Cenzura. Felieton Fryderyka Zolla (214)

Cenzura. Felieton Fryderyka Zolla (214)

Jarosława Kaczyńskiego oburzyło orzeczenie sądu w sprawie między znanym byłym piłkarzem i prominentnym działaczem piłkarskim a prawicowym dziennikarzem. Wobec tego drugiego orzeczono zakaz publikowania tekstów na temat tego pierwszego. Kaczyński dostrzegł w orzeczeniu element cenzury prewencyjnej i z tej okazji przedstawił swoją wizję funkcjonowania sądownictwa: błędne orzeczenia należy natychmiast uchylać, a wydających je sędziów usuwać z pracy w trybie dyscyplinarnym. Wypowiedź prezesa należy do kanonu populizmu. Jest w niej ziarno prawdy, gdy chodzi o diagnozę problemu, i z tej jedynie w niewielkiej części trafnej diagnozy wyprowadzono wnioski typowe dla państwa typu łukaszenkowskiego (można by takie państwo określić brutalnej, ale może najlepszą nazwą będzie „system folwarczny”). Zakazy publikowania rzeczywiście ocierają się o cenzurę prewencyjną. Sąd mógłby zrobić coś, czego Kaczyński nienawidzi: oddalić wniosek o taki zakaz, bezpośrednio sięgając do Konstytucji. Problem jednak wynika nie z kondycji sądu, ale ze stanu prawa. System ochrony dóbr osobistych jest w Polsce wadliwy. Przepisy, na których go oparto, są sformułowane w sposób blankietowy. Ustawodawca dał sądowi ogromną władzę. Kiedy jeszcze istniała rozpędzona później przez Ziobrę Komisja Kodyfikacyjna, której byłem członkiem, próbowaliśmy w pracach nad nowym kodeksem cywilnym dookreślić podstawę ochrony dóbr osobistych, tak by kryteria oceny w znacznie mniejszym stopniu zależały od oceny sądu. Projekty były gotowe. Nowa władza wcale nie była nimi zainteresowana. Dzisiejsi rządzący wolą nieostre kryteria – pod warunkiem, że sądy będą pod kontrolą władzy. Na przykład, władza PiS‑u wprowadziła ochronę dobrego imienia narodu polskiego w ustawie o Instytucie Pamięci Narodowej, odwołując się do całkowicie nieostrych, pozostających w swobodnej ocenie sądu kryteriów. Przepis nadal w tej ustawie jest, a przygotowano go dla zduszenia wolności debaty nad historią. Dla Kaczyńskiego zasadniczą kwestią nie jest cenzura, ale kontrola nad sądem. To on, prezes, decyduje de facto o prawie, ponosi więc odpowiedzialność za ramy prawne, w jakich porusza się sąd. W jego folwarcznym państwie nie ma miejsca na władzę od niego niezależną. Cała władza w ręce równiejszych zarządców folwarku, takich jak minister Woś, który o obowiązującej Konstytucji mówi: „wstrętna”. Folwark nie potrzebuje Konstytucji. Wystarczy wola prezesa i innych równiejszych siedzących za stołem, których twarze zlewają się w mroku, tak że nie można już powiedzieć, która do kogo należy.


Felieton jest wyrazem opinii autora. Nie prezentuje stanowiska ZR Małopolskie KOD.

Tekst wart skomentowania? Napisz do redakcji!