę (akcyzę) od cukru zawartego w produktach, co przełoży się niewątpliwie na wzrost jej przychodów. Czyż nie jest to przejaw gospodarności?

Narodowa Korporacja pozwala również swoim pracownikom na prowadzenie prywatnej działalności gospodarczej. Tworzy mianowicie ramy prawne, zgodnie z którymi pracownicy mogą działać w tzw. sektorze prywatnym. Zakreślane ramy prawne maksymalizują przychody i minimalizują wydatki Narodowej Korporacji. Gdyby nie fachowa pomoc wielu zwykłych współpracowników i sektora prywatnego, można by łatwo zginąć w tym gąszczu przepisów.

Po 1989 roku Narodowa Korporacja otworzyła dział duchowy, któremu wyznaczyła zadanie rozwoju wewnętrznego pracowników. Wcześniej zajmowała się tym instytucja niezależna finansowo. Od czasu przejęcia przez Narodową Korporację instytucja ta okazała się działem mocno deficytowym, chociaż wszyscy pracownicy, chcąc nie chcąc, zrzucają się rokrocznie na jego funkcjonowanie. Jest to dział tzw. świętości, którego absolutnie nie wolno krytykować, nawet konstruktywnie, pod groźbą obrazy uczuć religijnych. Tamtejsi pracownicy, przekonani o własnej nieomylności, myślą, że w obronie tzw. świętości wszystkie chwyty są dozwolone i wszystkie działania usprawiedliwione. W razie czego dział prawny śpieszy z odpowiednimi przepisami i służy pomocą przez całą dobę. Dział duchowy stał się wzorem dla dyrektorów i członków zarządu Narodowej Korporacji: zarząd ma rację, bo głosi prawdę, a inni niesłusznie go atakują.

Narodowa Korporacja ma swoją telewizję, radio oraz wiele gazet ogólnokrajowych i lokalnych. Dzięki nim realizowane są cele marketingowe i PR‑owskie. To właśnie stąd pracownicy Narodowej Korporacji dowiadują się o niekończącym się paśmie sukcesów swojej firmy i tutaj słyszą, że twardzi centralni negocjatorzy zapewniają Narodowej Korporacji miliardowe zyski. Szkoda tylko, że te sumy znikają gdzieś po drodze wchłaniane przez deficytowe działy. Narodowa Korporacja obraca miliardami złotych, a nie stać jej na pokrycie kosztów terapii Maćka z ogłoszenia. Miliardy złotych w pozycji bilansowej, a życie babci Marysi niewiele się zmieniło. Państwo realizuje dochody na niewyobrażalnym dotąd poziomie, ale nie jest w stanie pomóc w transformacji energetycznej domu Kowalskiego, tak by gospodarował energią oszczędniej. Zresztą z punktu widzenia Narodowej Korporacji nawet lepiej, że Kowalski gospodaruje rozrzutnie, bo płaci jej za to więcej. Narodowa Korporacja wspiera transport samochodowy, bo dzięki niemu zarabia na podatkach i opłatach za paliwa i utrzymanie dróg. Czyż nie jest to przejaw geniuszu zarządu Narodowej Korporacji?

Z inicjatyw społecznych powstają też internetowe kanały informacyjne, które de facto realizują misję rzetelnego informowania społeczeństwa, ukazując rzeczywistość. Są solą w oku Narodowej Korporacji, bo umniejszają blask perfekcji jej zarządu. Takie inicjatywy istnieją tylko dzięki zaangażowaniu zwykłych Polek i Polaków na poziomie lokalnym.

Jest też dział audytu wewnętrznego, który karze za każdy błąd w zeznaniu finansowym szeregowego pracownika, nawet za pomylenie się o 10 groszy. Ten sam dział uważa, że marnotrawienie przez członka zarządu 70 milionów złotych z pieniędzy podatników jest najzupełniej w porządku.

Centralnie zarządzana Narodowa Korporacja ma się dobrze – opinia jest wspaniała, wskaźniki zadowalające. Na poziomie lokalnym natomiast zmienia się niewiele, bo tkankę społeczną tworzy międzyludzka solidarność, a Polki i Polacy potrafią się samorządzić.

Po co więc nam państwo ze swoimi miliardami?


Felieton jest wyrazem opinii autora. Nie prezentuje stanowiska ZR Małopolskie KOD.

Tekst wart skomentowania? Napisz do redakcji!